Choć Słońce wydaje się spokojniejsze niż w poprzednich dekadach, jego wnętrze rozbrzmiewa dźwiękami, które mogą zwiastować zupełnie nowy rozdział w jego historii. Najnowsze badania naukowców z międzynarodowego zespołu pod kierownictwem profesora Billa Chaplina z Uniwersytetu Birmingham rzucają zupełnie nowe światło na to, co dzieje się pod powierzchnią naszej gwiazdy.
- Przez wieki aktywność Słońca była oceniana głównie przez liczbę plam słonecznych - im więcej plam, tym większa aktywność magnetyczna.
- Teraz naukowcy zbadali fale dźwiękowe wewnątrz Słońca.
- Okazało się, że mimo niewielkiej liczby plam, Słońce "gra" głośniej niż przypuszczano, co oznacza, że gwiazda może być o wiele bardziej aktywna.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Przez setki lat podstawowym narzędziem badania aktywności Słońca był prosty, choć skuteczny sposób - liczenie plam słonecznych. Te ciemne, chłodniejsze obszary na powierzchni Słońca od zawsze były wskaźnikiem jego "nastroju". Im więcej plam, tym większa aktywność magnetyczna i tym większe prawdopodobieństwo spektakularnych zjawisk, takich jak zorze polarne czy burze geomagnetyczne. Jednak najnowsze odkrycia pokazują, że Słońce skrywa przed nami znacznie więcej, niż mogliśmy przypuszczać.
Badanie zostało opublikowane na łamach "Monthly Notices of the Royal Astronomical Society".
Obecnie trwa 25. cykl słoneczny, który - według prognoz - miał być wyjątkowo łagodny. I rzeczywiście, liczba plam słonecznych była niższa niż podczas "wielkich" cykli z końca XX wieku. Jednak naukowcy postanowili zajrzeć głębiej, dosłownie wsłuchując się w to, co dzieje się pod powierzchnią Słońca. W tym celu wykorzystali sieć sześciu teleskopów BiSON, które od 1987 roku nieprzerwanie "podsłuchują" naszą gwiazdę, rejestrując jej wewnętrzne drgania.
Technika, którą zastosowali badacze, nosi nazwę heliosejsmologii. To nauka o falach dźwiękowych, które powstają i rozchodzą się we wnętrzu Słońca. Fale te, niczym dzwony, rozbrzmiewają różnymi tonami, a ich wysokość i intensywność zależą od zmian w polu magnetycznym gwiazdy. Najniższe tony docierają do głębokich warstw, podczas gdy najwyższe odbijają się tuż pod powierzchnią.
I właśnie te najwyższe tony zaskoczyły naukowców. Okazało się, że w obecnym cyklu słonecznym, mimo niewielkiej liczby plam, Słońce "gra" znacznie głośniej, niż wskazywałyby na to obserwacje powierzchniowe. Wysokie tony, rejestrowane przez teleskopy BiSON, są równie intensywne jak podczas najbardziej burzliwych cykli z lat 80. i 90. XX wieku.
Co oznacza ta niespodziewana rozbieżność? Według profesor Sarbani Basu z Uniwersytetu Yale, Słońce nie tyle słabnie, jak sugerowałyby to plamy słoneczne, ale zmienia sposób, w jaki "magazynuje" swoją energię magnetyczną. Coraz więcej aktywności koncentruje się w cienkiej warstwie tuż pod powierzchnią - w odległości zaledwie 1000 kilometrów od "skóry" Słońca. To zupełnie nowy trend, który nie był widoczny w poprzednich dekadach.
Naukowcy są zgodni - to pierwszy raz, kiedy udało się zaobserwować tak wyraźną zmianę w zachowaniu naszej gwiazdy. Dzięki niemal 40-letniej serii pomiarów, badacze mogą śledzić, jak z cyklu na cykl aktywność Słońca przesuwa się coraz bliżej powierzchni.
Zmiany w aktywności słonecznej to nie tylko ciekawostka dla astronomów. Burze słoneczne mogą mieć poważne konsekwencje dla naszej cywilizacji - od zakłóceń pracy satelitów, przez problemy z komunikacją radiową, aż po awarie sieci energetycznych. Jeśli tradycyjne metody prognozowania, oparte na liczeniu plam słonecznych, nie oddają już rzeczywistej siły Słońca, może się okazać, że jesteśmy mniej przygotowani na nagłe wybuchy aktywności.
To właśnie dlatego odkrycie zespołu profesora Chaplina jest tak ważne. Pokazuje, że Słońce może być znacznie bardziej aktywne, niż sądziliśmy, a powierzchniowe obserwacje nie wystarczają, by przewidzieć jego kaprysy. To pierwsze takie odkrycie i nie byłoby możliwe bez długoterminowych obserwacji BiSON - podkreśla profesor Chaplin.


