Mimo deklaracji prezydenta USA o "produktywnych rozmowach" i odroczeniu ataków na irańską infrastrukturę, Teheran stanowczo dementuje, że utrzymuje jakiekolwiek kontakty z Waszyngtonem. W tle sporu pozostaje bezpieczeństwo cieśniny Ormuz, światowe ceny energii oraz gra o czas, którą - zdaniem strony irańskiej - prowadzi Biały Dom.

REKLAMA

  • Iran kategorycznie zaprzeczył, że prowadzi jakiekolwiek negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi.
  • To odpowiedź na nieoczekiwane oświadczenie Donalda Trumpa.
  • Teheran oskarża Waszyngton o prowadzenie nieczystej gry.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Poniedziałkowe doniesienia z Teheranu i Waszyngtonu malują dwa zupełnie inne obrazy sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Donald Trump poinformował za pośrednictwem portalu Truth Social, że między USA a Iranem doszło do "bardzo dobrych i produktywnych rozmów". Efektem tego dialogu miało być ogłoszone przez prezydenta pięciodniowe odroczenie planowanych uderzeń na irańskie obiekty energetyczne.

Na te słowa błyskawicznie zareagowały irańskie agencje informacyjne. Agencja Fars, powołując się na oficjalne źródła, przekazała, że władze w Teheranie nie prowadzą z USA żadnej komunikacji - ani bezpośredniej, ani za pośrednictwem państw trzecich. "Nie odbyły się żadne negocjacje i żadne nie są w toku" - podkreślił natomiast wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa w rozmowie z agencją Tasnim.

Iran demaskuje działania administracji USA

Według strony irańskiej, deklaracje Donalda Trumpa o postępach w rozmowach nie są sygnałem dyplomatycznego przełomu, lecz elementem strategii gospodarczej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu sugeruje, że wypowiedzi prezydenta USA mają na celu uspokojenie rynków i obniżenie cen surowców energetycznych. Dodatkowo, zdaniem Teheranu, Waszyngton próbuje zyskać czas na dopracowanie własnych planów militarnych.

Irańskie źródła wskazują również na inny powód wstrzymania ataków przez USA. Teheran sugeruje, że administracja Trumpa obawia się irańskiego odwetu, który mógłby sparaliżować infrastrukturę energetyczną w całej Zatoce Perskiej, co miałoby katastrofalne skutki dla globalnej gospodarki.

Sytuacja pozostaje napięta również na kluczowych szlakach handlowych. Agencja Tasnim ostrzegła, że żegluga przez cieśninę Ormuz - strategiczny punkt dla transportu ropy naftowej - nie wróci do normalnego trybu, dopóki USA będą kontynuować to, co Iran nazywa "wojną psychologiczną".

Iran jasno zadeklarował swoim sojusznikom w regionie, że nie zaprzestanie działań obronnych, dopóki nie osiągnie "niezbędnego poziomu odstraszania". Choć państwa regionu podejmują inicjatywy mające na celu deeskalację, Teheran stoi na stanowisku, że to Stany Zjednoczone, jako strona inicjująca konflikt, powinny być wyłącznym adresatem żądań o zakończenie działań wojennych.