"Warunki finansowe uzyskane przez Dawida Kacprzyka ze Szpitala Południowego nie odzwierciedlają standardowych warunków pracy lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego" - podkreśliło Porozumienie Rezydentów w oficjalnym oświadczeniu. To odpowiedź na doniesienia medialne dotyczące zatrudnienia w warszawskim Szpitalu Południowym lekarza w trybie pozarezydenckim.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Wniosek o zawieszenie prawa wykonywania zawodu przez 28-letniego Dawida Kacprzyka Naczelna Rada Lekarska złoży w środę w sądzie lekarskim. Młody medyk, były radny Koalicji Obywatelskiej, w ubiegłym roku zarobił 1,6 mln złotych. Miał pracować średnio jedenaście godzin dziennie, w trzech placówkach medycznych. W czasie dyżurów - jak ujawniły media - prowadził działalność polityczną.
Do sprawy odniosło się Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:
"Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, z jakich przyczyn stworzono dla wyżej wymienionego lekarza stanowisko koordynatora SOR, nieprzewidziane regulaminem organizacyjnym Szpitala Południowego, skoro przepisy jednoznacznie wskazują, że SOR ma mieć lekarza kierującego oddziałem (ordynatora), który musi mieć prawem określone specjalizacje - postrzegamy to jako stworzenie lukratywnego stanowiska, do zajmowania którego nie trzeba mieć prawem określonych kompetencji" - czytamy w oświadczeniu OZZL.
Medycy zaznaczają, że przepisy rozporządzenia ministra zdrowia z 27 czerwca 2019 r. w sprawie SOR nie przewidują funkcji koordynatora SOR. Ponadto - jak wskazują - warunki finansowe uzyskane przez Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym w Warszawie nie odzwierciedlają standardowych warunków pracy lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego i byłyby niedostępne dla młodego lekarza bez politycznych koneksji.
Związkowcy przypominają, że standardowa pensja zasadnicza rezydenta (których jest w Polsce ok. 25 tys.) finansowana przez Ministerstwo Zdrowia wynosi obecnie 10-12 tys. zł brutto przy wymiarze ok. 160 godzin pracy dziennej i minimum 40 godzinach dyżurów miesięcznie. Z kolei lekarze w trybie pozarezydenckim (ok. 5 tys. osób) zarabiają jeszcze mniej.
PR OZZL zarzuca również decydentom ignorowanie głosów środowiska lekarskiego sygnalizującego patologie w systemie ochrony zdrowia. Zdaniem organizacji, dowodem tego jest zwolnienie ordynatora oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym, który miał wskazywać na nieprawidłowości, a także brak reakcji resortu zdrowia na wcześniejszy raport PR OZZL dotyczący całodobowych dyżurów w trakcie specjalizacji z psychiatrii.
"Nie możemy zrozumieć tłumaczeń dotyczących nieodpowiedniego kanału zgłoszenia nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Jeżeli nieprawidłowości zgłaszano, to obowiązkiem osoby nadzorującej jest na nie zareagować, a nie szukać powodów, żeby nic nie zrobić" - ocenia zarząd organizacji, ostrzegając przed mechanizmem, w którym reakcja władz następuje dopiero po nagłośnieniu tragedii przez media.
W oświadczeniu odniesiono się także do procedowanej nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Według rezydentów, projektowane przepisy jeszcze bardziej podporządkują lekarza szkolącego się kierownikowi specjalizacji i dyrektorowi szpitala, co może nasilić negatywne zjawiska.
Krytycznie oceniono zwłaszcza planowane wyjęcie trybu pozarezydenckiego z centralnej rejestracji na specjalizacje.
Porozumienie Rezydentów OZZL deklaruje gotowość do rozmów z Ministerstwem Zdrowia, podkreślając, że wielokrotnie składało konkretne propozycje dotyczące uszczelnienia nadzoru nad odbywaniem rezydentur i podniesienia jakości szkolenia, które dotychczas nie zostały wdrożone.


