Warszawska Izba Lekarska wezwała do złożenia wyjaśnień przez lekarza Dawida Kacprzyka. Właśnie ten młody medyk, były radny Koalicji Obywatelskiej, w ubiegłym roku zarobił ponad półtora miliona złotych. Miał pracować średnio 11 godzin dziennie, w trzech placówkach medycznych.

  • Bądź na bieżąco. Jeszcze więcej informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Samorząd lekarski będzie ustalał przede wszystkim jak wyglądała praca Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym i czy przy takiej organizcji pacjenci mieli tam równy dostęp do leczenia.

Jak to się stało, że pan doktor rozpisywał tego typu godziny grafikowe. Od tego będzie zależała jego dalsza obecność w okręgowej radzie lekarskiej. Może taka jest strategia, żeby nie stać się właścicielem tego problemu - powiedziała RMF FM Iwona Kania z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Jej zdaniem w tej sprawie brakuje teraz jasnego stanowiska Ministerstwa Zdrowia.

Ministerstwo jest teraz nieco statkiem widmo. Trudno powiedzieć czy już wybrało się na wakacje - komentowała.

W resorcie reporter RMF FM Michał Dobrołowicz otrzymał informację, że resort czeka na wyniki kontroli. Może ona potrwać jeszcze kilka tygodni.

W rozmowie z PAP na temat sprawy Kacprzyka Kania dodawała, że na obecnym etapie nie ma podstaw do przesądzania, czy sprawa może skutkować ograniczeniem lub utratą prawa wykonywania zawodu. Tego rodzaju rozstrzygnięcia mogą zapadać wyłącznie w przewidzianym prawem trybie, po przeprowadzeniu odpowiednich postępowań i ocenie wszystkich okoliczności  - powiedziała.

Kania, pytana o obecne miejsce zatrudnienia lekarza, przekazała, że nie dysponuje takimi informacjami. Zwróciła jednak uwagę na publicznie dostępne doniesienia, z których wynika, że Szpital Południowy w Warszawie rozwiązał już umowę z Kacprzykiem.

Naczelna Izba Lekarska odesłała jednocześnie do oficjalnego stanowiska Prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, dotyczącego "nieprawidłowości w publicznej ochronie zdrowia i potrzeby jej odpolitycznienia".

W niedzielę ORL opublikowała komunikat, w którym zaapelowała o pilne zwiększenie przejrzystości finansowej placówek medycznych oraz jasne zasady zawierania kontraktów.

Sprawa lekarza wywołała oburzenie

Według doniesień medialnych lekarz Dawid Kacprzyk — który był koordynatorem SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radnym KO warszawskiej dzielnicy Ursus — miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, a na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. Tydzień temu Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO, a w czwartek z mandatu radnego dzielnicy Ursus; lekarz zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował z kolei w czwartek, że odwołany został cały zarząd Szpitala Południowego.

Rozliczenia KO za aferę domaga się natomiast opozycja, przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość. Klub PiS w Sejmie obok swoich pomieszczeń wystawił tablicę z wizerunkami Dawida Kacprzyka, Marcina Kierwińskiego, Michała Szczerby, Tomasza Lenza, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Krystyny Szumilas. Według PiS osoby te korzystały z pomocy medycznej w Szpitalu Południowym.

Przeciw kolportowaniu informacji, że leczyła się w tym szpitalu, protestowała w czwartek m.in. posłanka KO Katarzyna Piekarska. To jest kłamstwo, które jest powielane na X. Leczę się onkologicznie w Olsztynie - powiedziała. Piekarska, wzburzona całą sytuacją, zasłabła na sali plenarnej Sejmu.

Również marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska oświadczyła w czwartek, że nigdy nie leczyła się w warszawskim Szpitalu Południowym. Sprawę szpitala trzeba rzetelnie wyjaśnić w oparciu o prawdę, a nie kłamstwa - podkreśliła, odnosząc się do doniesień medialnych.

W nieoficjalnych rozmowach politycy KO byli bardzo przygnębieni całą sytuacją. To bardzo poważny problem polityczny, mający potencjał rozwojowy. To taki rodzaj matni, nie wiadomo, jak z tego wyjść - przyznał jeden z nich w rozmowie z dziennikarzami.

Według niego, choć politycy PiS, zwłaszcza prezes Jarosław Kaczyński, wielokrotnie korzystali z nadzwyczajnych przywilejów w leczeniu szpitalnym, to dziś trudno to politycznie wykorzystać.  Na ich elektorat to nie działa, a te miliony Kacprzyka na nasz owszem - powiedział ten polityk.

W ubiegłą środę Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające w zakresie narażenia ludzi na niebezpieczeństwo i poświadczenia nieprawdy.

W Szpitalu Południowym trwa kontrola ratusza i Narodowego Funduszu Zdrowia. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował też, że audyt obejmie także SOR-y we wszystkich miejskich szpitalach. 

Opracowanie: