Komisja Europejska pracuje nad zmianami w systemie handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla - ustalił "Financial Times". Darmowe uprawnienia mogą być przyznawane na dłuższe okresy, ale tylko dla inwestujących w Europie. Przemysł liczy na złagodzenie rygorów, a kraje, które wciąż w dużym stopniu opierają się na paliwach kopalnych, jak Polska, na więcej czasu na transformację.
- UE analizuje reformę systemu ETS - kluczowego narzędzia walki z emisjami dwutlenku węgla.
- Uprawnienia do emisji mogą być przyznawane nawet po 2039 roku, jeśli firmy zainwestują w Europie.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Europejski System Handlu Emisjami (ETS) to jeden z najważniejszych instrumentów polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Wprowadzony w 2005 roku, miał przygotować państwa członkowskie do realizacji postanowień Protokołu z Kioto, zobowiązującego kraje rozwinięte do redukcji emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 5 proc. względem poziomu z 1990 roku.
ETS nakłada na firmy obowiązek posiadania uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Część z nich była dotychczas przyznawana bezpłatnie, jednak z każdym rokiem liczba darmowych uprawnień malała. System miał w ten sposób motywować przedsiębiorstwa do inwestowania w technologie ograniczające emisje i przechodzenia na bardziej ekologiczne rozwiązania.
Według informacji, do których dotarł dziennik "Financial Times", Komisja Europejska rozważa wydłużenie okresu przyznawania darmowych uprawnień do emisji CO₂. Obecnie system zakłada, że bezpłatne uprawnienia znikną w 2039 roku. Po reformie mogłyby być one dostępne nawet w latach czterdziestych XXI wieku, ale pod warunkiem, że firmy korzystające z tego przywileju będą inwestować na terenie Unii Europejskiej.
Taki krok miałby na celu wsparcie przemysłu w procesie transformacji energetycznej oraz zapewnienie, że niezbędne inwestycje pozostaną w Europie, a nie zostaną przeniesione poza granice Wspólnoty. Dokument, do którego dotarli dziennikarze podkreśla, że w 2040 roku nadal będą istnieć emisje trudne do wyeliminowania, a przemysł potrzebuje czasu na dostosowanie infrastruktury i technologii.
Zmiany w systemie ETS mogą przynieść ulgę wielu branżom, które od lat alarmują, że rosnące koszty uprawnień do emisji CO₂ negatywnie wpływają na ich konkurencyjność. Peter Liese, niemiecki eurodeputowany z CDU ocenił, że planowane reformy będą dla przemysłu "o wiele bardziej strawne" niż obecny system.
W ostatnich latach system ETS znalazł się pod silną presją polityczną. Wzrost cen energii oraz coraz wyższe koszty uprawnień do emisji wywołały sprzeciw zwłaszcza w krajach, które wciąż w dużym stopniu opierają się na paliwach kopalnych, takich jak Polska. Przedstawiciele tych państw argumentują, że zbyt szybkie zaostrzenie przepisów może zagrozić stabilności gospodarczej i bezpieczeństwu energetycznemu.
Polska, której energetyka w dużej mierze oparta jest na węglu, od lat apeluje o większą elastyczność i dłuższy okres przejściowy w polityce klimatycznej UE. Sprzeciw wobec zaostrzania zasad dekarbonizacji jest szczególnie silny w krajach, które dopiero rozpoczynają proces transformacji energetycznej i potrzebują czasu oraz środków na modernizację swojej infrastruktury.
Planowana reforma ETS może być odpowiedzią na te postulaty, dając państwom członkowskim więcej czasu na dostosowanie się do nowych wymogów i uniknięcie gwałtownego wzrostu kosztów dla przemysłu i konsumentów.
Komisja Europejska prowadzi obecnie przegląd systemu ETS, a ostateczne propozycje zmian mają zostać przedstawione w połowie lipca. Przedstawiciele przemysłu, organizacji ekologicznych oraz rządów państw członkowskich z niecierpliwością oczekują na szczegóły reformy, która może zaważyć na przyszłości europejskiej gospodarki i polityki klimatycznej.


