Mistrzostwa świata z 1994 roku to była impreza, która miała być inna niż wszystkie - miała być szansą dla Amerykanów na zakochanie się w soccerze. Na turniej zjechały zaledwie 24 drużyny - połowa w porównaniu do startującej dziś imprezy. Mundial z 1994 roku to historia wielkich indywidualności (Romario, Stoiczkow, Baggio, Hagi), historia upadku gwiazd (Maradona). To wielkie sportowe emocje i wielka tragedia, jak zabójstwo Kolumbijczyka Andresa Escobara. W dniu rozpoczęcia mistrzostw warto wrócić do tamtych emocji i symboli, które zapisały się w historii futbolu.

Tamte mistrzostwa obserwowałem tylko i wyłącznie przez wymiar sportowy. Czego zresztą więcej można wymagać od 9-latka? Kontekst polityczny, kulturowy – tak mocno wybrzmiewający przed obecną edycją mistrzostw praktycznie dla mnie nie istniał. Warto go jednak choć odrobinę przypomnieć, bo był to czas dla amerykańskiej popkultury wyjątkowy. Wiosną przed mundialem samobójstwo popełnił Kurt Cobain. Kilka dni przed rozpoczęciem mistrzostw USA wstrząsnęły zabójstwa Nicole Brown i jej przyjaciela Rona Goldmana. W dniu otwarcia turnieju całe Stany Zjednoczone (według oficjalnych danych 95 milionów widzów) patrzyły jak policja ściga na autostradzie białego forda bronco prowadzone przez O.J. Simpsona, który był podejrzewany o popełnienie tej zbrodni. Nie stawił się na komisariacie w umówionym czasie. „Show” trwał przez osiem godzin. To działo się w Kalifornii. Mecz otwarcia Niemcy-Boliwia (1:0, Klinsmann) rozgrywano w Chicago. A propos Chicago… był to także czas, który Michael Jordan poświęcił na baseball i występował w drużynie Birmingham Barons. W trakcie turnieju odbyły się premiery filmów, które zapisały się na stałe w historii kina. „Forrest Gump”, „Król Lew” czy „Maska”. Hit Disneya i film z Tomem Hanksem do Polski trafiły dopiero jesienią. „Maska” dopiero w styczniu 1995 roku.

Sporo więc działo się w Stanach Zjednoczonych, a przecież kibicami miał jeszcze zawładnąć soccer. Turniej miał na nowo otworzyć dla piłki nożnej amerykański rynek po fiasku i bankructwie NASL (North American Soccer League), która istniała do 1984 roku. Zresztą, co warto podkreślić, pierwszym królem strzelców tych rozgrywek i pierwszym MVP w 1968 roku był chyba trochę zapomniany u nas Janusz Kowalik. 

Czy mundial był trampoliną dla amerykańskiej piłki? Nie od razu, ale dziś liga MLS buduje już swoją pozycję. Amerykański mundial przyniósł wiele interesujących historii. To lista kilku z nich, które spowodowały, że o tamtym turnieju sprzed ponad trzech dekad warto z pamiętać (kolejność przypadkowa).

Kołyska Bebeto

Dziś kołyska już na stałe wpisała się w listę piłkarskich cieszynek po strzelonym golu, ale to właśnie na mundialu w 1994 roku kołyska miała swoją premierę. Bebeto wykonał ją dzień po narodzinach swojego trzeciego dziecka. To był ćwierćfinał mundialu i mecz z Holandią wygrany 3:2. Ozdobą tamtego spotkania był także piękny gol z dystansu zdobyty przed Branco bezpośrednio z rzutu wolnego. Brazylia zdobyła wtedy tytuł mistrzowski a duet napastników Romario-Bebeto strzelił osiem bramek.

Dramat Baggio

Finał. Jedni świętują, drudzy załamani schodzą z murawy. Decydujący mecz mundialu w USA był dość nudnym spektaklem. Brazylijczycy i Włosi dotarli do rzutów karnych. Reprezentacja Italii radziła sobie w nich fatalnie. Zaczął Franco Baresi posyłając piłkę nad poprzeczką. Później strzał Daniele Massro zatrzymał łatwo Claudio Taffarel. Jednak to piąty karny Włochów okazał się decydujący. Roberto Baggio – niekwestionowana gwiazda tamtych lat – mógł przedłużyć nadzieje Włochów. Dziesiątka na plecach. Charakterystyczny kucyk. Wcześniej pięć mundialowych bramek w fazie pucharowej, które pozwoliły pokonać Nigerię, Hiszpanię i Bułgarię. Karny jednak przestrzelony. To był koniec włoskich marzeń i początek brazylijskiej fiesty.

Maradona „na koksie”

Mundial w USA w symboliczny sposób połączył dwa piłkarskie światy. Ten z lat 80-tych i ten, który dopiero miał nadejść. Przedstawicielem młodego pokolenia był Brazylijczyk Ronaldo, który na turnieju nie zagrał, ale był w kadrze mistrzów świata. Przedstawicielami pokolenia odchodzącego byli Kamenruńczyk Roger Milla, który w wieku 42 lat strzelił gola Rosji oraz wielki Diego Armando Maradona. Argentyńczyk to jedna z największych postaci w historii futbolu. Na mundialu debiutował w 1982 roku. Cztery lata później poprowadził Argentynę do złota. Na turnieju w USA strzelił gola Grecji. Zagrał także przeciwko Nigerii. Po tamtym spotkaniu trafił na kontrolę antydopingową… i już więcej na boisku się nie pojawił. W próbce moczu wykryto aż pięć niedozwolonych substancji. Argentyna kolejne dwa mecze przegrała i odpadła w 1/8 finału.

