Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzega przed możliwą powszechną mobilizacją w Rosji i potencjalnym atakiem na kraje bałtyckie. Estoński minister spraw zagranicznych Margus Tsahkna studzi jednak emocje, podkreślając, że nie ma na to dowodów wywiadowczych. "Takie oświadczenia sojusznika nie ułatwiają współpracy i nie mają potwierdzenia w informacjach wywiadu" - skomentował.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W ostatnich dniach pojawiły się niepokojące doniesienia dotyczące możliwej eskalacji działań wojennych ze strony Rosji. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla programu "Jedyne Wiadomości" zasugerował, że Kreml może szykować się do ogłoszenia powszechnej mobilizacji, by wesprzeć ofensywę na Ukrainie lub nawet zaatakować jeden z krajów bałtyckich.
Według Zełenskiego, Rosja ogranicza obywatelom dostęp do internetu i mediów społecznościowych nie tylko po to, by tłumić krytykę wobec władzy, ale przede wszystkim, by "zapobiec oburzeniu, które towarzyszyłoby planowanej mobilizacji na szeroką skalę".
Ukraiński przywódca ostrzega również, że Rosja może realizować tzw. plan B, czyli prowadzić mniejsze, równoległe ofensywy tam, gdzie napotka słabszy opór. Niektóre państwa, np. jeden z krajów bałtyckich, nie są przygotowane na stawianie silnego oporu - przyznał Zełenski.
Prezydent Ukrainy nie krył również obaw o przyszłość Sojuszu Północnoatlantyckiego. Być może nie wszystkie kraje zechcą pomóc krajom bałtyckim, ale nie będą miały wyboru, - w przeciwnym razie NATO przestanie istnieć - dodał Zełenski.
Na te słowa szybko zareagował szef estońskiej dyplomacji Margus Tsahkna, który w rozmowie z radiem ERR podkreślił, że estoński wywiad nie potwierdza informacji o przygotowaniach Rosji do ataku na państwa bałtyckie.
Takie oświadczenia nie odpowiadają danym wywiadowczym. Nie dodaje to też sił, gdy prezydent Donald Trump krytykuje europejskie kraje NATO za ich postawę oraz za brak wsparcia dla USA w wojnie z Iranem - skomentował Tsahkna.
Estoński minister uspokaja, że obecnie nie ma sygnałów o koncentracji rosyjskich wojsk przy granicach NATO. Nie widzimy, aby Rosja koncentrowała swoje siły lub przygotowywała się do ataku militarnego na NATO lub państwa bałtyckie, wręcz przeciwnie. Rosja nie ma silnej pozycji na froncie ukraińskim, również gospodarczo - zaznaczył Tsahkna.
Jednocześnie szef estońskiego MSZ zapewnia, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego o zbiorowej obronie jest wciąż aktualny. NATO z pewnością zareaguje, gdy któreś z państw członkowskich zostanie zaatakowane. Nie ma co do tego wątpliwości - podkreślił minister Tsahkna.


