Gas Infrastructure Europe przedstawił wyliczenia, z których wynika, że zapasy gazu ziemnego w magazynach Unii Europejskiej wynoszą tylko 30 procent. Czy zaczynamy już odczuwać skutki wojny na Bliskim Wschodzie? "Mamy dywersyfikację, mamy gaz z Norwegii, mamy gaz ze Stanów Zjednoczonych, mamy gaz z Afryki, więc nie ma jakichś wielkich powodów do obaw" – uspokajał w Radiu RMF24 Michał Stajniak, analityk surowcowy i wicedyrektor działu analiz XTB.
Piotr Salak w Poranku Radia RMF24 pytał swojego gościa o ubywające rezerwy gazu krajów Unii Europejskiej. Analityk zauważył jednak, że obecna sytuacja nie jest aż tak zła, jak się wydaje.
Te magazyny służą właśnie po to, żeby w chwili zwiększonego popytu zaspokoić potrzeby, a ten zwiększony popyt ma miejsce właśnie przede wszystkim w okresie grzewczym (...). Pozytywna informacja jest taka, że jesteśmy już po okresie grzewczym, więc teraz te zapasy już nie powinny spadać - uspokoił Stajniak.
Ekspert wyjaśnił, że Europa w sytuacji, w której jej główni dostawcy ograniczają dostawy ma już zabezpieczone alternatywne źródła dostarczania gazu.
Europa ma pewne możliwości, może kupować ten gaz na tak zwanym rynku spot, czyli kupować takie dostawy, które będą realizowane tylko i wyłącznie w tym momencie dla danego odbiorcy - powiedział ekspert.
Prowadzący dopytał, czy ceny takich dostaw nie będą wyższe. Stajniak zauważył, że ceny na rynku spot, czyli rynek, na którym transakcje są realizowanie niemal natychmiast, są obecnie niewiele wyższe od tych z początku wojny w Ukrainie. Nie ma tragedii, biorąc pod uwagę to, jakie mamy ceny, bo jest to poziom około 42 euro za MWh. Oczywiście jest to wyżej, niż było jeszcze przed wojną, ale jest to mniej więcej pięcioletnia średnia - odpowiedział ekspert.
Prowadzący zauważył, że katarska infrastruktura przygotowująca gaz do transportu jest zniszczona, a jej odbudowa może potrwać lata. Zapytał, jak te utrudnienia w dostawach od jednego najważniejszych partnerów Unii Europejskiej wpłyną na ceny gazu?
Ceny gazu wzrosną - to jest niemal pewne, ponieważ oczywiście Azja, która korzystała głównie z gazu, który znajdował się w Zatoce Perskiej, będzie musiała konkurować z innymi rynkami, przede wszystkim z Europą. W zasadzie to bardziej Europa będzie musiała konkurować z Azją. W Azji w tym momencie te ceny są zdecydowanie wyższe - odpowiedział analityk.
Podkreślił, że Europa jest zdecydowanie lepiej przygotowana na znaczne obniżenie zapasów gazu po podobnych doświadczeniach z 2022 roku. Europa jest zdecydowanie bardziej bezpieczna pod względem dostaw, niż było to te cztery lata temu. Mamy dywersyfikację, mamy gaz z Norwegii, ze Stanów Zjednoczonych, z Afryki, więc nie ma jakichś wielkich powodów do obaw. Nie będzie już cen na poziomie 300 euro za MWh - powiedział.
Według Michała Stajniaka, rozwiązaniem obecnego problemu z zasobami gazu w europejskich magazynach ma być plan wspólnych zakupów. Europa się przygotowuje do tych ewentualnych problemów. W najbliższym czasie ma być przedstawiony plan wspólnych zakupów gazu, wspólnego uzupełniania tych magazynów, czyli nie ma być tak naprawdę konkurencji pomiędzy różnymi krajami europejskimi - ocenił.
Prowadzący zapytał także o to, czy taki zabieg ze strony UE ma szansę zatrzymać wzrost cen gazu. Pomysł wspólnych zakupów gazu przez Unię Europejską został oceniony pozytywnie przez eksperta. Jako jeden wielki twór (...) mamy zdecydowanie większy tak zwany pricing power niż w przypadku pojedynczych krajów - zaznaczył Stajniak.
To oznacza większe możliwości negocjacyjne wobec największych dostawców. Dzięki temu możemy negocjować z wielkimi dostawcami, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, które obecnie są kluczowym partnerem w zakresie LNG - powiedział. Ekspert podkreślił również, że takie rozwiązanie ograniczy rywalizację wewnątrz Unii Europejskiej.
Dopytywany zaś o to czy bardzo mało zapasów gazu w Holandii spowoduje, że kraje UE będą musiały udzielić Holendrom pomocy, stwierdził, że "to nie jest wielki problem". Holandia ma dosyć dobre dojścia, jeżeli chodzi o rurociągi z innych krajów, więc na spokojnie. Tutaj nie trzeba panikować. Sytuacja powinna się unormować jeszcze bardziej - podsumował Michał Stajniak.
Opracowanie: Jakub Muszyński


