Światowe zasoby wody są coraz bardziej zagrożone. Raporty alarmują, że zmierzamy w kierunku globalnego kryzysu wodnego, a naukowcy i decydenci biją na alarm. Czy rzeczywiście stoimy u progu "bankructwa wodnego"? Jakie są przyczyny niedoboru wody i co możemy zrobić, by temu zapobiec? O tym rozmawialiśmy w Wykładzie otwartym w internetowym Radiu RMF24 z hydrologiem z Uniwersytetu Warszawskiego Arturem Magnuszewskim.
- Świat stoi w obliczu globalnego kryzysu wodnego - aż 4 miliardy ludzi doświadczają poważnego niedoboru wody, a połowa dużych jezior traci zasoby.
- Nierównomierne rozmieszczenie wody i zmiany klimatyczne powodują, że wiele regionów, zwłaszcza suchych, korzysta z nieodnawialnych zasobów wodnych.
- W Polsce sytuacja jest stabilna, ale lokalne susze i niedobory wody wpływają na rolnictwo i środowisko.
- Chcesz wiedzieć, jakie działania podejmują Polska i UE, by zabezpieczyć przyszłość naszej wody? Sprawdź pełny raport i posłuchaj eksperta w Radiu RMF24!
Według raportu przygotowanego przez Instytut Wody, Środowiska i Zdrowia, będący think tankiem ONZ ds. wody, świat wkracza w erę globalnego bankructwa wodnego. Autorzy raportu przedstawiają niepokojące statystyki: aż cztery miliardy ludzi na świecie doświadcza poważnego niedoboru wody przynajmniej przez jeden miesiąc w roku, a ponad dwa miliardy nie ma dostępu do bezpiecznie zarządzanej wody pitnej.
Co więcej, połowa dużych jezior na całym świecie od początku lat 90. XX wieku straciła część swoich zasobów wodnych, a jedna trzecia globalnej masy lodowców zniknęła od 1970 roku. "Świat wkracza w erę globalnego bankructwa wodnego z rzekami, jeziorami i warstwami wodonośnymi, które wyczerpują się szybciej, niż natura może je uzupełnić" - alarmują eksperci.
Woda na Ziemi jest rozmieszczona bardzo nierównomiernie. Są regiony, gdzie nie brakuje jej przez cały rok, jednak istnieją także strefy, zwłaszcza w klimacie monsunowym i suchym, gdzie okresy suszy i niedoborów są normą.
W strefie klimatu suchego, gorącego, jak Północna Afryka czy Półwysep Arabski, jedyne dostępne zasoby to często głębokie wody podziemne, które są nieodnawialne - wyjaśnia prof. Artur Magnuszewski, kierownik Zakładu Hydrologii na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, gość Wykładu otwartego w internetowym Radiu RMF24.
Woda płynąca w rzekach, którą możemy gospodarować, stanowi zaledwie 0,06 proc. wszystkich zasobów wodnych na Ziemi. Reszta to wody oceaniczne i lodowce, do których nie mamy bezpośredniego dostępu.
Niedobory wody są efektem zarówno naturalnych uwarunkowań klimatycznych, jak i działalności człowieka. W regionach monsunowych buduje się zapory i zbiorniki, by zatrzymać nadmiar wody w porze deszczowej i wykorzystać ją w czasie suszy. W strefach suchych korzysta się z głębokich studni, sięgających nawet kilkudziesięciu metrów. W wielu przypadkach woda ta pochodzi jeszcze z czasów plejstocenu czy holocenu i nie odnawia się w obecnych warunkach klimatycznych.
W Polsce sytuacja jest stosunkowo stabilna - średni opad wynosi ok. 650 mm rocznie, a parowanie ok. 500 mm. Jednak regionalne różnice są znaczące. W południowych, górskich rejonach opady przewyższają parowanie, natomiast w centralnej i zachodniej Polsce, szczególnie na Kujawach, Mazowszu czy w Wielkopolsce, w sezonie letnim parowanie przewyższa opady, co prowadzi do suszy glebowej i problemów dla rolnictwa.
W okresie sezonu wegetacyjnego mamy ujemny bilans atmosferyczny, czyli więcej wody wyparowuje niż spada w postaci opadu - tłumaczy prof. Magnuszewski.
Rozwój technologii, w tym sztucznej inteligencji, niesie ze sobą nowe wyzwania. Według analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, centra danych mogą zużywać nawet 150 milionów metrów sześciennych wody rocznie. Duże centra danych w Stanach Zjednoczonych zużywają tyle wody, co miasto liczące 50 tysięcy mieszkańców. Choć w skali globalnej to mniej niż zużycie przemysłu czy energetyki, lokalnie może powodować poważne problemy, zwłaszcza w regionach o ograniczonych zasobach wodnych.
W regionach najbardziej dotkniętych suszą, jedynym rozwiązaniem staje się odsalanie wody morskiej. To jednak proces niezwykle kosztowny i energochłonny, możliwy głównie tam, gdzie dostępna jest tania energia - jak w krajach Zatoki Perskiej. Woda odsolona jest jakościowo zbliżona do tej z kranu, jednak jej produkcja jest wielokrotnie droższa niż pozyskiwanie wody z rzek czy warstw wodonośnych.
Unia Europejska przygotowuje strategię odporności wodnej, która ma zapewnić bezpieczeństwo zasobów wodnych do 2050 roku. Zakłada ona m.in. ochronę obiegu wody od źródła do morza, zmniejszenie zużycia i poprawę gospodarowania wodą o 10 proc. do 2030 roku. W Polsce, po latach intensywnych melioracji, coraz większy nacisk kładzie się na tzw. małą retencję - spowalnianie odpływu wody, odbudowę dawnych budowli piętrzących i renaturyzację terenów podmokłych.
Na poziomie państw i Unii Europejskiej konieczne są programy zwiększające retencję wody, spowalniające odpływ z terenów rolniczych oraz renaturyzujące rzeki i mokradła. Polska realizuje już liczne projekty małej retencji, zwłaszcza w lasach i parkach narodowych. W skali europejskiej podobne działania prowadzone są m.in. na Renie i Łabie.
W skali mikro kluczowe jest indywidualne rozliczanie zużycia wody, instalacja liczników i stosowanie nowoczesnych rozwiązań pozwalających na oszczędzanie.
W dawnych czasach zużycie wody na jednego mieszkańca w miastach to było rzędu 220-250 litrów na osobę na dobę. Jak się pojawiły liczniki, to zeszliśmy do 100-120 litrów na osobę - podkreśla ekspert.


