Są niewielkie, zwinne, dość ciche i niesamowicie przydatne na polu walki. Produkowane w Polsce naziemne drony gąsienicowe od ponad roku służą Ukraińcom. Przewożą ciężkie materiały, ewakuują ładunki wybuchowe, ale też transportują rannych żołnierzy.
- Polskie naziemne drony gąsienicowe odgrywają kluczową rolę na froncie w Ukrainie, umożliwiając bezpieczny transport zaopatrzenia, ewakuację rannych oraz przewóz materiałów wybuchowych w trudnym terenie, gdzie tradycyjne pojazdy nie mają szans dotrzeć.
- Maszyny te są modułowe, ciche, trudne do wykrycia i mogą być konfigurowane do różnych zadań, co zwiększa bezpieczeństwo żołnierzy i pozwala na oszczędność czasu oraz środków.
- Rozwój i wykorzystanie takich technologii pokazuje, że współczesna wojna coraz bardziej opiera się na innowacjach, a ochrona życia ludzkiego staje się priorytetem - bezzałogowe platformy pozwalają minimalizować ryzyko dla ludzi na polu walki.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Na pierwszy rzut oka wyglądają niepozornie: są niewielkie, sięgają kolan i poruszają się na gąsienicach. Nie przypominają klasycznych pojazdów wojskowych, ale właśnie to jest ich największą zaletą. Dzięki prostej konstrukcji potrafią przejechać przez błoto, gruz i teren zagrożony ostrzałem. To są maszyny stworzone do pracy tam, gdzie człowiek nie powinien się pojawiać - mówi RMF FM Robert Fintak, prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych i prezes firmy Terra Hexen, która produkuje naziemne drony gąsienicowe używane przez Ukraińców w starciu z Rosjanami.
Producent nie lubi określenia "dron". Zdecydowanie częściej używa nazwy "platforma wielozadaniowa", bo możliwości takich konstrukcji są znacznie większe niż tylko transport. Maszyny potrafią przewozić ciężkie ładunki, podwozić zaopatrzenie albo ewakuować rannych żołnierzy z miejsc, do których zwykły samochód często nie ma szans dojechać. Najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi. Operator może zostać w bezpiecznym miejscu, a urządzenie wysyłamy tam, gdzie zagrożenie jest największe - podkreśla Robert Fintak.
To właśnie ta cecha dronów naziemnych sprawia, że takie konstrukcje coraz szybciej stają się standardem współczesnego pola walki. Żołnierze nie muszą już ryzykować życia podczas przewożenia amunicji czy zaopatrzenia przez ostrzeliwany teren. Nasze drony są dość trudne do wykrycia. Mają niski profil, są stosunkowo ciche i mogą pracować w bardzo trudnym terenie - tłumaczy szef Terra Hexen.
Dron jedzie sam, jest zdalnie sterowany, a jego zasięg sięga nawet 50 km. Operator może nim kierować, pozostając poza strefą bezpośredniego zagrożenia. To ogromna zmiana w porównaniu z tradycyjnymi działaniami logistycznymi na froncie - mówi Robert Fintak.
Jeszcze kilka lat temu podobne rozwiązania kojarzyły się głównie z filmami science fiction albo nowoczesnymi laboratoriami wojskowymi. Dziś są codziennością wojny w Ukrainie, bo - jak dodaje rozmówca RMF FM - konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą bardzo mocno przyspieszył rozwój technologii bezzałogowych. To już nie jest przyszłość. To teraźniejszość - zauważa.
Polskie konstrukcje sprawdzają się szczególnie tam, gdzie teren jest trudny do pokonania pieszo: błoto, lej po wybuchach, gruz, nierówności. Właśnie w takich warunkach gąsienicowe platformy pokazują swoją przewagę nad klasycznymi pojazdami kołowymi. Sama konstrukcja może być też dostosowywana do różnych zadań - jednego dnia platforma przewozi skrzynie z amunicją, drugiego pomaga w ewakuacji rannych, a kolejnego transportuje niebezpieczne materiały wybuchowe.
To urządzenie modułowe. Możemy je konfigurować pod konkretne potrzeby użytkownika - wyjaśnia producent. W praktyce oznacza to, że jedna platforma może pełnić kilka różnych funkcji, co dla armii jest ogromną oszczędnością czasu i pieniędzy.
Równie ważny jest aspekt psychologiczny. Na współczesnym froncie każda misja transportowa wiąże się z ryzykiem ataku dronów, ostrzału artyleryjskiego albo min. Wysłanie bezzałogowej platformy zamiast ludzi oznacza po prostu większą szansę, że żołnierze wrócą bezpiecznie do swoich baz. Człowiek jest najcenniejszy. Sprzęt można odbudować, życia już nie - podkreśla Robert Fintak.
Rozwój takich technologii pokazuje też, jak szybko zmienia się współczesna wojna. Jeszcze niedawno bezzałogowce kojarzyły się głównie z maszynami latającymi, a dziś coraz większą rolę odgrywają także konstrukcje naziemne. I choć nazywane są dronami, producenci coraz częściej podkreślają, że to coś więcej niż zwykły robot. To pełnoprawne narzędzie pracy na polu walki - mówi prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych.
Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że zapotrzebowanie na takie rozwiązania będzie tylko rosło. Zdaniem Roberta Fintaka nowoczesna wojna coraz częściej przypomina starcie technologii. Wygrywa nie tylko ten, kto ma więcej sprzętu, ale też ten, kto potrafi lepiej chronić swoich ludzi. I właśnie dlatego nasz sprzęt staje się coraz ważniejszym elementem współczesnego pola walki - podsumowuje.


