26 kwietnia 1986 roku doszło do wybuchu w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Polacy o tragedii dowiadywali się głównie z zachodnich rozgłośni. Oficjalnym źródłem informacji były depesze Polskiej Agencji Prasowej. Jak wyglądały pierwsze komunikaty i jak relacjonowano wydarzenia w pierwszych dniach po katastrofie? Przypominamy archiwalne depesze PAP.
- Pierwsze oficjalne informacje o katastrofie w Czarnobylu pojawiły się w depeszach PAP 28 kwietnia 1986 roku, dwa dni po wybuchu.
- Władze PRL zapewniały o braku zagrożenia dla zdrowia.
- Jaki był ton ówczesnych depesze PAP? Przeczytasz w tym artykule.
- Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.
Katastrofa w Czarnobylu wydarzyła się 26 kwietnia 1986 roku w najnowszym, czwartym bloku elektrowni jądrowej, oddanym do użytku zaledwie dwa i pół roku wcześniej. W trakcie planowanego testu bezpieczeństwa, mającego sprawdzić możliwość zasilania systemów awaryjnych energią z turbogeneratora po odcięciu zasilania, doszło do szeregu błędów proceduralnych i technicznych.
Operatorzy, próbując podnieść moc reaktora po jej gwałtownym spadku, wyjęli z rdzenia zbyt wiele prętów sterujących, co doprowadziło do niekontrolowanego wzrostu mocy. W efekcie nastąpiły dwie eksplozje, które rozerwały rdzeń reaktora i budynek bloku, powodując pożar i wyrzut ogromnych ilości substancji promieniotwórczych do atmosfery.
Władze ZSRR przez kilkadziesiąt godzin próbowały ukryć skalę katastrofy. Dopiero po wykryciu podwyższonego poziomu promieniowania w innych krajach, m.in. w Szwecji, Moskwa przyznała się do awarii. W Polsce pierwsze sygnały o skażeniu pojawiły się 28 kwietnia, kiedy w Mikołajkach zarejestrowano aktywność promieniotwórczą w powietrzu ponad pół miliona razy wyższą niż normalnie.
29 kwietnia rządowa komisja zdecydowała o rozpoczęciu akcji podawania płynu Lugola - preparatu zawierającego jod, który miał chronić tarczycę przed wchłanianiem radioaktywnego jodu. Najpierw objęto nią dzieci i młodzież z jedenastu najbardziej zagrożonych województw (według ówczesnej reformy administracyjnej w kraju było wtedy 49 województw), a jeszcze tego samego dnia wieczorem akcję rozszerzono na cały kraj.
W ciągu kilku dni płyn Lugola przyjęło 18,5 miliona osób, w tym ponad 95 procent dzieci i młodzieży. Co ciekawe, władze zdecydowały się na niespotykany w tamtych czasach krok - opublikowały w gazetach oficjalny komunikat komisji rządowej wraz z tabelą skażeń. Dla wielu Polaków była to pierwsza tak otwarta informacja o zagrożeniu.
Z czasem jednak prowadzenie badań nad skażeniem napotykało coraz większe trudności. Pod koniec maja Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej otrzymało nakaz zakończenia monitorowania ilości jodu 131 w tarczycy u dzieci.
Zanim władze PRL oficjalnie poinformowały o katastrofie w Czarnobylu, wielu mieszkańców Polski dowiedziało się o niej z rozgłośni zachodnich, takich jak Radio Wolna Europa czy BBC. Oficjalnym kanałem informacji były jednak depesze Polskiej Agencji Prasowej, na których w pierwszych dniach i tygodniach po katastrofie opierała się większość polskich mediów. Publikowały je również - z jednodniowym opóźnieniem - codzienne gazety.
Pierwsze doniesienia o tym, że coś się wydarzyło w Czarnobylu (wówczas używano rosyjskiej i ukraińskiej wersji nazwy: Czernobyl), pojawiły się w depeszach PAP 28 kwietnia, a w prasie dzień później. Komunikaty miały charakter suchych, lakonicznych informacji. W żadnych nie pojawiały się słowa "katastrofa" i "wybuch", mowa była tylko o "awarii".
W pierwszych dniach po katastrofie PAP opatrywał informacje tytułem "Komunikat Rady Ministrów ZSRR" i powoływał się na radziecką agencję informacyjną TASS. O sytuacji w Polsce i działaniach polskich władz PAP pisał z kolei w depeszach pod tytułem "Komunikat polskiej komisji rządowej". W obu przypadkach przyznawano, że doszło do skażenia i podwyższenia poziomu promieniowania jądrowego, ale podkreślano, że nie są one wysokie.
