Jezioro Pilchowickie, położone na Dolnym Śląsku, przechodzi właśnie największą metamorfozę od czasu swojego powstania. Jak donosi "Gazeta Wrocławska", w związku z modernizacją zapory zbiornik zostanie całkowicie opróżniony, a wody nie będzie aż do 2028 roku. To pierwsza taka sytuacja od pół wieku – mieszkańcy i turyści będą mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć dno jednego z najbardziej rozpoznawalnych jezior w regionie.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Proces spuszczania wody rozpoczął się już w lutym 2026 roku. Początkowo poziom obniżono o 9 metrów, by umożliwić rybom odbycie tarła. Teraz jednak przyszedł czas na kluczowy etap - od połowy czerwca do 20 lipca jezioro zostanie opróżnione do zera. ‘
Jak podaje portal lwowecki.info, już w te wakacje zbiornik przestanie istnieć, a na powierzchnię wyjdą ogromne połacie dna, niewidziane od dekad. Zgodnie z harmonogramem, jezioro pozostanie puste co najmniej do końca stycznia 2027 roku, a pełne napełnienie planowane jest dopiero na marzec 2028 roku.
Opróżnianie jeziora to nie tylko spektakularny widok, ale i okazja do zobaczenia, co przez lata kryło się pod taflą wody. Jak relacjonuje lwowecki.info, już teraz spacerowicze natrafiają na plastikowe i szklane butelki, opony, zabawki, sprzęt RTV, pojemniki po chemikaliach, a nawet stalowe beczki. Im niższy poziom wody, tym bardziej brzegi przypominają dzikie wysypisko. Zdjęcia udostępniane na profilu Zapory Pilchowickiej w mediach społecznościowych pokazują skalę problemu.
Mimo ostrzeżeń służb, miejsce przyciąga tłumy ciekawskich. Spacer po dnie jeziora stał się weekendową atrakcją, jednak eksperci apelują o ostrożność - teren jest niestabilny i niebezpieczny. Zalecają podziwianie widoków z bezpiecznych punktów obserwacyjnych, a nie wchodzenie na teren budowy.
Dlaczego jezioro musi zniknąć? Powód jest jeden - strategiczna modernizacja zapory Pilchowice, jednej z najważniejszych konstrukcji hydrotechnicznych w Polsce. Jak przypomina "Gazeta Wrocławska", podczas powodzi dwa lata temu woda przelała się przez koronę urządzenia, co ujawniło konieczność gruntownej renowacji. Koszt inwestycji to około 100 milionów złotych. Prace potrwają około dwóch lat i obejmą nie tylko samą zaporę, ale także całą infrastrukturę towarzyszącą.
Remont oznacza również utrudnienia dla kierowców - droga biegnąca po koronie zapory została zamknięta, a ruch przekierowano przez Pokrzywnik. Trasa ma zostać otwarta dopiero po zakończeniu prac.


