"Sprawa Szpitala Południowego w Warszawie powinna być dla polityków sygnałem, że trzeba wreszcie ten patologiczny system ukrócić. Bo mamy rady nadzorcze, które w ogóle nie służą do nadzorowania czegokolwiek, tylko do pobierania dodatków do pensji przez polityków partii rządzącej. (…) Ich jedynym celem jest pobieranie rocznej całkiem niezłej pensji 90 tys. zł. I nie nadzorują zupełnie niczego" - alarmował w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Jan Mencwel, radny m. st. Warszawy, członek klubu Lewica - Miasto Jest Nasze - Wspólne Jutro.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W czwartek stołeczni radni zdecydują o udzieleniu absolutorium prezydentowi Rafałowi Trzaskowskiemu. Opozycja domaga się wyjaśnień w sprawie nieprawidłowości ujawnionych w Szpitalu Południowym i oczekuje politycznej odpowiedzialności osób nadzorujących miejską służbę zdrowia.
Jan Mencwel w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 mówił, że w Szpitalu Południowym w Warszawie doszło do olbrzymich nieprawidłowości i dotąd nikt z zarządu miasta nie poniósł konsekwencji. Wskazał m.in. na odpowiedzialną za nadzór nad służbą zdrowia Renatę Kaznowską.
Pytany, czy to za mało, że rada nadzorcza Szpitala Południowego została odwołana, podkreślił, że rady nadzorcze w praktyce w ogóle nie działają i są fikcją.
Rady nadzorcze, które są opanowane przez polityków - a w Warszawie to jest powszechna praktyka - nie działają. Widać to w tym przypadku (Szpitala Południowego), gdzie rada nadzorcza była kompletną fikcją - mówił Jan Mencwel.
Przewodniczącym rady nadzorczej tego szpitala był Robert Kempa, burmistrz Ursynowa, polityk Koalicji Obywatelskiej. Kiedy ta cała sprawa wybuchła, on nic o tym nie wiedział. Mam pytanie, jakie czynności nadzorcze podjął przez ten cały czas, kiedy zasiadał w tej radzie nadzorczej? - pytał radny Warszawy.


