"Na razie nie widzę w tym sensu" - tak odpowiedział Władimir Putin na pytanie o to, czy spotka się z Wołodymyrem Zełenskim. To pokłosie listu otwartego, jak wysłał do prezydenta Rosji prezydent Ukrainy. Putin, który obecnie przebywa w Sankt Petersburgu, gdzie odbywa się 29. edycja Międzynarodowego Petersburskiego Forum Ekonomicznego nazywanego "rosyjskim Davos", określił treść tego niezwykle szczerego listu paroma słowami.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Apel Zełeńskiego nie przebił się przez rosyjski beton?

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział dzisiaj, że "obecnie nie widzi sensu", by spotykać się z Wołodymyrem Zełenskim. To komentarz do tego, że prezydent Ukrainy opublikował list otwarty, w którym zaproponował rozmowy twarzą w twarz, aby uzgodnić nie zawieszenie, a zakończenie wojny. 

Występując na scenie dorocznego forum ekonomicznego Rosji, które odbywa się w Sankt Petersburgu, Putin stwierdził, że list Zełenskiego był "miejscami niegrzeczny" i nie sprawiał wrażenia szczerej propozycji rozmów. Ten list zawiera kilka dość niegrzecznych uwag. Czy był to sposób na stworzenie warunków do spotkania twarzą w twarz, czy na jego nieumówienie? Myślę, że to drugie – powiedział Putin.

Jak podaje agencja Reutera, rosyjscy nacjonaliści określili list Zełenskiego jako "złośliwy chwyt PR-owy", mający na celu wzniecenie niezadowolenia w Rosji, a nie zakończenie wojny.

"Ta wojna jest Pana osobistym wyborem"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w otwartym liście do Władimira Putina wezwał wczoraj do zakończenia wojny i zaproponował bezpośrednie spotkanie np. w Szwajcarii, Turcji lub którymś z krajów świata arabskiego. Zełenski podkreślił, że ta wojna jest osobistym wyborem Putina, który przez lata rządów oddalił Rosję od Ukrainy i pogrążył oba narody w cierpieniu.

Zełenski podkreślił, że Rosjanie coraz mniej akceptują wojnę, a Rosja po raz pierwszy w historii stała się zależna od Chin. Napisał, że Rosja - kiedyś bliska Ukrainie - dziś jest jej największym wrogiem, a wszystko przez decyzję jednego człowieka.

"Kiedy doszedł Pan do władzy w Rosji ponad 26 lat temu, wielu ludzi na Ukrainie postrzegało Pana pozytywnie. Tak było. Ale to już przeszłość (...). Prawie połowę swoich rządów w Rosji spędził Pan na prowadzeniu wojny z Ukrainą. Cokolwiek Pan powie o NATO, geopolityce czy języku rosyjskim, ta wojna jest Pana osobistym wyborem - wojną bez realnej przyczyny. Tak zapamięta ją historia. (...). Nie będziesz miał wystarczająco dużo pieniędzy i kapitału politycznego, żeby nadal kupować lojalność Rosjan w sposób, w jaki robiłeś to przez ostatnie 26 lat (...). Widzimy, że próbujecie coś zorganizować wokół Naddniestrza. Wasi propagandyści zagrażają, w taki czy inny sposób, każdemu krajowi sąsiadującemu z Rosją. Czy naprawdę chcesz przez to wszystko przechodzić?" - zwrócił się  bezpośrednio prezydent Ukrainy do Putina w liście, które pełną treść można znaleźć TUTAJ.

Dziś na odpowiedź Putina zareagował Zełenski. Rosja ponownie wybiera wojnę, Putin nie chce zakończyć wojny. Myślę, że ta reakcja rozczaruje wielu ludzi na świecie - stwierdził prezydent Ukrainy.

Donabas, czyli węzeł gordyjski

W czwartek, 4 czerwca, podczas spotkania z przedstawicielami międzynarodowych agencji medialnych, Putin trzymał się swojego twardego stanowiska w sprawie wojny w Ukrainie. Powiedział, że jego wojska codziennie posuwają się naprzód na polu bitwy. Stwierdził przy tym, że propozycje pokojowe prezydenta USA Donalda Trumpa mogą zakończyć wojnę, jeśli "Kijów będzie gotowy na kompromis". 

Obie strony oskarżają się nawzajem o odmowę pójścia na kompromis. Należy jednak dodać, że "kompromisem" według Rosji jest m.in. oddanie przez Ukrainę całego Donabasu - strategicznego regionu, który "otwiera drogę na Kijów" i jest jednym z najbogatszych pod względem np. metali ziem rzadkich, w tym tzw. białego złota, czyli litu. Znajdują się również złoża rud żelaza, manganu, rtęci, soli i innych minerałów. Donbas to także centrum przemysłu ciężkiego. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow komunikował już wielokrotnie, że wojska Kijowa "muszą" go oddać.