Od 1 maja od razu wjedzie na unijny rynek więcej bezcłowej wołowiny z Mercosur, niż informowano do tej pory. W dodatku Bruksela oddała unijną suwerenność handlową krajom Ameryki Południowej, przekazując Brazylii czy Argentynie kontrolę nad tym, kto będzie eksportować wołowinę do UE.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Komisja Europejska do tej pory informowała o 99 tys. ton wołowiny z Mercosuru, podkreślając, że jej wprowadzanie na unijny rynek będzie odbywać się stopniowo przez 6 lat. Bruksela przedstawiała te wolumeny jako niewielkie, niezagrażające o wiele większej europejskiej produkcji. Miało to uspokoić rolników. Jak się okazuje, to była połowa prawdy.
Prawdziwe uderzenie i szok cenowy nastąpi już od 1 maja, gdy wdrożona zostanie część handlowa umowy. Chodzi o tzw. wołowinę wysokiej jakości (High Quality Beef), czyli "kwotę Hilton", która wynosi około 58 tys. ton (najwięcej z Argentyny i Brazylii).
Umowa z Mercosurem przewiduje natychmiastowe zniesienie cła na tę kwotę do 0 proc. w momencie wejścia w życie umowy. To oznacza, że mięso premium, które do tej pory było obciążone 20-procentowym cłem, z dnia na dzień stanie się o 1/5 tańsze w imporcie. Stanowi to bezpośrednią konkurencję dla najlepszych produktów z Polski, Francji czy Irlandii.
Jacek Zarzecki z Platformy Zrównoważonej Wołowiny w rozmowie z RMF FM obnaża tę strategię Brukseli. Komisja Europejska omijała ten temat skrzętnie, próbując bagatelizować problem. To nam kompletnie umknęło w dyskusji o Mercosurze. Wszyscy skupili się na tych 99 tysiącach ton wołowiny i niższym cle. Tymczasem kwota Hilton od razu zwiększy presję na cenę poprzez obniżenie stawki celnej do zera na ok. 50 tysięcy ton wołowiny - mówi.
Polscy producenci wołowiny, którzy sprzedają prawie całe swoje mięso do Niemiec czy Włoch, mogą ponieść straty - zmuszeni do obniżki cen, żeby ich towar nie został wypchnięty ze sklepowych półek przez tanią konkurencję zza oceanu.
Kolejnym skandalem jest rezygnacja Brukseli z zarządzania systemem kwot. W standardowych umowach handlowych to Unia Europejska decyduje, komu daje pozwolenie na import. W umowie z Mercosurem zamiast umożliwienia unijnym importerom decydowania, od kogo kupują mięso, stery oddano krajom Ameryki Południowej. Uległość Brukseli wobec bloku z południowej Ameryki pokazuje ten pomysł oddania w ręce krajów Mercosur limitów eksportowych i ich rozdzielanie - mówi RMF FM Jacek Zarzecki.
Sprawę nagłośnił ostatnio belgijski eurodeputowany Benoit Cassart, który wysłał list do KE, stwierdzając, że "niezbędne jest, aby nowe kontyngenty taryfowe były zarządzane w całości i wyłącznie przez Unię Europejską". Apelował "w razie braku takiego rozwiązania, o klauzulę rewizyjną w krótkim terminie".
Sprawę szczegółowo opisał też francuski dziennik "Le Point", który ujawnił, że wszystko odbyło się po cichu. Gazeta twierdzi, że dokument, który całkowicie zmienił zasady importu mięsa z Mercosur, przyjęto 22 kwietnia 2026 r. (a więc na kilka dni przed wejściem w życie umowy z Mercosur), nie informując o tym opinii publicznej.
Zamiast wolnej konkurencji, stworzono system, w którym Brazylia będzie mogła przydzielić większość kwot swojej gigantycznej firmie - JBS, która może przejąć kontrolę nad niemal całym importem do UE, ustalając dowolne ceny. Zarzecki także nie pozostawia suchej nitki na Komisji Europejskiej i jej decyzji. To spowoduje, że to kraje Mercosur będą decydowały, jaka firma i ile tysięcy ton wołowiny sprzeda do UE, a nie europejscy importerzy - mówi. To trochę tak, jakbyśmy chcieli kupić samochód, a dealer z salonu decydowałby, jaki model i kolor nam się bardziej podoba - wyjaśnia.
Eurodeputowany Benoit Cassart zastanawia się, czy mamy do czynienia ze skrajną naiwnością, czy cynizmem ze strony urzędników KE.
Zdaniem Zarzeckiego "to pokazuje, jak bardzo KE zależy na wejściu w życie tej umowy". I dodaje, że Polska powinna wyciągnąć z niej wnioski, gdy będzie decydowała się kwestia umowy z Australią, czy za chwilę z Meksykiem, gdzie zagrożony będzie europejski sektor miodu.


