Krakowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie 50-letniej Magdaleny K., która przez blisko 30 lat była izolowana w mieszkaniu na jednym z osiedli w Krakowie. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie przebywa do dziś. Śledczy badają, czy doszło do znęcania się nad osobą nieporadną. Sprawę jako pierwsi ujawnili reporterzy programu "Uwaga!" TVN.
- 50-letnia Magdalena K. miała przez blisko 30 lat przebywać w izolacji w mieszkaniu na jednym z krakowskich osiedli.
- Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala po interwencji pracowników MOPS i policji.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak relacjonuje reporter "Uwagi!" Tomasz Patora, około półtora miesiąca temu pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej pojawili się w mieszkaniu zajmowanym przez rodzinę K. na jednym z krakowskich osiedli. 78-letni Kazimierz K., emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego, miał wówczas powiedzieć, że jego córki nie ma w domu.
Pracownicy MOPS nie uwierzyli jednak w te wyjaśnienia. Podczas kolejnej wizyty pojawili się w asyście policji. W mieszkaniu zauważyli zamknięty na klucz pokój.
Na początku rzeczywiście starszy pan nie chciał otworzyć tego pokoju, natomiast nie był agresywny. Dał się namówić do tego, aby udostępnić pomieszczenie. W środku przebywała 50-letnia kobieta, córka tych starszych państwa - mówi kom. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Według ustaleń dziennikarzy Magdalena K. miała spędzić w tym pokoju około 30 lat.
To, co zastali pracownicy socjalni, miało być wstrząsające. Podczas jednej z nocnych wizyt Magdalena K. siedziała po ciemku w toalecie. Była niemal całkowicie pozbawiona włosów i zębów.
Okazało się, że kobieta siedzi w ciemnej toalecie i wyrywa sobie resztki włosów z głowy. Jest praktycznie łysa, nie ma zębów, został jej bodajże jeden ząb i zjada te włosy - relacjonował Tomasz Patora.
Pracownicy MOPS zdecydowali o natychmiastowym przewiezieniu kobiety do szpitala. Jak ustalili reporterzy "Uwagi!", Magdalena K. przeszła pilną operację brzucha po tym, jak skarżyła się na silny ból.
Nieoficjalnie wiadomo, że kobieta przez lata miała pozostawać bez dokumentów, bez opieki medycznej, bez pracy i bez kontaktu ze światem zewnętrznym.
Została hospitalizowana. Jesteśmy z nią w kontakcie. W tym momencie potrzebny jest jej spokój i czas, żeby doszła zdrowotnie do siebie - mówi Agnieszka Pers z MOPS w Krakowie.
Mieszkańcy bloku pamiętają Magdalenę K. jako normalną dziewczynę. Z czasem coraz rzadziej pojawiała się jednak na zewnątrz. To była normalna dziewczyna. Później coraz mniej było ją widać. Przysiadywała na balkonie i skubała sobie włosy z głowy, wkładając je do ust - wspominają sąsiedzi w rozmowie z "Uwagą!".
Według relacji mieszkańców kobieta ostatni raz była widziana około 20 lat temu. Myśleliśmy, że ona jest w jakimś ośrodku - mówi jedna z sąsiadek.
Rodzina K. jest dobrze znana mieszkańcom osiedla. Sąsiedzi opisują ją jako spokojną i zamkniętą. Krystyna i Kazimierz K. mają czworo dorosłych dzieci. W domu mieszka również 30-letni Paweł, u którego zdiagnozowano niepełnosprawność.
Kilka tygodni przed ujawnieniem sprawy mieszkańcy bloku zaczęli znajdować na balkonach zmięte kartki papieru oraz styropianowe tacki z niepokojącymi wiadomościami. "Ratunku, policja, córka" - brzmiał jeden z napisów.
W Święta Wielkanocne wyszłam na balkon, bo widziałam, że coś tam leży. To była tacka, na której było napisane: "Ratunku, policja, córka". Zadzwoniłam na 112. Powiedzieli, że przyjadą, ale nie przyjechali - opowiada jedna z mieszkanek.
Na innych kartkach widniały m.in. słowa: "Ratunku, pomocy! Policja!", a także nazwisko i adres autorki wiadomości.
Policja interweniowała w mieszkaniu, jednak po rozmowie z 75-letnią Krystyną K. nie dopatrzono się wówczas podstaw do dalszych działań.
75-letnia kobieta powiedziała, że to ona jest autorką karteczek. Nie umiała wyjaśnić, dlaczego to zrobiła. Nie było podstaw ku temu, by prowadzić dalsze czynności - tłumaczy kom. Piotr Szpiech.
Niedługo później Krystyna K., była pracownica szkolnego sekretariatu, miała osobiście zwrócić się do sąsiadów o pomoc.
Po cichutku chciała wejść do nas do domu, prosić o pomoc, tak żeby mąż się nie dowiedział. Mówiła, że potrzebuje pomocy dla córki, dla Magdy. Powiedziała, że pilnie potrzebuje operacji - relacjonuje jedna z sąsiadek.
Reporterzy "Uwagi!" rozmawiali również z samą Krystyną K. Kobieta wyjaśniała, że szukała pomocy, bo córce "coś działo się z jelitami".
Cały czas martwię się o nią. Wszystko muszę uzgadniać z mężem. Tak jest. On wszystkim rządzi - powiedziała.
78-letni Kazimierz K. twierdzi, że "córka stawiała cały czas opór i jest to wspólna wina - jego i żony".
Po zawiadomieniu złożonym przez MOPS policja wdrożyła procedurę Niebieskiej Karty. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Kraków-Podgórze - jest wszczęte śledztwo z art. 207 par. 1a Kodeksu karnego. Chodzi o znęcanie się nad osobą nieporadną ze względu na stan psychiczny lub fizyczny albo wiek. Ustalane są okoliczności sprawy.
Przedstawiciele pomocy społecznej deklarują dalsze wsparcie dla kobiety.