Maradona Karpat

Georghe Hagi nazywany Maradoną Karpat był jedną z gwiazd mundialu a reprezentacja Rumunii niespodziewanie dotarła do ćwierćfinału. Hagi miał już wtedy za sobą dwa lata spędzone w Realu Madryt. Na mistrzostwa pojechał jednak jako piłkarz włoskiej Brescii po sezonie spędzonym w drugiej lidze włoskiej. Na turnieju w USA miał udział przy 7 z 10 bramek Rumunii (3 gole i 4 asysty). Dopiero w ćwierćfinale Rumunię zatrzymała Szwecja wygrywając po rzutach karnych. Hagi po udanym turnieju trafił do... FC Barcelona.

Wielka Bułgaria

Dziś drużyna z końca pierwszej setki rankingu FIFA. Wtedy przeżywała swój złoty okres. Awans do półfinału był wielką sensacją. Gwiazdą był Hristo Stoiczkow. Strzelił sześć bramek. Wtedy już gwiazda FC Barcelona. Po pierwszym meczu i porażce 0:3 z Nigerią zapewne nikt nie spodziewał się szczęśliwego końca. Największe wrażenie zrobiło kilka minut podczas ćwierćfinałowego meczu z broniącymi tytułu Niemcami. Przegrywający 0:1 Bułgarzy strzelili szybko dwie bramki. Najpierw bezpośrednio z rzutu wolnego trafił Stoiczkow a kilka chwil później po dośrodkowaniu Zlatko Jankowa pięknym strzałem głową popisał się Jordan Leczkow. Skończyło się czwartą lokatą, ale Bułgarzy zapadli wtedy w pamięć piłkarskim kibicom. Zagrali na mundialu jeszcze cztery lata później. Od tego czasu nie przeszli już eliminacji. 

Szwedzki tercet napastników

Szwecja to kolejna drużyna, która sprawiła na amerykańskim mundialu niespodziankę. Wywalczyła brąz, pokonując w małym finale pozbawionych już sił Bułgarów 4:0. W całym turnieju Szwedzi strzelili aż 15 bramek. 12 z nich zdobyli Kennet Andersson (5), Martin Dahlin (4) i Thomas Brolin (3). Dołożyli też osiem asyst. W tym wszystkim odnalazł się także posiadacz imponujący dredów – Henrik Larsson. Zapisał na swoim koncie asystę i gola. Zanim Szwedzi zdobyli medal, pokonując Bułgarów, po drodze wygrali także z Rumunami. Aż dwukrotnie grali z Brazylią: najpierw zremisowali w fazie grupowej a w półfinale przegrali 0:1. 

Jorge Campos

Krzykliwe, kolorowe stroje – to wyróżniało meksykańskiego bramkarza. Był w tamtych czasach postacią zupełnie wyjątkową. Sam swoje stroje projektował i stał się prekursorem nowej, piłkarskiej mody. Ekscentryczność łączył z umiejętnościami. Mimo kiepskich warunków fizycznych – zaledwie 168 cm wzrostu – był świetnym bramkarzem. Jedną z jego bluz z 1994 roku można obejrzeć np. w muzeum FIFA. Ba, grywał także w ataku, a w trackie kariery strzelił ponad 30 bramek. Występował w meksykańskich klubach. W reprezentacji wystąpił w 130 spotkaniach. Bez wątpienia był jedną z najbardziej kolorowych postaci tamtego mundialu.

Zabójstwo Escobara

Andres Escobar zginął jeszcze w trakcie mistrzostw. W Medellin  2 lipca 1994 roku. 22 czerwca Escobar strzelił jedynego na tamtym mundialu gola samobójczego. Kolumbia przegrała 1:2 z Stanami Zjednoczonymi. Miała to być zemsta mafijnych bossów, bo odpadnięcie Kolumbii już w fazie grupowej miało wiązać się z ogromnymi stratami finansowymi. Do piłkarza oddano sześć strzałów, a napastnik po każdym z nich miał krzyczeć: „gol”. Już porażka Kolumbii w pierwszym meczu turnieju (1:3 z Rumunią) miała przynieść straty finansowe zaangażowanych w zakłady bukmacherskie lokalnym gangom. Escobar zginął w wieku 27 lat. Miał podobno bardzo konkretną ofertę z AC Milanu. Kto wie, jak potoczyła by się jeszcze jego kariera i życie. Na pogrzeb piłkarza przyszło ponad 100 tysięcy osób. Jego historia to jedna z najczarniejszych kart w historii mistrzostw świata.

Król strzelców mundialu… w Ekstraklasie

Olek Salenko to jeden z najbardziej niespodziewanych królów strzelców mundialu w historii. Na turnieju w USA strzelił 6 bramek. Tyle co Stoiczkow, ale w przeciwieństwie do Bułgara zagrał tylko w trzech spotkaniach. Zapisał się w historii, strzelając rekordowe na mundialu 5 bramek w pojedynku z Kamerunem (6:1). Zdobył też bramkę w przegranym 1:3 meczu ze Szwecją. Jest jedynym w historii królem strzelców mundialu, którego reprezentacja... odpadła już w fazie grupowej. Grał w Logrones, Valencii, Rangersach. W  2000 roku Salenko został piłkarzem Pogoni Szczecin. Zawodnik po przejściach, jak się okazało z poważnym problemem alkoholowym. Jego pojawienie się w lidze było oczywiście wielkim zaskoczeniem. Skończyło się na jednym, symbolicznym występie. 18 minut gry przeciwko Stomilowi Olsztyn. Piłkarz nie trenował albo przychodził na zajęcia w kiepskim stanie. Szczeciński klub był jego ostatnim w karierze.

Opracowanie: