W niedzielę mija 40 lat od największej katastrofy jądrowej w historii - w Czarnobylu. Chmury radioaktywnego materiału rozniosły się nad dużą częścią Europy. Jednym z setek tysięcy "likwidatorów" sprowadzonych do usuwania skutków wybuchu reaktora był Petro Hurin. Pracował wówczas w 40-osobowym zespole. Do tej pory żyje pięć osób z tej grupy. Hurin wciąż odczuwa skutki tych wydarzeń.
- W niedzielę, 26 kwietnia 2026 roku, mija 40 lat od katastrofy w Czarnobylu - największej awarii jądrowej w historii.
- Radioaktywna chmura objęła ponad 125 tysięcy kilometrów kwadratowych i dotarła do większości krajów Europy.
- Jednym z likwidatorów był Petro Hurin - z jego 40-osobowej grupy do dziś żyje tylko pięć osób.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku doszło do katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej na Ukrainie. W wyniku przegrzania rdzenia reaktora bloku nr 4 nastąpił wybuch wodoru i pożar, który spowodował rozprzestrzenienie się substancji promieniotwórczych.
Była to największa katastrofa w dziejach energetyki jądrowej i jedna z największych katastrof przemysłowych XX wieku.
Radioaktywne skażenie objęło obszar od 125 do 146 tysięcy kilometrów kwadratowych na pograniczu Białorusi, Ukrainy i Rosji. Chmura radioaktywna dotarła do większości krajów Europy. W wyniku katastrofy ewakuowano i przesiedlono ponad 350 tysięcy osób.
Wciąż oficjalnie nie wiadomo, ile osób zginęło w katastrofie. Według najnowszego raportu Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) 134 pracowników elektrowni i ratowników zostało narażonych na bardzo wysokie dawki promieniowania, co doprowadziło do ostrej choroby popromiennej. Z tej grupy 28 osób zmarło w wyniku napromieniowania, a 2 kolejne z powodu poparzeń. Wśród ofiar są także osoby, które zginęły podczas akcji ratunkowych.
Tysiące kolejnych osób zmarło później na choroby związane z promieniowaniem, takie jak nowotwory.
Władze ZSRR początkowo nie informowały opinii publicznej ani innych państw o skali katastrofy. Dopiero 28 kwietnia 1986 roku, po wykryciu radioaktywnej chmury przez szwedzką elektrownię Forsmark, świat dowiedział się o tragedii w Czarnobylu.
Jednym z setek tysięcy "likwidatorów" wysłanych przez sowieckie władze do usuwania skutków awarii był Petro Hurin.
W 1986 roku Hurin pracował dla firmy dostarczającej koparki i pojazdy budowlane. Jego firma została wysłana do strefy wykluczenia Czarnobyla w czerwcu 1986 roku. Spośród 40 wysłanych z nim osób do dziś żyje tylko pięć.
Żaden z ludzi z Czarnobyla nie jest w dobrym zdrowiu - mówi 76-latek.
Hurin powiedział, że niektórzy koledzy przedstawiali zaświadczenia lekarskie, aby uniknąć służby w Czarnobylu, ale on sam był gotów pomóc.
Zdałem sobie sprawę, że choćby mój wkład był niewielki, robię swoją część, aby poskromić tego atomowego potwora - powiedział.
Zmiany były 12-godzinne. Hurin operował koparką, która ładowała suchy beton zmieszany z ołowiem na ciężarówki, które przewoziły go następnie do reaktora. Tam wykorzystywano go do budowy ogromnego sarkofagu mającego powstrzymać promieniowanie.
Pył był okropny - wspomina Hurin. Pracowałeś pół godziny w aparacie tlenowym, który szybko stawał się brązowy jak cebula - dodaje.
Po czterech dniach Hurin zaczął czuć się bardzo źle. Bolała go głowa, odczuwał ból w klatce piersiowej, krwawił, a w ustach miał metaliczny posmak. Bał się, że ma "dzień lub dwa" życia.
Zabrano mnie do szpitala, a lekarze najpierw zrobili badanie krwi - powiedział Hurin. Nakłuli wszystkie palce i pociekła blada ciecz, zupełnie nie przypominała krwi - wspomina.
Sowieccy lekarze odmówili diagnozy choroby popromiennej. Zamiast tego powiedziano mu, że ma dystonię wegetatywno-naczyniową, zaburzenie nerwowe często związane ze stresem.
Przed katastrofą Hurin nigdy nie brał zwolnienia lekarskiego, ale potem spędził około siedmiu miesięcy w szpitalach.
Mówi, że zdiagnozowano u niego anemię - często związaną z chorobą popromienną - dławicę piersiową, zapalenie trzustki i szereg innych schorzeń.
Obecnie Hurin jest na emeryturze. Mieszka z żoną Olhą w centralnej części Ukrainy, w obwodzie czernihowskim.
Mówi, że walczy o dostęp do specjalnej renty inwalidzkiej dla "likwidatorów" katastrofy nuklearnej.
Jego życie naznaczyła kolejna katastrofa - rosyjska inwazja na Ukrainę. Hurin stracił wnuka Andrija, który zginął na wojnie trzy lata temu. Miał 26 lat. Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę w 2022 roku, Andrij pracował w Grecji. Zostawił wszystko i przyszedł bronić Ukrainy - wspomina jego dziadek.



