"Sukcesy mnie uzależniają. Medal olimpijski nie sprawił, że poczułam się chociaż trochę spełniona" - przyznaje Klaudia Zwolińska. Srebro zdobyte w Paryżu spowodowało, że o kajakarce górskiej usłyszał cały kraj. W ubiegłym roku w mistrzostwach świata w Penrith w Australii znów napisała historię, zdobywając dwa złote i jeden brązowy krążek. Nowy Rok rozpoczęła, zostając najlepszym polskim sportowcem. Co jeszcze przyniesie jej 2026 r.? Klaudia Zwolińska opowiada o tym w rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem z redakcji sportowej RMF FM.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.
Klaudia Zwolińska sprawiła nie lada niespodziankę, zostając najlepszym polskim sportowcem mijającego roku w plebiscycie "Przeglądu Sportowego". Jak mówi w RMF FM, wykonała sporo pracy, żeby wypromować swój sukces z mistrzostw świata w mediach społecznościowych i dać sobie szansę na pierwszą "trójkę". Zwycięstwa się nie spodziewała. Jestem przekonana, że jakbym przywiozła dwa medale, albo jeden z mistrzostw świata - nie udałoby się. Nie byłoby szans - przyznaje.
Zapytana o to, co polubili w niej ludzie - oprócz rewelacyjnych wyników - Klaudia Zwolińska odpowiada: Bliskość z kibicami (...) w niszowych dyscyplinach musimy wypracować wszystko od zera. Jesteśmy nastawieni na pracę z ludźmi, mediami. Jestem na to bardzo otwarta - odnajduję się w tym, jestem "gadułą" (...) więc tak, kontaktowość.
Ważne było też wsparcie społeczności kajakowej. "Kampania" w social mediach, jak mówi Zwolińska, dała kolejny sukces.
Popularność Zwolińskiej rośnie - zaczynają pojawiać się coraz ciekawsze propozycje. Już nie tylko ze świata sportu, ale i showbiznesu. W popularnym telewizyjnym show "Tańcu z Gwiazdami" Klaudię Zwolińską widzi... wioślarka Katarzyna Zillmann, uczestniczka ostatniej edycji, która po plebiscycie na najlepszego sportowca namawiała ją do występu.
Kaśka naprawdę ładnie wystąpiła, a ja myślałam, że ona będzie sztywna, jak na wioślarkę przystało. Więc jakbym wystąpiła, to musiałabym godnie reprezentować slalom - przyznaje wicemistrzyni olimpijska.
W tym roku z "Tańca z Gwiazdami" telefonu co prawda nie było, ale jeśli pojawi się przed kolejną edycją - odpowiedź Klaudii Zwolińskiej jest krótka: Idę w to! W ciemno.
O ile - jak dodaje - uczestnictwo nie będzie oznaczało, że na kilka miesięcy musiałaby zawiesić treningi kajakowe.
Penrith, czyli prawie 200-tysięczna miejscowość w okolicach Sydney w Australii, Klaudii Zwolińskiej może kojarzyć się tylko dobrze. Właśnie tu w ubiegłym roku zdobyła dwa złote i brązowy medal Mistrzostw Świata. Lecieć aż do Australii na zgrupowanie jednak jej się nie chciało, bo to daleko. A podróżowanie z kajakiem, jak się okazuje, nie jest łatwe.
Proszę mi uwierzyć. To jest logistyczny dramat. Jeżeli chodzi o poziom stresu na lotnisku - jest maksymalny. Nie chcą nam brać kajaków, po prostu zawsze jest problem. Przed wylotem w styczniu miałam sytuację w Abu Zabi, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, kiedy leciałam do Australii. Miałam zapłacone bilety za mnie i za kajaki. Miałam dwa kajaki, a za każdy płaci się jak za osobę! Proszę sobie wyobrazić, jaka to jest kwota. I po prostu odmówiono nam zabrania kajaków. Nie polecieliśmy, bilety przepadły. Nie można było się odwołać, bo usłyszeliśmy, że kajaki nie zmieszczą się na lotnisku. Mimo że już latałam z tego lotniska. Po prostu: "nie" - opowiada zawodniczka.
Ostatecznie do Australii udało się dotrzeć. Na miejscu nasza kajakarka górska trenowała ponad miesiąc, wspierana przez lokalną Polonię.
Jak w domu się człowiek czuje. Dostawa gołąbków i pierogów regularna - podkreśla mistrzyni.
O ile z wylotem Klaudia Zwolińska nie miała lekko, o tyle z powrotem - miała szczęście. Jak mówi w RMF FM, zdążyła wrócić z przesiadką na Bliskim Wschodnie na 2 dni przed wybuchem konfliktu na linii: Iran-USA/Izrael.
Niestety, bardzo możliwe, że kłopoty jej nie ominą. W połowie marca wraz z resztą reprezentacji Polski Zwolińska wylatuje do Stanów Zjednoczonych, do Oklahoma City. Jedyne linie, które wpuszczają na pokład kajaki, latają... wyłącznie z przesiadkami w Dubaju lub Abu-Zabi.
W Oklahoma City, zakładając, że szczęśliwie uda się tam dotrzeć, Klaudia Zwolińska chce zapoznać się z torem, na którym w lipcu powalczy o kolejne medale mistrzostw świata. Co więcej - będzie to tor olimpijski - zawody w kajakarstwie górskim na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles nie będą odbywać się w Kalifornii, a właśnie w centrum USA.
Klaudia Zwolińska wystąpi w roli faworytki. Jak mówi w rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem, już się do niej przyzwyczaiła.
Tak wygląda moja rzeczywistość już od kilku lat. Nawet sobie wkręcałam, że jestem faworytką, jak nie byłam! (...) Lubię uczucie, kiedy mam tę pewność siebie, wzmacniają mnie wyniki sportowe. To dodaje mi skrzydeł - zapewnia sportsmenka.
I mimo tego, że w sporcie osiągnęła już naprawdę wiele, nie zamierza się zatrzymywać.
Jestem nakręcona. Sukcesy mnie uzależniają. Medal olimpijski nie sprawił, że poczułam się chociaż trochę spełniona (...). Napędza mnie każdy sukces, więc braku motywacji - nie ma. A poza tym, rosną moje możliwości, które wykorzystuje i zyskuje na tym cała moja dyscyplina. Jestem na takiej fali - jak tsunami. I ona po prostu leci. Może poziom tej energii mi spadnie, ale na pewno nie teraz - obiecuje Klaudia Zwolińska.
Mistrzostwa świata w Oklahoma City odbędą się w lipcu. Dla kajakarzy górskich to główna impreza sezonu.


