"Prezydent Karol Nawrocki nie otrzymał zaproszenia na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy, która w tym tygodniu odbędzie się w Gdańsku. Prezydent nie został zaproszony, więc nie wybiera się na imprezę" - oświadczył w poniedziałek prezydencki minister Marcin Przydacz.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
W poniedziałek podczas briefingu prasowego szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP był pytany o ewentualny udział Karola Nawrockiego w wydarzeniu Ukraine Recovery Conference - spotkaniu przywódców państw wspierających Ukrainę, a także ministrów, inwestorów i przedstawicieli firm zainteresowanych inwestowaniem w odbudowę Ukrainy, które odbędzie się w czwartek i piątek w Gdańsku.
Marcin Przydacz podkreślił, że Karol Nawrocki nie otrzymał zaproszenia na konferencję w Gdańsku. Dodał, że według jego wiedzy na wydarzenie zaproszenia do partnerów zagranicznych wspólnie wystosowywali premier Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Prezydent nie został zaproszony. (...) Nie wybiera się na imprezę, na którą nie został zaproszony przez pana premiera Donalda Tuska. Nie wybiera się też żaden z podległych mu urzędników z uwagi na brak zaproszeń - przekazał Przydacz.
W tle konferencji w Gdańsku jest odebranie prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Karola Nawrockiego. Jest to pokłosie nadania przez ukraińskiego przywódcę imienia "Bohaterów UPA" jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy.
Rzecznik rządu Adam Szłapka został zapytany przez PAP o to, z czego wynika niewystosowanie zaproszenia dla prezydenta. Z formuły wydarzenia (...) Pałac Prezydencki nie wykazywał też żadnego zainteresowania udziałem w Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy - odpowiedział Szłapka.
Z kolei doradca prezydenta Ukrainy ds. komunikacji Dmytro Łytwyn, komentując na prośbę PAP brak zaproszenia dla Karola Nawrockiego, napisał:
Zdaniem Marcina Przydacza, w poprzednich edycjach konferencja miała charakter "zbierania pieniędzy dla Ukrainy". Szef BPM wyraził nadzieję, że podczas tegorocznego wydarzenia Tusk skoncentruje się na "interesie Polski, aniżeli tylko na zbieraniu pieniędzy dla Wołodymyra Zełenskiego".
Według Przydacza, Zełenski szuka "metody jak odwrócić uwagę od problemów korupcyjnych (w Ukrainie)", poprzez m.in. "wywoływanie sporów natury historycznej".
Prezydencki minister był też pytany, jak prezydent Nawrocki i KPRP reagują na oskarżenia Wołodymyra Zełenskiego o prorosyjskość. Przydacz podkreślił, że "Polska została bardzo mocno doświadczona na skutek polityki rosyjskiej i to na przestrzeni ostatnich setek lat". Wymienił w tym kontekście okupację sowiecką i komunizm dodając, że nikogo z nas nie trzeba przekonywać do tego, że Rosja jest dzisiaj zagrożeniem dla Polski i dla Ukrainy.
Ukraina dzisiaj bije się o swoją własną suwerenność, o swoją własną niepodległość. Otrzymała wiele wsparcia z Polski, i politycznego, i finansowego, i zbrojnego, i takiego ludzkiego, społecznego. Wydaje mi się, że dzisiejsze komentarze ze strony najwyższych przedstawicieli władz Ukrainy są wyrazem po prostu daleko idącej niewdzięczności dla Polski, dla Polaków. Są obraźliwe dla Polski i Polaków - powiedział prezydencki minister.
Zdaniem Przydacza strona ukraińska liczy na to, że "zamknie usta Polakom, zarzucając im rzekomą prorosyjskość". Ocenił, że "próba zarzucania prorosyjskości jest po prostu bezczelnością" w momencie, gdy Polska prowadzi politykę nakierowaną "na polskie bezpieczeństwo, na europejskie bezpieczeństwo i także na wsparcie (...) Ukrainy".
Minister wyraził też nadzieję, że w przyszłości uda się polsko-ukraińskie relacje budować w oparciu o "nieco inne komentarze, słowa i być może o nieco inne wartości". - Jeśli ktoś chce być częścią Zjednoczonej Europy, to ja na miejscu ukraińskich polityków raczej zabiegałbym o sympatię Polski i Polaków, polskiego społeczeństwa, a nie ich obrażał - dodał prezydencki minister.
Przydacz skrytykował też "część polskiego establishmentu liberalno-lewicowego", który jego zdaniem "jak tylko można zaatakować swoje własne państwo i swojego własnego prezydenta, niestety zawsze to robią".
Wcześniej w ciągu dnia Przydacz przekazał, że strona ukraińska wycofała się z ustalonego spotkania w Warszawie obu prezydentów, proponując kolejną "odległą datę". Ocenił, że strona ukraińska "nie była zainteresowana realną dyskusją z polskim prezydentem".
Potwierdził, że w ostatnich tygodniach toczyły się polsko-ukraińskie rozmowy dyplomatyczne.
Niestety, ze strony ukraińskiej nie było żadnej gotowości do zmiany tego podejścia w sprawie nazewnictwa OUN-UPA, a jednocześnie była gra na czas, było cały czas zwlekanie i ciągła zmiana decyzji - powiedział.


