"Jesteśmy oczywiście pod wrażeniem wypowiedzi pana Radewa" - przyznaje rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując zwycięstwo Postępowej Bułgarii w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Rumen Radew, który stoi na czele ugrupowania, mówił o zacieśnianiu relacji z Moskwą i wznowieniu swobodnego przepływu rosyjskiej ropy naftowej i gazu do Europy.
- Koalicja Postępowa Bułgaria pod wodzą Rumena Radewa zwyciężyła w wyborach parlamentarnych.
- Radew znany jest z krytyki pomocy dla Ukrainy i otwartości na dialog z Rosją.
- Czy bułgarski polityk może stać się "nowym Viktorem Orbanem"?
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Postępowa Bułgaria, na czele której stoi Rumen Radew, triumfuje w wyborach parlamentarnych w Bułgarii. Koalicja pod przewodnictwem byłego prezydenta Bułgarii może liczyć na poparcie rzędu 44,7 proc. przy nieco ponad 97,5 proc. policzonych głosów - wynika z danych Centralnej Komisji Wyborczej.
Rumen Radew, były prezydent Bułgarii i b. dowódca tamtejszych sił powietrznych, w przeszłości wypowiadał się krytycznie wobec pomocy militarnej udzielanej Ukrainie, zarzucając w 2023 r. bułgarskiemu rządowi "traktowanie krajowych zapasów broni jako magazynu zagranicznej armii". W tym samym roku oskarżył Kijów o "chęć kontynuowania wojny, za którą płacą Europejczycy", niedawno mówił też o zacieśnianiu relacji z Moskwą i wznowieniu swobodnego przepływu rosyjskiej ropy naftowej i gazu do Europy.
Zapytany w poniedziałek przez dziennikarza o rzekomą panikę w Europie związaną ze zwycięstwem Radewa i o to, czy był rosyjskim "koniem trojańskim", rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził: "Jesteśmy oczywiście pod wrażeniem wypowiedzi pana Radewa, który wygrał wybory, i kilku innych europejskich przywódców, o ich gotowości do rozwiązywania problemów poprzez dialog, pragmatyczny dialog z Federacją Rosyjską. Jesteśmy pod wrażeniem i z zadowoleniem to przyjmujemy".
Szef służby prasowej rosyjskiego prezydenta przyznał jednocześnie, że uważa za przedwczesne wyciąganie szerszych wniosków na temat tego, czy ogólny klimat polityczny w Europie ulega zmianie, biorąc pod uwagę - jak to ujął - "typowe oświadczenia płynące z Komisji Europejskiej w Brukseli", które w przeszłości określał jako antyrosyjskie.
W ostatnim czasie sporo się mówiło o tym, że Rumen Radew może zostać "nowym Viktorem Orbanem" - politykiem ostro krytykującym Unię Europejską, sprzeciwiającym się wielu decyzjom, blokującym pewne inicjatywy, a jednocześnie dążącym do zacieśnienia współpracy z Rosją. Christo Panczugow z Nowego Uniwersytetu Bułgarskiego w Sofii nie sądzi jednak, by było to możliwe.
W odróżnieniu od Orbana, Radew nie uderza tak mocno w nacjonalistyczne tony. Bazuje na populizmie i eurosceptycyzmie, ale w jego przekazie nie ma silnych akcentów ideologicznych, jak u Orbana z jego koncepcją nieliberalnej demokracji oraz naciskami na obronę węgierskiej kultury. Te kwestie nie znalazły jeszcze miejsca w bułgarskiej debacie, a w kraju panuje silne przywiązanie do UE - mówi Bułgar w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Przyznaje jednak, że ewentualny rząd Radewa byłby "ostrożnie eurosceptyczny w tematach, które mogą uchodzić za kontrowersyjne, m.in. w kwestii wojny na Ukrainie". Jednocześnie mielibyśmy do czynienia z proeuropejskim stanowiskiem w innych ważnych dla Wspólnoty kwestiach - dodaje.
Obecnie w społeczeństwie bułgarskim utrzymuje się silny proeuropejski konsensus. Dlatego rządowi, niezależnie od tego, kto by go tworzył, trudno byłoby odwrócić tę relację. W przypadku takich prób spodziewałbym się mocnego oporu społecznego, jak ten, który doprowadził do dymisji ostatniego rządu - zauważa badacz z Nowego Uniwersytetu Bułgarskiego, dodając: "Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno byłoby jakiemukolwiek politykowi w Bułgarii stworzyć taki wizerunek i pozycję, jaką miał Orban na Węgrzech".
Niedzielne wybory parlamentarne w Bułgarii były ósmymi w ciągu ostatnich pięciu lat - do przedterminowego głosowania doprowadziła tym razem dymisja rządu Rosena Żelazkowa, który ugiął się pod presją masowych protestów społecznych z końca ubiegłego roku.
Bezpośrednią przyczyną wybuchu niezadowolenia społecznego stał się projekt ustawy budżetowej na 2026 rok, przewidujący m.in. podwyższenie o 2 proc. składek na ubezpieczenie i pokaźne noworoczne premie dla urzędników oraz członków służb bezpieczeństwa. Protestujący sprzeciwiali się też systemowej korupcji i upolitycznieniu instytucji publicznych.


