Po niecodziennym pokazie "siły" prezydenta Karola Nawrockiego, z apelem do głowy państwa wystąpił premier Donald Tusk. Szef polskiego rządu zaapelował, by Nawrocki "nie krzyczał na dziennikarzy". Tusk odniósł się przy tym do sprawy wpływu rosyjskiego.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Jak to się zaczęło?

Nagranie z konferencji prasowej w Przemyślu, w trakcie której prezydent Karol Nawrocki zrugał dziennikarza TVN24, robi furorę w sieci. Dziś z okazji Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej polski prezydent spotkał się z przywódcą Węgier, Tamasem Sulyokiem. Kalendarz Karola Nawrockiego zakładał jednak również wizytę na Węgrzech i spotkanie z premierem Viktorem Orbanem, który uchodzi w Europie za jednego z najbardziej prorosyjskich polityków, chociaż obrońcy Orbana nazywają go po prostu człowiekiem "pragmatycznym".

Pojawienie się Nawrockiego w Budapeszcie ma miejsce w momencie, gdy trwa kampania przed wyborami parlamentarnymi, w których po raz pierwszy od dawna Fidesz, czyli partia rządząca musi mierzyć się z sondażową przewagą proeuropejskiej Tiszy Petera Magyara. W obozie Orbana panuje zatem pewna nerwowość, a - jak donoszą media - w stolicy Węgier pracują już specjaliści powiązani z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, którzy dbają o to, by w sieci odpowiednio pozytywnie prezentować Fidesz i odpowiednio negatywnie - Tiszę.

Przez część obserwatorów, wizyta Nawrockiego została odebrana jako wsparcie dla Orbana. Wcześniej zdecydowanego poparcia udzielił urzędującemu premierowi Węgier sam Donald Trump - zrobił to jednak za pośrednictwem nagrania wideo.

Media zauważały także, że w dniu, kiedy polski prezydent przybywa do Budapesztu, w stolicy Węgier, odbywa się spotkanie ultraprawicy europejskiej z Matteo Salvinim i Marine Le Pen na czele, którzy także uchodzą za element prokremlowski na politycznej scenie kontynentu.

Jakby tego było mało, "The Washington Post" poinformował niedawno, że szef węgierskiej dyplomacji regularnie raportował swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Sergiejowi Ławrowowi o przebiegu poufnych rozmów w Unii Europejskiej.

Gwoli ścisłości Nawrocki powiedział w Przemyślu, że między Polakami i Węgrami, mimo przyjaźni, istnieją pewne różnice, a jedną z nich, jest postrzeganie zagrożenia z Rosji. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej - stwierdził prezydent.

Mimo to, wizycie Nawrockiego towarzyszyła napięta atmosfera, podsycana komentarzami przedstawicieli polskiego rządu, którzy zwracali uwagę prezydentowi na duże wizerunkowe i polityczne ryzyko spotykania się z Orbanem w tym bardzo niekorzystnym geopolitycznie momencie. Wcześniej - w grudniu ubiegłego roku - gdy Viktor Orban spotkał się osobiście z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem, Karol Nawrocki odwołał zaplanowany szczyt z węgierskim premierem.

Jak można się domyślać, to w związku z podobnymi wątpliwościami, dziennikarz stacji TVN24 zadał Nawrockiemu pytanie, czy prezydentowi nie przeszkadza zażyłość Orbana z Putinem. Wtedy się zaczęło.

"Pan się ogarnie"

Karol Nawrocki, który stał na scenie, zareagował - nie bójmy się tego słowa - nerwowo. Zamaszystym krokiem podszedł w stronę ciekawskiego dziennikarza i w postawie przesyconej asertywnością, odparował pytaniem na pytanie: "Czy pan słuchał, co mówiłem?". Redaktor próbował odpowiadać, ale musiał ustąpić pod gradem kolejnych pytań, wypowiadanych przez prezydenta podniesionym głosem. "Pan mnie słuchał, co ja myślę o Putinie?". "Panie redaktorze!". "Robiliście materiały, że mnie ściga Putin?". 

Tu ponownie dziennikarz próbował się wtrącić. Bezskutecznie. Prezydent wycelował w niego palec wskazujący, nachylił całą sylwetkę w pozie, którą można określić jako dominującą i wypalił: "Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Mówię do pana, panie redaktorze. Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan redaktor? Do widzenia!". Słowom "do widzenia" towarzyszyło charakterystyczne, dynamiczne skinięcie głową w kierunku dziennikarza, co można interpretować, jako sygnał, że żurnalista tym razem został potraktowany wyjątkowo łagodnie.

Za prezydentem stał jego rzecznik prasowy - Rafał Leśkiewicz, którego mina mówiła, że chciałby znajdować się w innym miejscu.

W sieci zawrzało. Tusk skomentował wystąpienie Nawrockiego

Na energiczne wystapienie prezydenta zareagowali politycy. W zjadliwym komentarzu europoseł Krzysztof Śmiszek, zwrócił uwagę na rzekomą "niedyspozycję" Karola Nawrockiego. "Art. 131 Konstytucji 1. Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie może przejściowo sprawować urzędu, zawiadamia o tym Marszałka Sejmu, który tymczasowo przejmuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej.(...) Czy to już ten moment?" - napisał na X.

Krótko, lecz dosadnie sprawę skomentował premier Donald Tusk, zwracając się do prezydenta także na X - "Proszę nie krzyczeć na dziennikarzy, panie Nawrocki. To nie oni wpakowali pana w to rosyjskie bagno".

W podobnym tonie wypowiadał się także rzecznik rządu Adam Szłapka, który jednakże uznał nerwowość prezydenta za "uzasadnioną". "Trzeba było nie zaczynać tej gry - przy ROSYJSKIEJ ruletce zawsze ktoś przegrywa" - napisał.

Radosław Sikorski z kolei odwołał się ewidentnie do kwestii przyjaźni polsko-węgierskiej.