Już w sierpniu 2026 roku Księżyc stanie się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Drugi stopień rakiety Falcon 9, po półtorarocznej podróży przez kosmiczną pustkę, z impetem uderzy w powierzchnię Srebrnego Globu, tworząc nowy krater w okolicach słynnego krateru Einstein. To nieplanowane zderzenie to nie tylko kolejny ślad ludzkiej działalności na naszym naturalnym satelicie, ale także powód do refleksji nad przyszłością eksploracji kosmosu i zagrożeniami, jakie niesie ze sobą kosmiczny złom.
- Drugi stopień rakiety Falcon 9 uderzy w Księżyc 5 sierpnia 2026 roku, tworząc nowy krater.
- To nie pierwszy raz, gdy na Księżycu pojawia się ziemski złom - w przeszłości celowo uderzano tam moduły Apollo czy sondę LCROSS.
- W obliczu planowanych misji załogowych na Księżyc w najbliższych latach, takie niekontrolowane uderzenia mogą stanowić poważne zagrożenie dla astronautów i infrastruktury.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata zajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Kosmos nie przestaje zaskakiwać, a tym razem to nie asteroida, lecz dzieło ludzkich rąk - drugi stopień rakiety Falcon 9 - stanie się sprawcą nowego, nieplanowanego krateru na powierzchni Księżyca. Jak podaje National Geographic, już 5 sierpnia 2026 roku, o godzinie 8:44 czasu polskiego, w okolicach krateru Einstein rozegra się widowisko, które choć niewidoczne gołym okiem z Ziemi, z pewnością nie umknie uwadze naukowców i pasjonatów astronomii na całym świecie.
Drugi stopień rakiety Falcon 9, należący do firmy Space X - obiekt wielkości pięciopiętrowego budynku, ważący setki ton - po wykonaniu zadania stał się bezpańskim podróżnikiem wśród gwiazd. Oznaczony jako 2025-010D, brał udział w styczniowej misji, podczas której wyniósł na orbitę dwa lądowniki księżycowe: Blue Ghost Mission 1 oraz Hakuto-R Mission 2.
Zwykle pierwszy stopień Falcona 9 powraca na Ziemię, lądując na autonomicznej barce, a drugi stopień - po spełnieniu swojej roli - zostaje porzucony. Najczęściej kończy swój żywot, spalając się w ziemskiej atmosferze lub dryfując na stabilnej orbicie wokół Słońca. Tym razem jednak los okazał się przewrotny - rakieta utknęła na wysokiej orbicie okołoziemskiej, wykonując pełny obrót wokół naszej planety w ciągu 26 dni. W najdalszym punkcie swojej drogi oddala się na ponad 510 tysięcy kilometrów, co sprawia, że jej trajektoria przecina się z orbitą Księżyca.
Przewidzenie dokładnego miejsca uderzenia tak ogromnego obiektu to nie lada wyzwanie. Choć grawitacja Ziemi, Księżyca i Słońca jest znana z ogromną precyzją, na porzuconą rakietę działa jeszcze jedna, nieoczywista siła - ciśnienie promieniowania słonecznego. Fotony uderzające w metalową powłokę rakiety wywołują mikroskopijne pchnięcia, które - w skali kosmicznej - mają realny wpływ na jej trajektorię. Koziołkujący w przestrzeni Falcon 9 raz odbija więcej, raz mniej światła, przez co jego kurs ulega ciągłym, trudnym do przewidzenia zmianom.
Według obliczeń Billa Graya, niezależnego astronoma i twórcy oprogramowania Project Pluto, właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że miejsce uderzenia można określić jedynie z pewnym przybliżeniem. Pewne jest natomiast jedno - w sierpniu 2026 roku Falcon 9 i Księżyc spotkają się w jednym punkcie, a skutki tego spotkania będą trwałe.
To nie pierwszy raz, kiedy Srebrny Glob staje się celem ziemskiego złomu. W latach 70. NASA celowo rozbijała na jego powierzchni moduły Apollo, by wywoływać "trzęsienia Księżyca" i badać jego wnętrze. W 2009 roku sonda LCROSS z impetem uderzyła w zacieniony krater, pozwalając odkryć obecność lodu wodnego. Zdarzały się też przypadki tajemnicze - jak w 2022 roku, gdy niezidentyfikowany człon rakiety (prawdopodobnie chińskiej misji Chang’e 5-T1) pozostawił po sobie zagadkowy, podwójny krater.
Każde takie wydarzenie to nie tylko naukowa ciekawostka, ale i powód do refleksji nad przyszłością eksploracji kosmosu. W najbliższych latach planowane są kolejne misje załogowe - amerykańska Artemis IV w 2028 roku czy chińskie plany na rok 2030. Nietrudno wyobrazić sobie, jak niebezpieczne mogłoby być niekontrolowane uderzenie takiego kolosa w pobliżu bazy astronautów lub infrastruktury badawczej.
Bill Gray, autor precyzyjnych obliczeń dotyczących kursu Falcona 9, sugeruje, że rozwiązaniem problemu byłoby kierowanie zużytych stopni rakiet na orbity heliocentryczne - wokół Słońca, gdzie nie stanowiłyby zagrożenia przez setki lat. Jednak w praktyce wymaga to dodatkowego paliwa i planowania, a kosmiczny wyścig sprawia, że czasem takie kwestie schodzą na dalszy plan.


