Chiński startup technologiczny obiecuje rewolucję w komunikacji ze zwierzętami domowymi. PettiChat – miniaturowe urządzenie oparte na sztucznej inteligencji – ma tłumaczyć wokalizację i mowę ciała naszych pupili na ludzki język z imponującą skutecznością.

  • PettiChat to malutkie urządzenie, które montuje się na obroży psa lub kota.
  • Wykorzystuje ono zaawansowaną sztuczną inteligencję, która analizuje nie tylko dźwięki zwierząt, ale także ich ruchy ciała.
  • PettiChat nie tłumaczy "mowy" zwierząt dosłownie, lecz klasyfikuje ich emocje i potrzeby, generując przyjazne, ale uproszczone komunikaty dla właścicieli.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak podaje "Forbes", PettiChat to ważący zaledwie 27 gramów transmiter, który montuje się na obroży zwierzęcia. Nie jest to jednak zwykły mikrofon czy rejestrator dźwięku. Sercem urządzenia jest zaawansowany algorytm sztucznej inteligencji oparty na architekturze Qwen (Tongyi Qianwen), rozwijanej przez giganta Alibaba Cloud. System działa multimodalnie - analizuje nie tylko dźwięki, ale także ruchy ciała zwierzęcia.

Wbudowane czujniki inercyjne - akcelerometry i żyroskopy - śledzą każdy mikroruch, kąt nachylenia głowy, a nawet dynamikę ogona czy uszu. Wszystkie te dane są synchronizowane z rejestracją dźwięku. Kiedy pies szczeka lub kot miauczy, PettiChat analizuje parametry fali dźwiękowej - częstotliwość, amplitudę, czas trwania oraz harmoniczne. Następnie łączy je z danymi o ruchach ciała, przesyła do chmury i już po 1,2 sekundy właściciel otrzymuje powiadomienie tekstowe w aplikacji mobilnej.

Imponujące liczby i deklaracje

Algorytm został przeszkolony na bazie ponad 1,5 miliona próbek audio oraz tysiącach godzin materiałów wideo dokumentujących zachowania zwierząt w różnych sytuacjach - od izolacji, przez oczekiwanie na pokarm, po reakcje na ból. W procesie adnotacji danych uczestniczyli dyplomowani lekarze weterynarii i behawioryści.

Według producenta skuteczność rozpoznawania stanów emocjonalnych zwierząt sięga od 92,3 proc. do 94,6 proc. Brzmi imponująco, ale czy te liczby są miarodajne? Warto zaznaczyć, że badania miały charakter wewnętrznych testów laboratoryjnych. Do tej pory nie opublikowano ich wyników w żadnym renomowanym czasopiśmie naukowym ani nie poddano ich niezależnej recenzji.

Nauka kontra marketing

Współczesna etologia, czyli nauka o zachowaniu zwierząt, jasno stwierdza, że psy i koty nie posługują się językiem w ludzkim rozumieniu. Nie budują zdań, nie operują abstrakcyjnymi pojęciami. Ich komunikacja opiera się na sygnalizowaniu stanów emocjonalnych i podstawowych potrzeb fizjologicznych.

Co to oznacza w praktyce? PettiChat nie tłumaczy "zdań" zwierząt, lecz dokonuje zaawansowanej klasyfikacji statystycznej. Analizuje sygnały biomedyczne i przypisuje je do jednej z kilkunastu predefiniowanych kategorii, takich jak: frustracja, lęk przed separacją, ekscytacja, chęć zabawy czy głód. Generowane przez aplikację pełne zdania (np. "Chcę wyjść na spacer") to w rzeczywistości antropomorfizowana nakładka stylistyczna - zabieg mający zwiększyć atrakcyjność produktu, a nie rzeczywiste tłumaczenie "mowy" zwierząt.

Wprowadzenie algorytmów generatywnych do interpretacji zachowań zwierząt budzi kontrowersje w środowisku weterynaryjnym. Największym zagrożeniem są tzw. błędy fałszywie negatywne lub pozytywne. Jeśli algorytm błędnie zinterpretuje subtelne objawy choroby (np. przewlekły ból u kota) jako "zwykłe zmęczenie", właściciel może zbagatelizować problem i opóźnić wizytę u weterynarza.

Specjaliści podkreślają, że PettiChat powinien być traktowany wyłącznie jako narzędzie pomocnicze, które może wzbogacić wiedzę właściciela, ale nie zastąpi bezpośredniej obserwacji i znajomości indywidualnych nawyków pupila.