Izraelska armia stoi dziś w obliczu największego kryzysu kadrowego od lat. Generałowie biją na alarm, ostrzegając przed realną groźbą załamania systemu obronnego kraju. Braki w szeregach, napięcia społeczne i niepewność legislacyjna sprawiają, że przyszłość bezpieczeństwa Izraela staje pod znakiem zapytania. Jak przyznał gen. Efi Defrin wojsku brakuje około 15 tysięcy żołnierzy.

  • Izraelska armia mierzy się z poważnymi brakami kadrowymi.
  • Armia pilnie potrzebuje około 15 tysięcy nowych żołnierzy.
  • Duży problem stanowi brak poboru ultraortodoksyjnych Żydów, którzy uchylają się od służby wojskowej.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

W czwartek szef sztabu, generał Ejal Zamir, ostrzegł gabinet bezpieczeństwa, że armia może nie sprostać rosnącym wymaganiom z powodu poważnych braków kadrowych. Jak ujawnił izraelski Kanał 13, Zamir wygłosił te słowa tuż po tym, jak rząd zatwierdził utworzenie 30 dodatkowych posterunków na Zachodnim Brzegu.

Wkrótce wojsko nie będzie gotowe do rutynowych misji, a system rezerwowy nie wytrzyma i armia może się załamać pod własnym ciężarem - apelował generał.

Walka na wielu frontach

Według generała Defrina izraelskie wojsko pilnie potrzebuje około 15 tysięcy dodatkowych żołnierzy, w tym 7-8 tysięcy żołnierzy liniowych gotowych do bezpośrednich działań bojowych.

Od wybuchu wojny w Strefie Gazy po ataku Hamasu 7 października 2023 roku, dowództwo izraelskie regularnie informowało o niedoborach kadrowych. Sytuacja pogorszyła się na początku marca, kiedy Hezbollah - wspierany przez Iran - rozpoczął ostrzał północnych terenów Izraela, zmuszając armię do otwarcia kolejnego frontu w południowym Libanie.

Rzecznik armii podkreślił, że front libański będzie miał charakter trwały, podobnie jak zaangażowanie w Strefie Gazy oraz obecność Izraela na terytorium Syrii. Te działania znacząco zwiększają zapotrzebowanie na dodatkowe siły, których obecnie brakuje.

Problem ultraortodoksów

Jednym z kluczowych czynników pogłębiających kryzys kadrowy jest kwestia poboru żydów ultraortodoksyjnych. W 2024 roku izraelski Sąd Najwyższy uznał zbiorowe zwolnienia z poboru za niezgodne z prawem i zobowiązał rząd do rozpoczęcia rekrutacji tej grupy społecznej.

Decyzja ta wywołała falę protestów wśród ultraortodoksów, którzy stanowią około 13 procent izraelskiego społeczeństwa. Prawie połowa mężczyzn z tej grupy nie pracuje zawodowo, poświęcając się studiom religijnym i korzystając z państwowych stypendiów.

Szacuje się, że aż 80 tysięcy ultraortodoksyjnych mężczyzn w wieku od 18 do 24 lat uchyla się od służby wojskowej. To rodzi poważne napięcia społeczne, zwłaszcza w warunkach wojny prowadzonej na wielu frontach. Rząd Benjamina Netanjahu zobowiązał się do opracowania nowego planu poboru, jednak do tej pory nie przedstawił konkretnego rozwiązania.

Największa mobilizacja w historii Izraela

Obecnie izraelska armia liczy około 170 tysięcy żołnierzy w czynnej służbie oraz niemal pół miliona rezerwistów. Po ataku Hamasu w październiku 2023 roku, do służby powołano około 300 tysięcy rezerwistów - była to największa mobilizacja w historii państwa.

Jednak ze względów finansowych, w 2026 roku rząd został zmuszony do ograniczenia liczby rezerwistów i skrócenia czasu mobilizacji.

Generałowie podkreślają, że bez natychmiastowych zmian legislacyjnych i zwiększenia liczby żołnierzy, izraelska armia może nie być w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stawia przed nią obecna sytuacja geopolityczna.