Czy Wołodymyr Zełenski powinien przyjechać do Polski na konferencję dotyczącą odbudowy Ukrainy? O to pytaliśmy Radosława Fogla z PiS w Popołudniowej rozmowie w RMF FM. "Myślę, że jest to absolutnie wtórne w sytuacji tego, co się dzieje: najpierw braku reakcji na polskie oburzenie po decyzji o nazwaniu ukraińskiej jednostki imieniem 'Bohaterów UPA', a teraz braku jakiejkolwiek refleksji" - powiedział polityk PiS. "Nie ma sensu wdawać się w pyskówki z Ukrainą" - dodał nasz gość.
Konferencja Odbudowy Ukrainy w Gdańsku, czyli Ukraine Recovery Conference ma się rozpocząć w czwartek, 25 czerwca. To spotkanie przywódców państw wspierających Ukrainę, a także ministrów, inwestorów i przedstawicieli firm zainteresowanych inwestowaniem w odbudowę kraju, który 24 lutego 2022 roku stał się ofiarą pełnoskalowej, zbrojnej inwazji Rosji.
Wirtualna Polska poinformowała, że prezydent Karol Nawrocki nie otrzymał zaproszenia na Konferencję. Pytaliśmy o to w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Radosława Fogla z Prawa i Sprawiedliwości.
Nie chcę wygłaszać sądów, nie do końca mając wiedzę, ponieważ istnieje możliwość – biorąc pod uwagę wcześniejsze takie konferencje, np. tę w Rzymie czy Londynie – że one odbywały się na poziomie tylko rządowym. Oczywiście obecność prezydenta Zełenskiego może sugerować poziom prezydencki i wtedy istnieje możliwość, że było to działanie z premedytacją, które miało jakoś tam w prezydenta Nawrockiego uderzyć, ale nie mam pewności. Czekam na wiadomość z kancelarii prezydenta - powiedział Radosław Fogiel.
Mieliśmy już kiedyś do czynienia z czymś takim, że strona rządowa próbowała sugerować, że Karol Nawrocki został upokorzony, bo gdzieś się nie pojawi, czy nie dostał zaproszenia - w sytuacji, gdzie tego zaproszenia w ogóle nigdy miało nie być, bo to nie była ranga prezydencka - tłumaczył gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM.
Czy Wołodymyr Zełenski powinien przyjechać na konferencję do Polski? O to również pytaliśmy polityka Prawa i Sprawiedliwości.
Myślę, że jest to absolutnie wtórne w sytuacji tego, co się dzieje: najpierw braku reakcji na polskie oburzenie po decyzji o nazwaniu ukraińskiej jednostki imieniem "Bohaterów UPA", a teraz braku jakiejkolwiek refleksji. Wołodymyr Zełenski zachowuje się w ostatnich dniach dość dziwnie. Moim zdaniem dostał dar od losu i prezydenta Nawrockiego - prawie dwa tygodnie między opinią kapituły a decyzją prezydenta (o odebraniu mu Orderu Orła Białego - przyp. red.). (...) Nie ma sensu wdawać się w pyskówki z Ukrainą - powiedział Radosław Fogiel, dodając, że "nie zmienia się polski interes, a jest taki, aby Rosja nie wygrała wojny".
Rzecznik pana prezydenta pisał, że była próba ustalenia jakiegoś kontaktu między prezydentami i prezydent Zełenski się wycofał. Czyli wygląda to, że było to rozgrywane "na zimno" - po to, żeby uderzyć w Polskę, albo po to, żeby tę relację zepsuć - stwierdził Fogiel.
Uważam, że należy patrzeć na polski interes. Bez wątpienia. Mówił o tym zresztą prezydent Nawrocki w tym mini orędziu informującym o odebraniu orderu. Nie zmienia się podstawowy polski interes, to znaczy, żeby Rosja nie wygrała. W związku z tym nie zmienia się nasza strategia bezpieczeństwa - powtórzył gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM, dodając, że nie powinno się osłabiać możliwości bojowych Ukrainy.
Za chwilę będziemy mieć w ręce bardzo mocne karty. Rozpoczął się formalnie proces akcesyjny Ukrainy do Unii Europejskiej, a żeby jakiś kraj został członkiem Unii Europejskiej, to wszystkie pozostałe kraje muszą się zgodzić jednomyślnie. Jeżeli będziemy mieli rząd, który będzie potrafił asertywnie tą kartą grać, to naprawdę bez osłabiania możliwości bojowych Ukrainy - co byłoby sprzeczne z polskim interesem, gdyby Rosjanie mieli wygrać - możemy naprawdę prowadzić twardą politykę - powiedział poseł PiS.
Zdaniem Radosława Fogla Ukraina może eskalować konflikt z Polską z wielu powodów. Może być to próba przekierowania uwagi opinii publicznej ze skandali z Jermakiem, ale to też może być coś większego. To może być kwestia tego, że prezydent Zełenski już dzisiaj widzi, że nie uda mu się uzyskać jakichś bardzo korzystnych warunków po zakończeniu konfliktu - powiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Ze strony Zełenskiego może być to kwestia uzysku politycznego, chęci skupienia wokół siebie środowisk nacjonalistycznych. To może być też, jeśli chodzi o kwestie wewnętrzne, próba odwrócenia uwagi od skandali korupcyjnych - dodał.
"W poniedziałek wszczęte zostały dwa śledztwa w sprawie Szpitala Południowego. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego" - poinformował dzisiaj rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba. W Szpitalu Południowym trwają kontrole prowadzone przez stołeczny ratusz i Narodowy Fundusz Zdrowia. Sprawę opisywanych w lecznicy nieprawidłowości bada prokuratura. Toczy się też postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej. Prezydent Warszawy odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala. Zapowiedział też odpolitycznienie rad innych miejskich spółek.
To pokłosie publikacji Zero.pl, który opisał sprawę lekarza Dawida Kacprzyka, który - jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus - miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki w tzw. saloniku VIP, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Radosława Fogla pytaliśmy, czy szef MSWiA Marcin Kierwiński powinien zostać odwołany za aferę salonikową?
Chcąc być sprawiedliwym wobec pana ministra Kierwińskiego, uważam, że nie powinien być sam, a co najmniej z prezydentem Rafałem Trzaskowskim (...). Pracujemy nad tym, żeby stanowić dla tych wyborców, którzy dzisiaj są niezdecydowani, wiarygodną alternatywę - powiedział polityk PiS.
Gospodarz Popołudniowej rozmowy w RMF FM Grzegorz Sroczyński pytał Radosława Fogla także o radnego PiS - dyrektora szpitala w Garwolinie. Krzysztof Orzechowski - wbrew ustawie, która ogranicza wysokość jego wynagrodzenia do 35 tys. złotych - chciał zarobić więcej tam i jeszcze w innym miejscu, a wyszło z tego milion złotych.
Tak, rzeczywiście, postać doktora Orzechowskiego jest wyciągana przez część polityków Platformy jako jakieś usprawiedliwienie tego... Afera warszawska, zarobki tego młodego człowieka - to jest mały pikuś. Clou sprawy jest takie, że to jest afera, w której w mieście zarządzanym przez prezydenta z Platformy, w jego szpitalu, gdzie szefową była wiceminister zdrowia u Bartosza Arłukowicza, młody radny Platformy zorganizował system, w którym "platformersi" omijali zwykłych ludzi w kolejkach. To jest główny problem - powiedział Radosław Fogiel.


