Po pół miliona euro grzywny nałożył Real Madryt na swoich piłkarzy Federico Valverde i Aureliena Tchouameniego. Zawodnicy wdali się w bójkę, której skutkiem była wizyta w szpitalu kapitana "Królewskich".
- Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na stronę RMF24.pl
To nie jest dobry czas dla Realu Madryt. Klub z Santiago Bernabeu na cztery kolejki przed końcem rozgrywek La Ligi ma 11 punktów straty do odwiecznego rywala FC Barcelona i właściwie już tylko iluzoryczne szanse na mistrzostwo Hiszpanii.
Wcześniej "Królewscy" odpadli w dwumeczu z Bayernem Monachium z Ligi Mistrzów. Nie wygrają też Pucharu Króla (Copa del Rey), z którego już w 1/8 finału wyeliminował ich drugoligowiec Albacete Balompie.
Oznacza to, że kibice sezonu 2025/2026 w wykonaniu Realu nie zaliczą do udanych. Za problemami sportowymi przywędrowały do "Królewskich" także kłopoty wizerunkowe. Takowe zagwarantowali z kolei Urugwajczyk Federico Valverde i Francuz Aurelien Tchouameni. Piłkarze w czwartek wdali się bowiem w bójkę, która dla tego pierwszego zakończyła się wizytą w szpitalu.
Władze Realu zareagowały niemal natychmiast. Uruchomiono postępowanie dyscyplinarne, a o jego efektach klub poinformował w piątek. W wydanym oświadczeniu poinformowano, że klub nie nałożył żadnych sankcji sportowych na zawodników, lecz grzywnę. Po pół miliona euro.
Podkreślono, że na tym zakończono postępowanie dyscyplinarne, podkreślając, że piłkarze "okazali skruchę". Cała sytuacja o tyle nie służy atmosferze w drużynie z Madrytu, że w najbliższą niedzielę czeka ich El Clasico z Barceloną w stolicy Katalonii.
Real Madryt musi wygrać, inaczej zespół z Barcelony zostanie mistrzem La Liga. Valverde wciąż dochodzi do siebie po uderzeniu w głowę, natomiast Tchouameni wrócił do treningów.
Sam Valverde zaprzeczył w długim oświadczeniu na Instagramie, że doszło do bójki, a rana na głowie została spowodowana "przypadkowym uderzeniem o stół". "Przepraszam z całego serca, bo ta sytuacja, to, przez co teraz przechodzimy, bardzo mnie boli. Mój kolega ani razu mnie nie uderzył, a ja też tego nie zrobiłem, choć rozumiem, że wam łatwiej jest uwierzyć, że się pobiliśmy albo że to było celowe, ale tak nie było" - tłumaczył Valverde, utrzymując, że do bójki nie doszło.


