Ekipa New York Knicks odrobiła 29-punktową stratę w czwartym meczu finału NBA, pokonując we własnej hali San Antonio Spurs 107:106. Jeremy Sochan rozegrał trzy minuty w drużynie zwycięzców, którzy w finałowej serii prowadzą 3-1 i jedna wygrana dzieli ich od tytułu.
- New York Knicks pokonali San Antonio Spurs 107:106 w czwartym meczu finału NBA i prowadzą w serii 3-1.
- Knicks są o krok od pierwszego mistrzostwa NBA od 1973 roku.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Gdy na 9.40 przed końcem trzeciej kwarty zegar w słynnej Madison Square Garden pokazywał wynik 81:52 dla Spurs zapewne niewiele osób nie tylko w hali, ale i w Nowym Jorku, całych Stanach Zjednoczonych, a nawet przed telewizorami w każdym zakątku świata przypuszczało, że w tym meczu będą jeszcze emocje.
Gospodarze minimalnie odrobili stratę do końca tej kwarty, ale po trzech punktach z rzędu Victora Wembanyamy po dwóch i pół minuty gry w ostatniej odsłonie przegrywali 75:95.
Sygnał do ataku dał celnym rzutem z daleka Jose Alvarado, za chwilę "poprawił" Karl-Anthony Towns i miejscowi, niesieni dopingiem prawie 20-tysięcznej widowni, stopniowo zaczęli się zmniejszać dystans. Ich zapędów nie ostudziła nawet "trójka" De’Aarona Foxa, bo w ich szeregach zza łuku trafili ponownie Alvarado i Jalen Brunson.
To po akcji swojego lidera Knicks 82 sekundy przed końcem regulaminowego czasu wyszli na prowadzenie 105:104. Niespełna minutę później odebrał im je dwoma wolnymi Stephon Castle, który jako jedyny w swoim zespole nie sprawiał wrażenia zahipnotyzowanego przebiegiem wydarzeń.
Ostatnie słowo należało jednak do OG Anunoby’ego, który najpierw zablokował Foxa, a 1,2 s przed ostatnim gwizdkiem sędziów zdobył decydujące dwa punkty, dobijając piłkę po niecelnym rzucie Brunsona.
Nie wiem, czy w historii Knicks była ważniejsza akcja - zaznaczył po meczu ich trener Mike Brown.
Żadna drużyna wcześniej w finałowym starciu nie odrobiła 29-punktowej straty, od kiedy NBA zaczęła prowadzić szczegółowe statystyki dotyczące przebiegu meczów w 1997 roku. "Rekord" należał do tej pory do Boston Celtics, którzy pokonali Los Angeles Lakers w 2008 roku mimo 24-punktowego deficytu. W całym play off w 2019 roku stratę 31 pkt zniwelowali Los Angeles Clippers i wygrali spotkanie z Golden State Warriors.
Nic dziwnego, że po końcowej syrenie w Madison Square Garden puszczono utwór Journey "Don’t Stop Believin’" ("Nie przestawaj wierzyć"), który wprawił fanów Nowojorczyków w jeszcze lepszy nastrój.
Brunson w całym meczu uzyskał 36 punktów, miał pięć zbiórek i siedem asyst, a Anunoby dodał 33 "oczka".
Wśród pokonanych Wembanyama zaliczył 34 pkt, 13 zbiórek i trzy bloki, ale z gry trafił tylko dziewięć razy na 25 prób. Dylan Harper wchodząc z ławki zdobył 21 pkt
Kompletnie straciliśmy równowagę, pogubiliśmy się. To rozczarowujące, delikatnie mówiąc - skomentował szkoleniowiec Spurs Mitch Johnson.
Mecz numer pięć - w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, tym razem w San Antonio. Będzie to pierwsza z trzech szans dla Knicks na sięgnięcie po pierwszy od 1973 roku tytuł.
Knicks, którzy w dorobku mają dwa mistrzostwa (pierwsze wywalczyli w 1970 roku), na występ w wielkim finale NBA czekali od 1999 roku, gdy ulegli w decydującej batalii... Spurs (1-4).
Sochan, który w czwartek oddał jeden niecelny rzut, karierę w NBA rozpoczął w 2022 roku w barwach Spurs i jeszcze w pierwszej części obecnego sezonu był zawodnikiem tej ekipy. Jest drugim Polakiem w wielkim finale. W 2009 roku o mistrzowski pierścień w barwach Orlando Magic bez powodzenia walczył Marcin Gortat.
"Ostrogi" walczą o szósty tytuł. W finale są po raz pierwszy od 2014 roku, kiedy triumfowali w lidze po raz ostatni; wcześniej w latach 1999, 2003, 2005, 2007.
Pewne jest, że po raz ósmy z rzędu - po Toronto Raptors (2019), Los Angeles Lakers (2020), Milwaukee Bucks (2021), Golden State Warriors (2022), Denver Nuggets (2023), Boston Celtics (2024), Oklahoma City Thunder (2025) - NBA będzie miała innego mistrza niż w poprzednim sezonie.


