​Amerykańskie siły przeprowadziły serię ataków na irańskie instalacje wojskowe w pobliżu cieśniny Ormuz, odpowiadając na zestrzelenie śmigłowca Apache. Iran nie pozostał dłużny - wystrzelił rakiety i drony w kierunku amerykańskich baz w Bahrajnie, Kuwejcie i Jordanii. Przedstawiciel władz USA powiedział stacji CNN, że ataki mają być "ostrzeżeniem" dla Teheranu. Dodał, że Waszyngton uważa, iż nie utrudnią one negocjacji mających doprowadzić do zakończenia wojny.

  • Amerykańskie Dowództwo Centralne ogłosiło zakończenie ataków na irańskie cele wojskowe w rejonie cieśniny Ormuz.
  • Ataki były odpowiedzią na zestrzelenie amerykańskiego śmigłowca Apache.
  • Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronami na amerykańskie bazy w Bahrajnie, Kuwejcie i Jordanii.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

We wtorek wieczorem czasu lokalnego amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM) poinformowało o zakończeniu serii uderzeń na cele wojskowe w Iranie. Ataki rozpoczęły się o godzinie 17 czasu wschodnioamerykańskiego (23:00 w Polsce) i trwały do około 21:00 (3:00 w Polsce). Celem były irańskie systemy obrony powietrznej, naziemne stacje kontroli oraz radary obserwacyjne rozmieszczone w pobliżu strategicznej cieśniny Ormuz.

W komunikacie podkreślono, że działania te były odpowiedzią na wcześniejsze zestrzelenie amerykańskiego śmigłowca Apache. Siły USA wykorzystały precyzyjną amunicję. Według amerykańskich wojskowych operacja miała charakter proporcjonalny i była wymierzona w cele bezpośrednio związane z zagrożeniem dla amerykańskich żołnierzy i międzynarodowej żeglugi.

Irańska odpowiedź: rakiety i drony

Na odpowiedź Iranu nie trzeba było długo czekać. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił, że w odwecie za amerykańskie uderzenia przeprowadził ataki dronami na amerykańską Piątą Flotę w Bahrajnie. Wystrzelono również co najmniej cztery pociski balistyczne oraz kilka dronów w kierunku amerykańskich baz wojskowych w Bahrajnie, Kuwejcie i Jordanii.

IRGC twierdzi, że przeprowadził łącznie 21 ataków na amerykańskie bazy w regionie i zestrzelił amerykańskiego drona MQ-9. Amerykańskie władze stanowczo zaprzeczają tak dużej liczbie ataków, ale potwierdzają, że sytuacja jest dynamiczna i wymaga stałego monitorowania.

Alarmy i reakcje w regionie

W odpowiedzi na irańskie ataki, w Bahrajnie i Kuwejcie uruchomiono syreny alarmowe, a mieszkańców wezwano do pozostania w bezpiecznych miejscach. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Bahrajnu poinformowało, że systemy obrony powietrznej skutecznie przechwyciły irańskie pociski i drony. Podobne działania podjęła armia Kuwejtu, która również zgłosiła przechwycenie wrogich celów powietrznych.

W irańskim mieście portowym Bandar Sirik oraz na wyspie Keszm doszło do eksplozji. Irańska telewizja państwowa podała, że amerykańskie uderzenia uszkodziły wieżę telekomunikacyjną i dwa zbiorniki wodne.

Groźby i ostrzeżenia

W oficjalnych komunikatach IRGC ostrzegł, że każda kolejna "agresja" ze strony USA spotka się z jeszcze bardziej zdecydowaną odpowiedzią. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi wezwał Amerykanów do opuszczenia regionu, ostrzegając, że tylko w ten sposób mogą zapewnić sobie bezpieczeństwo.

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że odpowiedź na irańskie działania będzie silna i stanowcza, jednocześnie podkreślając, że ataki mają być ostrzeżeniem dla Teheranu. Amerykańscy urzędnicy zapewniają, że działania wojskowe nie mają na celu utrudnienia negocjacji pokojowych, które mogłyby zakończyć konflikt.