Trzy kraje, rekordowe 48 reprezentacji i aż 104 mecze w niespełna sześć tygodni - dziś w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych rusza największy - i prawdopodobnie najbardziej szalony - mundial w historii futbolu. Turniej, który jeszcze na dobre się nie rozpoczął, już jednak wzbudza olbrzymie kontrowersje.

  • Już dziś startują mistrzostwa świata w piłce nożnej; tegoroczny mundial jest największym w historii.
  • Turniej budzi ogromne kontrowersje, zarówno ze względu na geopolitykę, jak i "przeładowanie" meczami oraz ceny biletów.
  • Zobacz terminarz mundialu 2026!
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Nigdy wcześniej mistrzostwa świata w piłce nożnej nie trwały tak długo, nie gromadziły tylu uczestników i nie oferowały kibicom tak dużej liczby spotkań. Po raz pierwszy w historii walka o miano najlepszej drużyny globu będzie się toczyć na stadionach trzech różnych krajów. Mecze gościć będzie jedenaście obiektów w Stanach Zjednoczonych, trzy w Meksyku oraz dwa w Kanadzie.

Choć szef FIFA Gianni Infantino oraz prezydent USA Donald Trump tradycyjnie obiecują fanom wielkie sportowe święto, to właśnie te postacie dostarczają największych kontrowersji.

Cień geopolityki nad turniejem

Konfliktowa polityka międzynarodowa amerykańskiego prezydenta, połączona z jego restrykcyjnymi decyzjami wewnętrznymi dotyczącymi m.in. traktowania imigrantów, budzi poważny niepokój o bezpieczeństwo uczestników i kibiców. Największe obawy koncentrują się wokół spotkań z udziałem Iranu.

Kraj ten od końca lutego jest w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Wszystko zaczęło się od amerykańsko-izraelskich nalotów na cele wojskowe w irańskich miastach, na co Teheran odpowiedział, atakując amerykańskie interesy (np. bazy wojskowe) na Bliskim Wschodzie. Choć między skonfliktowanymi stronami obowiązuje zawieszenie broni, rozejm - co widzieliśmy wielokrotnie - pozostaje kruchy.

Przez długie miesiące ważyły się losy tego, czy zaatakowany kraj w ogóle wyśle swoją reprezentację za ocean. Oliwy do ognia dolał sam przywódca USA, sugerując w pewnym momencie, że Irańczycy wprawdzie mogą zagrać, ale ze względów bezpieczeństwa "niekoniecznie powinni". "Udział Iranu w mundialu pozostanie wątpliwy, dopóki 11 mężczyzn nie wybiegnie na boisko" - tak magazyn "The Athletic" podsumował sytuację drużyny z Bliskiego Wschodu na kilka dni przed początkiem mundialu.

Irańczycy są w trudnej sytuacji, o czym świadczy fakt, że przenieśli swoją bazę treningową z amerykańskiego Tucson do meksykańskiej Tijuany. Jak przekazał ambasador Iranu w Meksyku, Abolfazl Pasandideh, irańscy piłkarze otrzymali zgodę na pobyt w USA wyłącznie w dniach meczowych. Możemy wjechać rano i musimy wyjechać tego samego dnia - przyznał dyplomata.

Jak taka "turystyka wizowa" wpłynie na formę sportową drużyny? Trudno to racjonalnie przewidzieć.

Przeładowany kalendarz i obawa o poziom

Kontrowersje polityczne to dla FIFA nie pierwszyzna - wystarczy wspomnieć turniej w Katarze sprzed czterech lat, który do dziś kojarzy się z łamaniem praw człowieka i doniesieniami o śmierci robotników budujących stadiony. Tym razem jednak wątpliwości uderzają także w samą istotę futbolu: poziom sportowy i zdrowie zawodników.

Rozszerzenie formatu z 32 do 48 drużyn wywołało falę krytyki w środowisku piłkarskim. Turniej będzie o 10 dni dłuższy niż ten w Katarze, a finaliści rozegrają o jeden mecz więcej, co jest skutkiem wprowadzenia fazy 1/16 finału. Argumentowano, że takie rozwiązanie zwiększa obciążenie dla piłkarzy, już i tak zmęczonych sezonem klubowym. Sprawa jest prosta - uczestnicy decydujących rund będą mieli jeszcze krótszą przerwę przed powrotem do swoich klubów.

Większa liczba spotkań w połączeniu z prognozowanymi, morderczymi wręcz upałami w Ameryce Północnej może negatywnie wpłynąć na zdrowie zawodników.

