"Prawda jest taka, że mamy zgniłą moralnie strukturę, którą jest warszawska Koalicja Obywatelska" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Adrian Zandberg. Poseł Partii Razem nie ma wątpliwości - winę za sytuację w Warszawskim Szpitalu Południowym ponosi główna partia rządząca, a w szczególności Marcin Kierwiński, który - zdaniem rozmówcy Magdy Sakowskiej - faktycznie rządzi stolicą.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Z doniesień medialnych wynika, że 28-letni lekarz Dawid Kacprzyk, który był koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym, a także radnym warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, a na prowadzonym przez niego oddziale politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki.
Mężczyzna w poniedziałek zrezygnował z członkostwa w KO, a w czwartek z mandatu radnego dzielnicy Ursus; zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował z kolei, że odwołany został cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego.
Sprawa lekarza-milionera i nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym wywołała oburzenie wśród opinii publicznej. Głos w tej sprawie zabrał też Adrian Zandberg, który w Popołudniowej rozmowie w RMF FM zaatakował Koalicję Obywatelską, a zwłaszcza warszawską strukturę KO i jej przewodniczącego Marcina Kierwińskiego.
Mamy do czynienia z sytuacją taką, w której KO rządzi Warszawą. (...) Coś zgniłego się stało, jeżeli nagle w jednostce publicznej został stworzony tak naprawdę osobny podszpital dla tych, którzy mają układy, którzy są z partii rządzącej - mówił poseł Partii Razem. Kto to zrobił? Zrobiła to partia, która rządzi w Polsce, rządzi w Warszawie. Tego nie zrobiła koalicja krasnoludków - grzmiał.
Polityk nie gryzł się w język, mówiąc o warszawskiej strukturze KO. Prawda jest taka, że mamy zgniłą moralnie strukturę, którą jest warszawska KO. Dla mnie jest coś bardzo dziwnego w tym, że jak w Krakowie Aleksander Miszalski przegrał referendum, to za karę Donald Tusk rozwiązał strukturę KO w Krakowie. Jak tutaj coś gnije i śmierdzi, to pan Kierwiński nie jest zagrożony - zauważył. Najwyraźniej pan Kierwiński jest bliżej serca pana premiera Tuska - dodał z przekąsem.
Rozmówca Magdy Sakowskiej stwierdził, że to nie Rafał Trzaskowski rządzi Warszawą. Trzaskowski jest uśmiechniętą twarzą, którą się pokazuje do mediów, ale realnie władzę w Warszawie ma Marcin Kierwiński - powiedział. To pan Kierwiński realnie trzyma tutaj władzę - podkreślił, dodając, że to właśnie szef MSWiA ponosi odpowiedzialność "za zgniliznę, jaką zobaczyliśmy w Warszawskim Szpitalu Południowym".
W odpowiedzi na sytuację w warszawskiej lecznicy, Adrian Zandberg przypomniał postulaty Partii Razem w sprawie systemu ochrony zdrowia. Jeden z nich dotyczy systemu kontraktowego, który - zdaniem polityka - jest "patologią".
Lekarz powinien pracować na umowie o pracę, w konkretnym szpitalu, w konkretnych godzinach i być w tym szpitalu dla pacjentów, a nie tylko na karcie, na której wypełnia, że był, chociaż go nie było. To, że ten system cały czas tak działa, (...) to jest odpowiedzialność ludzi, którzy rządzą i od trzech lat nic z tym nie zrobili - powiedział. Zaznaczył, że jednak jest za tym, by lekarze zarabiali porządne pieniądze.
Druga sprawa: lekarz wybiera - albo pracujesz w publicznym, albo w prywatnym zakładzie pracy. Nie może być tak jak dzisiaj, że dobrą opinię większości uczciwie pracujących lekarzy niszczy grupa, która używa publicznych szpitali do tego, żeby wysyłać stamtąd pacjentów do swoich prywatnych klinik albo wstawia ich do kolejki do operacji dopiero wtedy, jak wcześniej zapłacą wystarczająco dużo w prywatnej praktyce - mówił.
Polityk przy okazji zaatakował minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę. Przypomniał, że głosował za wotum nieufności wobec niej. Uważam, że nie dowiozła - mówił. Dodał, że nie dziwi go, iż szefowa resortu zdrowia nie zabiera głosu w sprawie nieprawidłowości w warszawskiej lecznicy. Nie odzywa się w ogóle w sprawie ochrony zdrowia - stwierdził.
W Popołudniowej rozmowie w RMF FM poruszono też wątek próby uchylenia immunitetu Sławomirowi Mentzenowi. Przypomnijmy, jeden z liderów Konfederacji podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości odpalił racę, ale finalnie immunitetu mu nie uchylono - zabrakło do tego czterech głosów, m.in. Partii Razem.
Niestety, ekipa rządząca chciała panu Mentzenowi zrobić prezent, robiąc z niego męczennika za głupotę. Tysiące ludzi odpalają te race, ale wzięli tego jednego i tak się dziwnie składa, że pana Mentzena - mówił Adrian Zandberg.
Pan Mentzen oczywiście by nie zbiedniał od tego, jakby dostał ten wyrok, tyle tylko, że przez tygodnie by nas wszystkich zamęczał, jak go państwo prześladuje. (...) Żeśmy panu Mentzenowi nie dali tej przyjemności - dodał współprzewodniczący Partii Razem.
We wtorek grupa członków nieformalnej inicjatywy Ruch Obrony Granic chciała umieścić krzyż przy znajdującym się w centrum Berlina tymczasowym pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej i okupacji niemieckiej. W związku z tym niemiecka policja zatrzymała m.in. Roberta Bąkiewicza.
W obronie polityka stanęło m.in. Prawo i Sprawiedliwość, czego Adrian Zandberg absolutnie nie rozumie. Patrzę z niedowierzaniem na PiS, który pakuje się w tę krucjatę w obronie pana Bąkiewicza. W chwili, kiedy miliony ludzi patrzą wkurzone na to, co obecna władza wyprawia w ochronie zdrowia, to oni zachowują się jakby chcieli odwrócić od tego uwagę, zajmując się jakimiś eskapadami pana Bąkiewicza - mówił polityk Partii Razem.
Dla mnie priorytetem jest to, żeby rozliczyć tych, którzy są winni złego działania publicznej ochrony zdrowia, a nie rozmawianie o wycieczkach politycznych pana Bąkiewicza - dodał.


