Premier Donald Tusk zabierał głos w sprawie szokujących doniesień dotyczących Szpitala Południowego. Po ujawnieniu przez byłego pracownika placówki informacji o możliwych błędach medycznych, które miały prowadzić nawet do śmierci pacjentów, szef rządu zapowiada dokładne wyjaśnienie każdej kwestii. "Niezależnie od tego, czy się komuś to opłaca czy nie, będziemy wyjaśniali każdy element tej sprawy" – zapewnił premier.
- Więcej aktulanych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Szpital Południowy znalazł się w centrum medialnej burzy po wywiadzie, którego w Kanale Zero udzielił były pracownik tej placówki, dr Emil Jędrzejewski. Lekarz ujawnił, że na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym miało dochodzić do poważnych nieprawidłowości w wykonywaniu procedur medycznych. Według jego relacji, błędy personelu prowadziły do powikłań, a w niektórych przypadkach nawet do śmierci pacjentów.
Do sprawy odniósł się premier Donald Tusk podczas środowej konferencji prasowej w województwie pomorskim. Szef rządu podkreślił, że państwo nie zamierza zamiatać sprawy pod dywan. Niezależnie od tego, czy się komuś to opłaca czy nie, będziemy wyjaśniali każdy element tej sprawy i tam, gdzie jest potrzebna prokuratura, ona już działa - zapowiedział Tusk.
Premier zaznaczył, że pozostaje w stałym kontakcie z ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Waldemarem Żurkiem, którego zobowiązał "do bardzo osobistej pieczy nad wszystkimi tymi sprawami". Szef rządu nie wyklucza powrotu do wcześniejszych doniesień dotyczących Szpitala Południowego, które już wcześniej trafiały do prokuratury.
To nie jest skala, która się różni od innych szpitali, ale na wszelki wypadek trzeba będzie sprawdzić wszystko do samego spodu, co działo się w tym szpitalu - podkreślił premier.
Donald Tusk zwrócił uwagę, że nie zamierza wydawać pochopnych sądów na podstawie medialnych doniesień. Nie jest moim zadaniem ocenianie wiarygodności wypowiedzi w tych czy innych audycjach bohaterów tej sprawy. To nie jest moje zadanie, ja mam swoją opinię na temat wiarygodności niektórych źródeł, ale sprawa jest zbyt poważna, zarzuty są bardzo poważne - zaznaczył.
Ja nie będę uczestniczył w żadnych nagonkach i w żadnym szczuciu jednych na drugich, ale będę starał się wyciągnąć wszystkie konsekwencje, w tym najsurowsze konsekwencje wobec tych, którzy jeśli to potwierdzi kontrola NIK, śledztwo prokuratury i audyt, wyciągnąć wszystkie konsekwencje wobec tych, którzy dopuścili się jakichkolwiek nieprawidłowości - podkreślił.
Zapytany o m.in. propozycję PiS w kwestii powołania niezależnej Komisji Zaufania Publicznego, która miałaby wyjaśnić co dzieje się w warszawskich szpitalach, podkreślił, że przestrzega przed polityczną grą wokół tej sprawy.
Ja będę chciał, żeby sprawą zajmowali się nie Morawiecki, czy Kaczyński i nie redaktor Stanowski, czy redaktor Słowik, czy poseł Giertych, czy eurodeputowany Arłukowicz, tylko prokuratura - zaznaczył.
W środę dr Emil Jędrzejewski stawił się w warszawskiej prokuraturze okręgowej.
Świadek przedłożył do protokołu notatkę zawierającą nazwiska osób pokrzywdzonych. Chodzi tutaj o dwie osoby wraz z numerami PESEL tych osób. I stwierdził, iż jego wiedza dotyczy tych dwóch osób, które zostały wskazane na przedłożonej do protokołu kartce - przekazał po przesłuchaniu Jędrzejewskiego rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba.
Następnie prokuratorzy zadali świadkowi kilkadziesiąt pytań dotyczących postępowania, które jest prowadzone w tutejszej prokuraturze. Świadek każde z pytań skwitował milczeniem - dodał.
Szef rządu Donald Tusk odniósł się do tego przesłuchania na platformie X. "Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa. Ze względu na wagę zarzutów instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko do najdrobniejszego szczegółu. Odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia nie pozostaną bezkarni" - zapewnił premier.
W poniedziałek wszczęte zostały dwa śledztwa w sprawie Szpitala Południowego. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego; chodzi m.in. o naruszenia zasad triażu przy klasyfikacji pacjentów SOR.
W szpitalu kontrolę prowadzą NFZ i warszawski ratusz. Audytem objęto także SOR-y we wszystkich miejskich szpitalach.
Sprawa to pokłosie doniesień portalu Zero.pl na temat lekarza Dawida Kacprzyka, który był koordynatorem SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radnym KO warszawskiej dzielnicy Ursus. Wynikało z nich, że Kacprzyk miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, a na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki.
W ubiegłym tygodniu Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO, a w czwartek z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Lekarz zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy, które placówka musiał mu oddać ze względu na brak możliwości zaksięgowania.