Istnieje zatem uzasadniona obawa, że ucierpi na tym widowisko. Potentaci fazę grupową będą chcieli przejść najniższym możliwym nakładem sił, co zwiastuje głębokie rotacje w składach i oszczędzanie największych gwiazd na fazę pucharową. Duża liczba drużyn oznacza, że na prawdziwe hity przyjdzie nam poczekać - w pierwszej części turnieju najciekawiej zapowiadają się starcia:

  • Brazylii z Marokiem,
  • Hiszpanii z Urugwajem,
  • Francji z Norwegią,
  • Anglii z Chorwacją,
  • Portugalii z Kolumbią.

Warto przypomnieć, że FIFA ostatecznie porzuciła pomysł tworzenia 3-zespołowych grup z obawy przed potencjalnymi zmowami i "meczami przyjaźni". Ostatecznie zobaczymy 12 grup po 4 zespoły - do 1/16 finału awansują po dwie najlepsze ekipy oraz osiem najlepszych drużyn z trzecich miejsc.

Ceny z kosmosu

Dla przeciętnego kibica największym ciosem okazały się jednak kwestie finansoweCeny biletów poszybowały do tak niebotycznych poziomów, że nawet Donald Trump wprost przyznał, iż sam "tyle by nie zapłacił". Praktykami FIFA zajęli się już prokuratorzy z Nowego Jorku i New Jersey, zarzucając Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej sztuczne pompowanie cen.

Choć FIFA zapewnia, że sprzedano wiele biletów po 60 dolarów, to większość z nich kosztowała znacznie więcej. Na oficjalnej platformie, gdzie można sprzedawać lub wymieniać wejściówki, najtańsze bilety na półfinał w Arlington w Teksasie kosztują 2,7 tys. dolarów, a ceny rosną nawet do ponad 11 tys. dolarów. Absurd osiąga apogeum przy wejściówkach na finał - kilka z nich wyceniono na... 2,3 mln dolarów.

Legendy i największe gwiazdy

Co jednak ważne dla fanów, na turnieju nie zabraknie legend. Tytułu sprzed czterech lat broni Argentyna z 38-letnim Lionelem Messi, który - podobnie jak trzy lata starszy Cristiano Ronaldo - ma szansę zaliczyć swój szósty mundial w karierze. Do tego elitarnego klubu dołącza także meksykański bramkarz Guillermo Ochoa, choć na dwóch turniejach był jedynie rezerwowym.

Oprócz Argentyńczyka i Portugalczyka, którzy są uznawani za najlepszych piłkarzy w historii, na boiskach Ameryki Północnej zobaczymy też prawdziwą plejadę gwiazd. Długo by wymieniać, ale na wspomnienie szczególnie zasługują m.in. Francuzi Kylian Mbappe, Ousmane Dembele i Michael Olise, Hiszpanie Lamine Yamal i Pedri, Anglicy Harry Kane i Jude Bellingham, Portugalczycy Bruno Fernandes i Vitinha, Brazylijczycy Vinicius Junior i Raphinha oraz Norweg Erling Haalang.

Jeśli chodzi o reprezentacje, to - oprócz faworytów do końcowego sukcesu - na salonach zobaczymy też czterech absolutnych debiutantów: Jordanię, Uzbekistan, Republikę Zielonego Przylądka oraz maleńkie, liczące zaledwie 160 tysięcy mieszkańców Curacao.

Niestety, na tym historycznym turnieju zabraknie reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni, prowadzeni przez selekcjonera Jana Urbana, po przegranym w dramatycznych okolicznościach finale baraży ze Szwecją, obejrzą mundial w telewizji. To pierwsze mistrzostwa świata od 2014 roku bez udziału Polaków.

Pierwszy gwizdek o godzinie 21:00

Wielkie emocje startują już dziś o godzinie 21:00 czasu polskiego - w meczu otwarcia współgospodarz turnieju, Meksyk, zmierzy się z Republiką Południowej Afryki (te dwie ekipy grały ze sobą w pierwszym meczu mundialu w RPA przed czternastoma laty; wówczas padł remis 1:1). Kilka godzin później (o 4:00 w nocy) kibiców czeka drugie starcie grupy A pomiędzy Koreą Południową a Czechami.

Nowego mistrza świata poznamy 19 lipca po finale na stadionie New York New Jersey Stadium (który na co dzień nosi nazwę MetLife Stadium) w East Rutherford koło Nowego Jorku.