"Prawdopodobnie zamierzał zabić członków administracji Donalda Trumpa i samego prezydenta" - tak o napastniku, który oddał strzały podczas corocznej gali korespondentów Białego Domu powiedział pełniący obowiązki prokuratora generalnego USA Todd Blanche telewizji NBC News.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Zamach na Trumpa?

Wygląda na to, że rzeczywiście obrał sobie za cel osoby pracujące w administracji, w tym prawdopodobnie prezydenta – powiedział Blanche w wywiadzie cytowanym m.in. przez agencje Reutera, AP, a także dziennik "Washington Post". 

Dodał, że podejrzany najprawdopodobniej podróżował pociągiem z Los Angeles do Chicago, a następnie do Waszyngtonu.

Prokuratura sprawdza też doniesienia o tym, że napastnik złożył swoją strzelbę wewnątrz hotelu. Odpowiadając na pytania o zastosowane podczas imprezy środki bezpieczeństwa, prokurator zaznaczył, że napastnik "ledwie przedarł się przez kordon bezpieczeństwa". I mówiąc ledwie, mam na myśli o kilka stóp - podkreślił Blanche.

CBS News wcześniej donosiło, że wedle ich informacji podczas gali korespondentów Białego Domu padło co najmniej pięć, a może nawet osiem strzałów, a po zatrzymaniu napastnika powiedział on, że chciał zastrzelić urzędników administracji Donalda Trumpa

Co dokładnie wydarzyło się w Washington Hilton?

Dzisiejsze wystąpienie będzie w klasycznym stylu Donalda Trumpa. Będzie zabawnie, będzie rozrywkowo. Dziś wieczorem w sali padną strzały - żartowała Karoline Leavitt, rzeczniczka Białego Domu w wywiadzie dla Fox News przed sobotnią galą Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Jak tłumaczyła potem, chodziło jej o "strzały słowne", z których znany jest Trump. Okazało się, że to propocze słowa.

Krótko po rozpoczęciu gali w hotelu Hilton w Waszyngtonie rozległy się strzały. Napastnik, uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże, otworzył ogień w hotelowym lobby i został ujęty przez służby, nie docierając do pomieszczenia, w którym odbywała się gala. 

Trumpa, jego żonę Melanię, wiceprezydenta USA J.D. Vance'a i innych przedstawicieli amerykańskiej administracji bezpiecznie ewakuowano. Ranny podczas zdarzenia został agent Secret Service. Okazało się, że agresorem jest 31-letni Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii. CNN podaje, że jest świetnie wykształcony, pracuje jako nauczyciel, jest też twórcą gier wideo. W hotelu, gdzie oddał strzały, miał wynajęty pokój. 

Na miejscu byli dziennikarze z Polski, m.in. Paweł Żuchowski z RMF FM oraz Lidia Krawczuk z RMF Classic. Tak wyglądała sytuacja z perspektywy naszego korespondenta.

Kim jest sprawca strzelaniny?

Napastnik nazywa się Tomas Allen, ma 31 lat i pochodzi z miasta Torrance w Kalifornii. Jest m.in. twórcą gier komputerowych i byłym stażystą w NASA. Nie ma przeszłości kryminalnej.

Z ustaleń "Financial Times" wynika, że w 2017 roku ukończył on studia licencjackie z inżynierii mechanicznej w Kalifornijskim Instytucie Technicznym w Los Angeles oraz uzyskał w maju 2025 roku tytuł magistra informatyki na Uniwersytecie Stanowym Kalifornii Dominguez Hills.

Ostatnio pracował na pół etatu jako nauczyciel w C2 Education, firmie oferującej korepetycje i przygotowanie do egzaminów na studia. Pracował tam, jak twierdzi sam Allen, sześć lat. Z jego wpisu na Facebooku wynika, że w grudniu 2024 roku został w tej firmie "nauczycielem miesiąca".

Napastnik jest też związany z branżą gier komputerowych. Według amerykańskich mediów siedem lat temu wydał grę zatytułowaną Bohrdom. Współtworzył także inne tytuły.

Dorobek zawodowy Allena obejmuje także pracę w charakterze asystenta dydaktycznego w 2016 roku w Kalifornijskim Instytucie Technicznym oraz letni staż studencki w Jet Propulsion Laboratory NASA w Pasadenie w 2014 roku. Tam jego pasją było tworzenie modeli planet wokół gwiazd.