​Pierwszy z dwóch oskarżonych kibiców Jagielloni Białystok przyznał się we wtorek przed sądem do napaści na kibica belgijskiej drużyny piłkarskiej - Cercle Brugge. Swoje zachowanie nazwał "głupim wybrykiem". Sprawa dotyczy kradzieży klubowego szalika. W kwietniu przed sądem ma się stawić także drugi z oskarżonych, który obecnie przebywa za granicą.

  • Po więcej informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną rmf24.pl.

Nieco ponad roku temu Jagiellonia grała w Białymstoku z Cercle Brugge mecz 1/8 finału poprzedniej edycji piłkarskiej Ligi Konferencji. Spotkanie zakończyło się przed godz. 23. Po nim policja otrzymała informację, że w centrum miasta został pobity jeden z kibiców drużyny przeciwnej. 

Sceny po meczu Jagielloni. Pobito kibica z Belgii

Z treści zgłoszenia wynikało, że do grupy fanów Cercle wracających ze stadionu podjechało bmw, z którego wysiadły cztery zamaskowane osoby - ostatecznie okazało się, że dwie, bo pozostała dwójka została w samochodzie.

Jeden z kibiców belgijskiego klubu został przewrócony na ziemię. Napastnicy bili go i kopali, po czym wsiedli do samochodu i odjechali. Na wezwany patrol czekała na miejscu osoba zgłaszająca tę napaść i zakrwawiony mężczyzna. Wezwano pogotowie, które zabrało go do szpitala. Policja poszukiwała auta, znając jego markę i początkowe numery z tablicy rejestracyjnej, zapamiętane przez świadków.

Ustalenia policji

Funkcjonariusze trafili na nie w innej części miasta i tam zatrzymali do kontroli.

Bmw jechało dwóch mężczyzn i dwie kobiety: 23-letni mieszkaniec Hajnówki, 22-letni białostoczanin oraz dwie kobiety z Białegostoku w wieku 20 i 21 lat. W aucie policjanci znaleźli kominiarki i tzw. kominy, również mogące służyć do zasłonięcia twarzy. Początkowo zatrzymana została cała czwórka, ostatecznie zarzuty postawiono mężczyznom.

Ponieważ jeden z nich był wówczas zawodowym żołnierzem, śledztwo nadzorował dział ds. wojskowych prokuratury. Obu mężczyznom zarzucono usiłowanie dokonania rozboju. Chodziło o klubowy szalik belgijskiego kibica, którego napastnikom nie udało się zabrać, bo zareagowali świadkowie tej napaści. Uderzony mężczyzna upadł na chodnik, miał m.in. złamany nos i rozbity łuk brwiowy.

W śledztwie obaj podejrzani nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.

Zanim ruszył proces, ich obrońca złożył wniosek o skierowanie sprawy do postępowania mediacyjnego, w trakcie którego strony mogłyby m.in. uzgodnić kwestię zadośćuczynienia.

Efekt mediacji

Powoływał się na korespondencję z pokrzywdzonym i wyrażoną przez niego zgodę. Mediacje zakończyły się ugodą, w wyniku której oskarżeni zobowiązali się zapłacić pokrzywdzonemu po 2 tys. euro w formie zadośćuczynienia i odszkodowania.

Na rozprawie przed miesiącem Sąd Rejonowy w Białymstoku przesłuchał obie dziewczyny, które jechały wtedy z oskarżonymi - ich samych nie było wtedy na rozprawie. We wtorek przed sądem stawił się jeden z nich. Mężczyzna przyznał się, przepraszał za - jak to ujął - zaistniałą sytuację. Nie powinna ona mieć miejsca. No, głupi wybryk - mówił oskarżony. 

Dodał także, że podczas mediacji przeprosił pokrzywdzonego Belga i wpłacił na jego rzecz 2 tys. euro.

Wniosek obrońcy. Chce nadzwyczajnego złagodzenia kary

Obrońca złożył wniosek o odroczenie rozprawy, by przed sądem mógł stawić się również drugi z oskarżonych. Poinformował, że po zawieszeniu, a ostatecznie zwolnieniu go ze służby wojskowej, wyjechał on do pracy za granicę i spłaca w ratach zobowiązanie finansowe wynegocjowane w ugodzie, czyli 2 tys. euro.

Obrońca zapowiedział też, że będzie wnioskował o nadzwyczajne złagodzenie kary dla jego klientów właśnie w oparciu o przepisy Kodeksu karnego, mówiące o sytuacji, w której pokrzywdzony pojednał się ze sprawcą, a szkoda została naprawiona. Sąd zgodził się na odroczenie. Kolejna rozprawa ma odbyć się pod koniec kwietnia.

Na poprzedniej rozprawie sąd odczytał zeznania Belgów, którzy byli w napadniętej grupie. To dwaj ojcowie z nastoletnimi synami i ich kolegą. Nie są w żadnych strukturach kibicowskich zespołu Cercle, przyjechali do Białegostoku na mecz prywatnie. Jak zeznali, gdy wracali piechotą przez centrum Białegostoku do hotelu, mijali duże grupy kibiców Jagiellonii i nikt ich nie zaczepiał.

Ale tuż przy hotelu zauważyli auto, za którym chowało się dwóch mężczyzn w kominiarkach. Wtedy rozbiegli się i uciekali w stronę pobliskiego już hotelu. Z zeznań tych wynika, że doszło też do napaści na jeszcze jedną osobę - nastoletniego syna pobitego Belga. Jeden z napastników próbował go uderzyć i zabrać szalik, ale bezskutecznie.