Prokuratura Regionalna w Białymstoku domaga się grzywien od 5 do 15 tys. zł dla 14 osób, w tym byłych funkcjonariuszy policji, oskarżonych m.in. o odstępowanie od karania za wykroczenia podczas kontroli drogowych. We wtorek przed białostockim sądem zakończył się proces w tej sprawie. Wyrok ma zapaść w czwartek.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Większość oskarżonych nie przyznaje się do winy i wnioskuje o uniewinnienie, a część chce dobrowolnie poddać się karze. Prokuratura zarzuca im działanie na szkodę interesu publicznego. Według śledczych, odstępowanie od dokumentowania wykroczeń i karania kierowców obniżało bezpieczeństwo na drogach i powodowało straty dla budżetu państwa.

Śledczy twierdzą, że istniał proceder polegający na załatwianiu odstąpienia od karania za pośrednictwem wpływowego policjanta. W sprawie pojawiają się także wątki korupcyjne, jednak - jak podkreśla prokuratura - wszystko działo się przede wszystkim "w imię przyjaźni, relacji w wydziale ruchu drogowego".

Ale motywacja tych działań, zachowań, nie oznacza, że one nie stanowiły czynów zabronionych (...). Nie jest zachowaniem normalnym i typowym dzwonienie do innego funkcjonariusza policji z prośbą, że zrób, załatw - mówił prokurator Marcin Faszcza w mowie końcowej.

Wśród kluczowych dowodów w sprawie są nagrania rozmów telefonicznych. Wątek jednego z funkcjonariuszy, który ma status podejrzanego, został wyłączony i obecnie jest zawieszony.

Obrońcy podkreślają, że policjanci mają prawo pouczać kierowców, zamiast karać ich mandatami, a ich zadaniem nie jest generowanie wpływów do budżetu państwa.

Czego dotyczą prokuratorskie zarzuty?

Zarzuty dotyczą zdarzeń z lat 2015-2016, a śledztwo rozpoczęło się od kontroli operacyjnej.

Prokuratura zarzuca byłym policjantom m.in. niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez osoby, które uniknęły mandatów, punktów karnych czy utraty prawa jazdy. 

Według śledczych funkcjonariusze często udzielali jedynie pouczeń, jak również odnotowywali nie faktyczne wykroczenie drogowe, lecz wykroczenia mniejszej wagi (np. jazdę bez włączonych świateł mijania zamiast przekroczenia prędkości).

Niektórzy oskarżeni mieli też podżegać kolegów do takich działań. Dwie osoby odpowiadają za przekazywanie informacji o wypadkach właścicielowi firmy holowniczej.