Prezydent Węgier Tamas Sulyok zapowiedział w niedzielę, że pozostanie na swoim stanowisku. Wcześniej premier Peter Magyar wezwał polityka, którego nazywał "marionetką Orbana", do dymisji. Wyznaczył czas na dobrowolną rezygnację do północy w niedzielę. Sulyok jednak postawił się Magyarowi twierdząc, że "godność urzędu głowy państwa wymaga od niego niezłomnego trwania".

  • Prezydent Węgier odrzucił wezwanie premiera do dymisji.
  • Tamas Sulyok ogłosił, że nie odejdzie ze stanowiska.
  • Ostateczny głos ws. jego odwołania będzie miał Trybunał Konsytucyjny.
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Spór prezydenta z premierem

Choć kadencja Tamasa Sulyoka - wybranego głosami deputowanych partii Fideszu byłego premiera Viktora Orbana - trwa do marca 2029 roku, premier Węgier Peter Magyar już w noc wyborczą 12 kwietnia wezwał głowę państwa do rezygnacji.

Następnie szef rządu wielokrotnie zapowiadał, że jeśli Sulyok - którego nazywał "marionetką Orbana" - nie zrezygnuje sam, zostanie usunięty z urzędu. Głowie państwa i innym mianowanym przez poprzednie władze urzędnikom dał czas na złożenie dymisji do 31 maja. Prezydent jednak postawił się premierowi.

Prezydent Węgier nie ustąpi ze stanowiska

Tamas Sulyok zapowiedział w niedzielę, że pozostanie na swoim stanowisku i nadal będzie wykonywał uprawnienia wynikające z pełnionego urzędu

W nagraniu zamieszczonym na Facebooku Sulyok powiedział, że "godność urzędu głowy państwa wymaga od niego niezłomnego trwania".

Poszanowanie prawa wymaga niezłomności, lojalności wobec ojczyzny i szacunku dla narodu. Moja przysięga wiąże mnie w równym stopniu z całym węgierskim narodem politycznym, zarówno z większością, jak i mniejszością - stwierdził prezydent Węgier.

Ostateczny głos należy do Trybunału Konstytucyjnego

Zgodnie z węgierską konstytucją prezydent może zostać odwołany ze stanowiska, gdy nie przestrzega ustawy zasadniczej, celowo narusza prawa związane z pełnieniem urzędu lub popełnił przestępstwo pospolite.

Proces odwołania głowy państwa wymaga zatwierdzenia przez co najmniej dwie trzecie deputowanych w Zgromadzeniu Narodowym. Partia Tisza Magyara posiada taką większość w obecnej kadencji parlamentu.

Ostateczna decyzja należy jednak do 15-osobowego Trybunału Konstytucyjnego, w którym sędziów mianowała poprzednia większość parlamentarna, kierowana przez Orbana.

Premier Węgier zapowiedział w niedzielę na platformie X, że "w poniedziałek rano, wraz z ministrem sprawiedliwości, spotka się z prezydentem".