W Kuhmo, niewielkim fińskim miasteczku przy granicy z Rosją, kawalerka została wystawiona na sprzedaż za symboliczne jedno euro, a dwupokojowe mieszkanie można dostać... zupełnie za darmo. To nie przypadek, lecz coraz częstsza praktyka w regionach, które zmagają się z depopulacją i rosnącymi kosztami utrzymania nieruchomości.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak podaje radio Yle, właściciele mieszkań decydują się na tak drastyczne kroki, ponieważ koszty remontów i opłat przewyższają wartość samych nieruchomości. W Kuhmo znajduje się wiele mieszkań z lat 70., które generują wysokie koszty ze względu na spłatę wieloletniego kredytu remontowego zaciągniętego przez spółdzielnię.

Właściciele, nie widząc już żadnych korzyści z posiadania takiego lokalu, wolą oddać go za darmo, byle tylko pozbyć się problemu. Warto jednak wiedzieć, że to na nowego właściciela przechodzą wszystkie zobowiązania, w tym długi remontowe.

Zjawisko będzie przybierać na sile

Jest to sygnał nowego zjawiska na fińskim rynku. W regionach, gdzie liczba mieszkańców gwałtownie spada, a społeczeństwo się starzeje, coraz trudniej znaleźć chętnych na zakup mieszkań. W Kuhmo liczba mieszkańców spadła z 9,5 tys. w 2010 roku do zaledwie 7,3 tys. obecnie.

Eksperci przewidują, że podobnych ofert będzie przybywać. Stowarzyszenie pośredników nieruchomości prognozuje, że w ciągu najbliższych dwóch dekad na fiński rynek trafi aż 30 proc. starych zasobów mieszkaniowych. To efekt nie tylko wyludniania się wschodnich regionów kraju, ale także spadających cen nieruchomości.

Według fińskiego urzędu statystycznego, Finlandia jest jednym z nielicznych krajów Unii Europejskiej, gdzie ceny mieszkań wyraźnie spadły - w niektórych regionach nawet o kilkanaście procent. Podczas gdy w Europie Środkowo-Wschodniej i na południu kontynentu ceny nieruchomości od 2010 roku wzrosły nawet o 200 procent, w Finlandii trend jest odwrotny.

Coraz więcej mieszkań przestaje być postrzeganych jako inwestycja, a ich właściciele - zamiast zysku - liczą straty.