Wojna Izraela i USA z Iranem przynosi coraz więcej pytań o kulisy rozpoczęcia konfliktu. Prezydent Donald Trump podczas publicznego wystąpienia w Tennessee zasugerował, że to sekretarz obrony Pete Hegseth był pierwszym, który opowiedział się za interwencją militarną. Wypowiedzi przedstawicieli administracji nie są jednak spójne.
- Prezydent Trump publicznie wskazał Pete’a Hegsetha jako inicjatora decyzji o interwencji militarnej w Iranie.
- Powody rozpoczęcia wojny różnią się w zależności od źródła - od zagrożenia bronią jądrową po działania Izraela.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Od czterech tygodni świat z niepokojem obserwuje rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Decyzja Stanów Zjednoczonych o rozpoczęciu działań militarnych przeciwko Iranowi wywołała lawinę pytań o jej motywy i przebieg procesu decyzyjnego. Podczas publicznej debaty w Tennessee prezydent Donald Trump ujawnił, że to sekretarz obrony Pete Hegseth jako pierwszy opowiedział się za interwencją. Pete, myślę, że byłeś pierwszy, który zabrał głos i powiedział: Zróbmy to, bo nie możemy pozwolić im mieć broni jądrowej - powiedział Trump.
Jednak relacje z Białego Domu nie są jednoznaczne. Część urzędników twierdzi, że to Izrael przygotowywał się do ataku na Iran, co miało czynić zaangażowanie USA nieuniknionym. Inni wskazują na bezpośrednie zagrożenie uzyskania broni jądrowej przez Teheran. Sam Trump opisał decyzję jako reakcję na "problem na Bliskim Wschodzie", sugerując, że była to szybka i zdecydowana odpowiedź na eskalację zagrożenia.
Zadzwoniłem do wielu naszych wspaniałych ludzi. Powiedziałem: porozmawiajmy, mamy problem na Bliskim Wschodzie. Mamy Iran, który przez 47 lat szerzy jedynie terror i jest blisko uzyskania broni nuklearnej - wspominał Trump.
Wypowiedzi prezydenta i członków jego administracji nie zawsze są spójne. Trump przyznał, że irańskie ataki odwetowe w Zatoce Perskiej były dla niego zaskoczeniem, choć według doniesień medialnych wewnętrzne ostrzeżenia przed możliwym odwetem były znane, lecz zostały zignorowane.
Sekretarz obrony Pete Hegseth, kluczowa postać w obecnej administracji, wcześniej przedstawił główne cele operacji: likwidację irańskiego programu rakietowego, ograniczenie produkcji dronów oraz wzmocnienie amerykańskiej marynarki wojennej w regionie. Hegseth podkreślał również, że działania militarne są "na dobrej drodze", choć nie ujawnił szczegółów dotyczących harmonogramu operacji.
Wśród członków administracji pojawiły się jednak głosy sprzeciwu. Według serwisu Business Today wiceprezydent JD Vance miał być mniej entuzjastyczny wobec wojny, choć publicznie nie wyraził krytyki. Niezadowolony z takiego obrotu spraw był też Joe Kent, szef Narodowego Centrum Antyterrorystycznego w USA. Według niego Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla USA, a wojna została rozpoczęta pod naciskiem Izraela. Kent w proteście przeciwko wojnie zrezygnował z pełnienia funkcji.
Mimo trwających walk, pojawiły się informacje o możliwych negocjacjach mających na celu zakończenie konfliktu i ponowne otwarcie strategicznej cieśniny Ormuz. Według prezydenta Trumpa rozmowy mieliby prowadzić wysocy przedstawiciele Iranu, zięć prezydenta Jared Kushner oraz specjalny wysłannik Steve Witkoff. Strona irańska oficjalnie zaprzecza jakoby jakiekolwiek rozmowy miały miejsce.


