W internecie pojawiły się oferty kupna pozornie tanich domów na Białorusi. "Skorzystanie z takiej oferty to de facto pakowanie się w ręce białoruskich służb" - mówi dr Michał Marek z NASK. Jakie pułapki czekają na kupujących? O tym przeczytasz w poniższym tekście.
- Eksperci ostrzegają przed kupowaniem domów poza Unią Europejską, szczególnie na Białorusi.
- "Może się okazać, że mimo dopełnienia wszystkich obowiązków, nabywca nie zostanie wpuszczony przez granicę" - wskazuje Piotr Jarzyński z kancelarii Jarzyński&Wspólnicy.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jednym z przykładów działań tego typu jest biuro założone w kwietniu ubiegłego roku w obwodzie grodzieńskim na Białorusi przez Polaka przedstawiającego się jako student prawa na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Ekonomicznym w Mińsku. Jego oferta obejmuje pośrednictwo w sprzedaży domów oraz pomoc w załatwianiu formalności związanych zarówno z zakupem nieruchomości, jak i samym przyjazdem na Białoruś.
Promocja ofert opiera się na akcentowaniu konkurencyjnych cen w porównaniu z nieruchomościami w Polsce, bliskości kulturowej i geograficznej, a także stabilności i walorów przyrodniczych Białorusi.
Oprócz zarejestrowanej już w listopadzie 2022 r. strony z ofertami, działalność biura dopełnia aktywność na Facebooku, TikToku, Instagramie, X7, Threads, Ban Bye, a także na YouTube, gdzie publikowane są filmiki kreślące Białoruś jako dobre do życia miejsce, a wręcz zachęcające do wyemigrowania do tego kraju.
Jak ustalił NASK, łącznie kanały społecznościowe tego biura od maja 2023 r. do kwietnia br. wygenerowały prawie 810 tys. reakcji oraz wyświetleń.
W ofercie dominują wiejskie domy, zazwyczaj wymagające remontu, położone na działkach o powierzchni kilkudziesięciu arów. Ich cena to od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Nie uwzględnia ona jednak faktu, że na Białorusi obcokrajowiec może kupić mieszkanie lub dom, ale już nie ziemię, na której stoi budynek. W tym drugim przypadku możliwa jest jedynie wieloletnia dzierżawa.
Dr Michał Marek, kierownik zespołu analizy zagrożeń wewnętrznych NASK, wskazuje, że działalność wspomnianego biura nie jest pojedynczym przypadkiem. Podobne działania są realizowane przez inne podmioty i na innych kontach, przy czym na razie nie mają one charakteru masowego.
Tu jednak - jak podkreśla analityk - mamy do czynienia z wyjątkowym połączeniem działalności biznesowej z emitowaniem treści o charakterze propagandowym, wybielających wizerunek Białorusi oraz mających stanowić dla Polaków zachętę do przyjazdu do tego kraju. Jest to zbieżne z tym, co próbują realizować służby białoruskie w Polsce.
Niestety tego rodzaju działania wpisują się w modus operandi białoruskich służb. Nie sposób stwierdzić z całą pewnością, czy to projekt działający od podstaw z ich inicjatywy, czy gdzieś po drodze przez nie przejęty - ocenia Marek.
Przestrzega, że Polak, który decyduje się na przekraczanie granicy z Białorusią, praktycznie sam skazuje się na ryzyko aresztowania w celu wykorzystania go przez białoruskie służby.
W ostatnich miesiącach było kilka takich przypadków, gdy przypadkowi polscy obywatele zostali uznani za szpiegów. W ten sposób strona białoruska wykorzystuje ich do wywierania nacisków na stronę polską.
Zasada jest prosta: nie chcesz ryzykować, że trafisz do białoruskiego więzienia, nie jedź na Białoruś. I dotyczy to nie tylko znanych, aktywnych społecznie osób, lecz każdego - podkreśla Michał Marek.
Zwraca również uwagę na fakt, że choć oferta pośrednika może wydawać się atrakcyjna, "za te pieniądze na Białorusi można kupić co najwyżej ruderę".
Oczywiście to kwestia oceny każdego z nas, czy zakup rudery na terenie wrogiego państwa uważa za atrakcyjny. Jednak wiąże się to nie tylko z ryzykiem aresztu, lecz także z ryzykiem bycia oszukanym - przestrzega ekspert.
Dodaje, że wejście w białoruską machinę urzędniczą, połączoną z poziomem panującej tam korupcji, może skończyć się utratą pieniędzy.
Ekspert NASK przypomina, że białoruski system prawny skonstruowany jest tak, żeby umożliwiać nepotyzm oraz korupcję i właściwie wszystko zależy od interpretacji urzędnika. Osoba przyzwyczajona do funkcjonowania w państwie prawa może się w tym systemie nie odnaleźć. Natomiast ewentualne, nawet błahe lub przypadkowe niedopełnienie przepisów grozi tym, że służby zdobędą narzędzie nacisku na daną osobę.
Dlatego skorzystanie z oferty takiej jak ta, to de facto pakowanie się w ręce białoruskim służb - podsumowuje Michał Marek.
Kolejny rozmówca PAP, Piotr Jarzyński z kancelarii Jarzyński&Wspólnicy, wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej podkreśla, że nabywanie nieruchomości poza Unią Europejską wymaga dużej ostrożności, znajomości lokalnego rynku, a przede wszystkim lokalnego prawa.
Często zdarza się, że ktoś inwestuje np. w Dubaju, ale poza tym, że był tam kilka razy na wakacjach, nie zna miejscowego rynku. Podobnie bywa z nieruchomościami w Hiszpanii czy we Włoszech, choć to UE. Ludzie kupują zdewastowane domy, nie znając lokalnych realiów, które są zupełnie inne niż polskie. Przepisy mogą się znacząco różnić, chociażby w zakresie odpowiedzialności sprzedawcy za wady nieruchomości czy dochodzenia roszczeń.
Ekspert podkreśla, że w przypadku Białorusi inwestycja jest szczególnie ryzykowna.
To państwo autorytarne i może się okazać, że mimo dopełnienia wszystkich obowiązków zgodnie z miejscowym prawem, nabywca np. nie zostanie wpuszczony przez granicę - wskazuje.
Jego zdaniem w takich krajach jak Białoruś, gdzie państwo zawłaszcza niemal każdą dziedzinę życia i limituje własność, zawsze istnieje ryzyko, że prawo zostanie zmienione z dnia na dzień.
W Polsce raczej nie spodziewałbym się sytuacji, w której komuś coś zostanie zabrane z dnia na dzień bez odszkodowania i bez spełnienia standardów konstytucyjnych - podkreśla.


