Nie ma wątpliwości, że przed nami absolutnie wyjątkowe mistrzostwa świata. W turnieju rozgrywanym w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy weźmie udział 48 drużyn, co oznacza maraton 104 spotkań. Światowe media i eksperci od tygodni analizują układy sił, zastanawiając się, która drużyna najlepiej zaprezentuje się na północnoamerykańskim kontynencie. Próżno jednak szukać jednego, murowanego faworyta.
- W czwartek startują mistrzostwa świata w piłce nożnej; turniej zostanie rozegrany na boiskach w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych.
- Faworytów do końcowego sukcesu nie brakuje - o jakich reprezentacjach dokładnie mowa?
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco!
We wszystkich analizach dotyczących faworytów tegorocznego mundialu pojawia się reprezentacja Hiszpanii. Mistrzowie Europy z 2024 roku przybywają do Ameryki Północnej z idealnym balansem między młodzieńczą fantazją a doświadczeniem. Media podkreślają, że gracze tacy jak Lamine Yamal czy Pedri zdążyli już w pełni dojrzeć do ról liderów, a styl oparty na totalnej kontroli piłki i pressingu pozwala Hiszpanom narzucać swoje warunki każdemu rywalowi. Ich przewagą ma być stabilność, której często brakuje innym potęgom.
Tuż za ich plecami w medialnych prognozach plasuje się Francja. Dziennikarze zwracają uwagę przede wszystkim na niesamowitą głębię składu "Trójkolorowych" - selekcjoner Didier Deschamps ma do dyspozycji kadrę, w której zmiana jednego asa na drugiego nie powoduje spadku jakości. Oczy całego świata będą zwrócone na Kyliana Mbappe, dla którego ten turniej to szansa na zbliżenie się do strzeleckiego rekordu wszech czasów Miroslava Klosego (Niemiec ma 16 goli, a Francuz - 12).
Gwiazdor Realu Madryt to tylko jednak fragment całej układanki, bowiem we francuskiej ofensywie nie brakuje wybitnych postaci. Warto wspomnieć chociażby trio z PSG: Ousmane Dembele (zdobywca Złotej Piłki za za sezon 2024/2025), Desire Doue czy Bradleya Barcolę. W świetnej formie jest także jeden z największych talentów światowej piłki, Michael Olise z Bayernu Monachium. Francuzi mają jednak niezwykle wymagającą grupę m.in. z Senegalem i Norwegią, co zmusi ich do wejścia na najwyższe obroty od pierwszego gwizdka.
Z grona europejskich gigantów mocno akcentowana jest także Anglia. Pod wodzą niemieckiego szkoleniowca Thomasa Tuchela Anglicy przeszli eliminacje bez straty chociażby jednej bramki, co w brytyjskiej prasie rodzi nadzieje na upragnione przełamanie klątwy trwającej od 1966 roku. Solidna defensywa w połączeniu z geniuszem Jude'a Bellinghama i instynktem Harry'ego Kane'a tworzy z "Lwów Albionu" potwora turniejowego.
Nie można też zapomnieć o naszpikowanej gwiazdami Portugalii. Selekcjoner Roberto Martinez ma prawdziwy ból głowy, kto powinien znaleźć się w wyjściowej jedenastce. Kłopot bogactwa widoczny jest szczególnie w środku pola, gdzie grają m.in. Vitinha i Joao Neves z PSG, Bruno Fernandes z Manchesteru United czy Bernardo Silva z Manchesteru City. Gotowość do gry od pierwszej minuty zgłaszają też Francisco Trincao ze Sportingu Lizbona czy Ruben Neves z Al-Hilal.
Mundial w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych to także "ostatni taniec" 41-letniego Cristiano Ronaldo - najlepszego, wespół z Lionelem Messim, piłkarza w historii. Portugalczyk w futbolu osiągnął już prawie wszystko, bo w przeciwieństwie do Argentyńczyka brakuje mu tylko jednego trofeum - Pucharu Świata.
W Ameryce Południowej nastroje są zgoła odmienne - tam liczy się tylko obrona korony lub powrót na tron po ponad dwóch dekadach. Jednym z faworytów to końcowego sukcesu są obrońcy tytułu, czyli Argentyńczycy. Media zauważają, że choć uwaga skupia się na Lionelu Messim, to siłą "Albicelestes" jest niezwykle skonsolidowany, zgrany i pewny siebie zespół z Julianem Alvarezem czy Alexisem Mac Allisterem na czele. Choć historia uczy, że obrona tytułu na mundialu to zadanie niemal niewykonalne (sztuka ta udała się po raz ostatni Brazylii w 1962 roku), to prasa podkreśla turniejowy pragmatyzm podopiecznych Lionela Scaloniego.
Z kolei Brazylia przystępuje do turnieju w atmosferze ogromnej presji. Angaż Carlo Ancelottiego, byłego szkoleniowca Realu Madryt, miał przywrócić "Canarinhos" dawną dyscyplinę taktyczną. Choć ich eliminacje były bardzo nierówne i pełne potknięć, to komentatorzy ostrzegają: z Viniciusem Juniorem, Raphinhą, Matheusem Cunhą czy Endrickiem w ataku i gigantycznym głodem sukcesu po 24 latach posuchy, Brazylia w fazie pucharowej może być nie do zatrzymania.
Odrębnym wątkiem w dyskusjach przedmundialowych jest rola reprezentacji z Ameryki Północnej. Ze względu na gigantyczne odległości i specyfikę klimatyczną, atut własnego boiska może odegrać kluczową rolę.
Największe nadzieje publicyści pokładają w reprezentacjach Meksyku i USA. "El Tri" tradycyjnie świetnie radzą sobie w fazie grupowej, a niesieni fanatycznym dopingiem na Estadio Azteca mogą stać się koszmarem dla każdego potentata. Amerykanie z kolei liczą na swoje "europejskie" pokolenie z Christianem Pulisiciem na czele. Z racji dynamicznego rozwoju MLS i gry liderów w czołowych klubach Starego Kontynentu, w Stanach Zjednoczonych głośno mówi się o realnej szansie na wyrównanie historycznego sukcesu z 1930 roku, kiedy to kadra USA dotarła do półfinału.
Najskromniej w tym gronie wypada Kanada z Alphonso Daviesem - choć ma potencjał do wyprowadzania zabójczych kontrataków, eksperci rzadko widzą w niej kandydata do strefy medalowej. Nie ulega jednak wątpliwości, że specyfika tego turnieju zwiastuje narodziny niespodzianek.