Na dowód przytaczano wyniki pomiarów w Szwecji i Finlandii - 28 kwietnia, czyli dwa dni po katastrofie, zmierzone tam promieniowanie miało utrzymywać się w normie.
"Eksperci szwedzcy zauważają, że wzrost stopnia radioaktywności w Skandynawii, wywołany wypadkiem na Ukrainie, nie przekroczył nawet poziomu rejestrowanego w wielu blokach mieszkalnych w krajach skandynawskich, zbudowanych przy wykorzystaniu popiołów z elektrowni, które zawierają słabo promieniujące substancje radioaktywne" - podkreślał autor depeszy.
W podobnym tonie, uspokajającym, utrzymane były cytowane przez PAP depesze agencji TASS.
W depeszach o skutkach "awarii" w Polsce pojawiły się informacje o przemieszczaniu się obłoku radioaktywnego i obawach przed skażeniem żywności.
Czarnobylowi poświęcona była duża część konferencji prasowej ówczesnego rzecznika rządu Jerzego Urbana dla zagranicznych korespondentów, która odbyła się 29 kwietnia. Wiadomość o niej również ukazała się w prasie na podstawie depeszy PAP. Urban odpowiadał m.in. na pytania dziennikarzy niemieckich i amerykańskich. Przyznał, że nie potrafi określić dokładnego poziomu skażenia nad Polską.
To nie jest takie proste. Jest ono bardzo zróżnicowane w rozmaitych miejscach i wyrażone różnymi miarami. Na ten temat musieliby się wypowiedzieć eksperci, laikowi trudno przekazywać tak specjalistyczne informacje. Istota rzeczy polega na tym, że nigdzie ta radioaktywność nie zbliżyła się do takiego progu, który powoduje zagrożenie dla ludzkiego zdrowia - podkreślił.
Pytano go również o to, dlaczego w polskich gazetach nie podano jeszcze informacji o skażeniu. Urban wyjaśnił, że "informacje o tym, co wykazują nasze urządzenia pomiarowe ustalone zostały na tyle późno, że wiadomość PAP na ten temat nadana została we wtorek (29 kwietnia) rano, więc nie mogła trafić do porannego wydania gazet".
W kolejnych komunikatach polskiego i radzieckiego rządu PAP informował, że w Polsce systematycznie obniża się poziom skażenia, a maleje ono również wokół elektrowni atomowej. Z depeszy wynikało, że polski rząd niczego nie przemilcza, nie bagatelizuje problemu i jest aktywny.
Duży fragment został poświęcony omówieniu praktycznych działań.
Cały blok depesz PAP opublikował tydzień po katastrofie w Czarnobylu. W jednej z nich informowano, że na miejsce "awarii" przybyła delegacja z Moskwy władz, z premierem Nikołajem Ryżkowem na czele. "Prace mające na celu likwidację awarii i usunięcie jej skutków prowadzi się w sposób zorganizowany" - podkreślał autor depeszy.
Kolejna depesza PAP, również opierająca się na doniesieniach TASS, dotyczyła sytuacji w ZSRR.
"Jak zaznacza agencja TASS, zachodnie środki masowego przekazu rozpowszechniają oszczercze wymysły w związku z awarią w Czernobylskiej Elektrowni Atomowej" - głosiła depesza. "Oszczerstwem" i "wymysłem" według TASS miało być odwoływanie przez rządy państw zachodnich swoich obywateli, którzy akurat przebywali (przeważnie turystycznie) w ZSRR.
"Rozsądni ludzie na całym świecie rozumieją, że nastąpiła awaria, która mogła zdarzyć się wszędzie. Zostaną z niej wyciągnięte wnioski, z których skorzysta cała społeczność międzynarodowa" - cytował PAP doniesienie agencji TASS.
W kolejnych dniach depesz PAP na temat Czarnobyla było już mniej. Wynikało z nich, że sytuacja się poprawia, a elektrownia wkrótce wznowi pracę
Bezpośrednio w wyniku wybuchu i napromieniowania zginęło 31 osób - pracowników elektrowni i strażaków. Około tysiąca osób otrzymało wysokie dawki promieniowania, co przyczyniło się do poważnych chorób. Szacuje się, że na całym świecie skutki katastrofy dotknęły około 600 tys. ludzi, a liczba zgonów z powodu nowotworów wywołanych napromieniowaniem może sięgać 4 tys. osób. Po katastrofie wysiedlono około 300 tys. mieszkańców z okolic Czarnobyla.


