Konflikt na Bliskim Wschodzie powoduje wzrost cen kluczowych surowców petrochemicznych, wywołując wstrząs w malezyjskim przemyśle rękawic niezbędnych w medycynie i przetwórstwie żywności, który kontroluje 45 proc. globalnego rynku - informuje w poniedziałek japoński portal Nikkei Asia. Giganci podnoszą ceny, a mniejsze firmy zamykają zakłady.
- Ceny kluczowych surowców petrochemicznych wzrosły o ponad 50 proc.
- Producenci przerzucają koszty na klientów; część małych przedsiębiorców bankrutuje.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w branżę petrochemiczną. Główne składniki rękawic wykorzystywanych w medycynie i przetwórstwie żywności powstają z pochodnych ropy naftowej, przez co branża jest wrażliwa na wstrząsy na rynku paliw - zwraca uwagę portal Nikkei Asia.
Po informacji o przejęciu irańskiego statku przez Stany Zjednoczone ceny ropy na światowych rynkach ponownie wzrosły o ponad 4 proc.
Od końca lutego, kiedy siły USA i Izraela rozpoczęły naloty na Iran, który w odwecie zamknął kluczową dla transportu ropy cieśninę Ormuz, ceny akrylonitrylu wzrosły o 59 proc., a butadienu ponad dwukrotnie, drastycznie podnosząc koszty produkcji rękawic.
Giganci, jak światowy lider Top Glove, zdołali przerzucić na klientów wzrost kosztów surowców sięgający 50 proc., co przełożyło się równocześnie na 27-procentowy wzrost ich akcji.
Jednocześnie mniejsze firmy, niezdolne do zamortyzowania podwyżek, bankrutują. Spółka WRP Asia Pacific, która kontrolowała ok. 5 proc. malezyjskiego rynku, poinformowała o zamknięciu działalności, powołując się na zakłócenia w łańcuchu dostaw.
Analitycy cytowani przez Nikkei Asia przewidują dalszą polaryzację i konsolidację rynku. Przetrwają tylko duże, efektywne koncerny, zdolne do absorbowania wstrząsów. Mniejsi gracze, konkurujący głównie ceną, mogą zostać trwale wyparci z rynku z powodu niestabilności dostaw i braku dostępu do finansowania.


