Policja zidentyfikowała osoby podejrzane o piątkowe wtargnięcie do domu polskiego obrońcy Jana Bednarka w Porto. Z informacji policji wynika, że było to pięć osób – czterech mężczyzn i jedna kobieta, którzy mieli mówić po hiszpańsku. W dalszym ciągu nie zostali oni jednak zatrzymani.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Według ustaleń śledczych grupa napastników, z których trzech miało wtargnąć do domu piłkarza, mówiła w języku hiszpańskim.
Cytująca w sobotę wieczorem źródła policyjne stacja telewizyjna Now przekazała, że policji udało się zidentyfikować napastników, ale w dalszym ciągu nie zostali oni schwytani.
Śledztwo ułatwiły materiały filmowe z kamer w domu polskiego piłkarza, jak też z ulicznego monitoringu.
Jak poinformował portugalski dziennik "Record", do zdarzenia doszło w piątek około godziny 20:00, kiedy Bednarek i jego rodzina wrócili do domu. Piłkarz zastał w nim trzech złodziei. Jeden z nich zagroził mu nożem.
Z domu obrońcy FC Porto złodzieje zabrali przedmioty szacowane łącznie na 150 tys. euro. Wśród nich były m.in. dwa luksusowe zegarki, dwie obrączki oraz bransoleta.
W niedzielę FC Porto zagra przeciwko ekipie AVS. Trener "Smoków" Francesco Farioli poinformował w sobotę, że zważywszy na traumatyczne doświadczenie polskiego obrońcy nie podjął jeszcze decyzji czy wystawi go w pierwszym składzie. Mimo wszystko, Polak wziął udział w treningu przed niedzielnym meczem.
Przedstawiciele władz FC Porto zapewnili, że klub przekazał polskiemu piłkarzowi i jego rodzinie wszelką niezbędną pomoc, m.in. wsparcie psychologiczne oraz pomoc w ochronie domu.


