Nagranie niezwykle groźnie wyglądającego wypadku w Tatrach pojawiło się niedawno w mediach społecznościowych. Widać na nim, jak człowiek spada stromym, ośnieżonym zboczem, koziołkując. Autorem nagrania jest Leszek Piszczyk.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak napisał na swoim Facebooku mężczyzna, mrożącą krew w żyłach scenę zarejestrował w czasie sobotniej wspinaczki na Rysy - najwyższy szczyt polskich Tatr.

Na wideo widać, jak człowiek spada stromym, ośnieżonym zboczem, koziołkując.

"Chłopak przy wejściu do rysy źle postawił nogę. Stracił równowagę, wypadł mu czekan i z ogromną prędkością zjechał całą rysą w dół. Nie miał już jak się zatrzymać" - napisał Piszczyk.

Autor nagrania poinformował, że zszedł do poszkodowanego. Ten wyglądał, jakby nic poważnego mu się nie stało. Uskarżał się jedynie na ból małego palca. Mężczyzna został przebadany przez współtowarzysza wycieczki, który był lekarzem.

Ostatecznie miał zejść o własnych siłach.

Leszek Piszczyk powiedział w rozmowie z internetowym Radiem RMF24, że na żywo wypadek wyglądał o wiele gorzej, niż na filmie. Reakcją świadków był spokój i próba pomocy. Część ludzi, widząc, co się stało, wycofała się ze wspinaczki na szczyt.

To nie wszystko

To jednak nie wszystko. W tym samym czasie wydarzył się drugi wypadek, trochę niżej - opowiedział Piszczyk.

Inny chłopak miał zostać uderzony bryłą lodu, po czym stracił równowagę i wypuścił z rąk czekan. Spadał krócej, niż wspomniany wcześniej mężczyzna, ale za to dużo mocniej się poobijał, szczególnie na twarzy.

Pomógł mu m.in. obecny na miejscu przewodnik. Ranny został sprowadzony do Morskiego Oka i przekazany ratownikom TOPR.

Czekan jest najważniejszy, nie możemy wypuścić go z rąk - tłumaczy w rozmowie z Radiem RMF24 Leszek Piszczyk. W jego ocenie obu poszkodowanym zabrakło górskiego doświadczenia.

"Jak już nabierzemy dużej prędkości, to już nic nie jesteśmy raczej w stanie zrobić"

Nagranie ze stromego zbocza Rysów pokazujące turystę spadającego po śniegu przypomina, jak niebezpieczne potrafią być zimowe warunki w Tatrach - nawet przy pozornie dobrej pogodzie. Ratownik górski Jarosław Botor podkreśla w rozmowie z Radiem RMF24, że w takim terenie wystarczy chwila utraty równowagi, by w kilka sekund nabrać prędkości, której nie da się już wyhamować.

Ekspert zaznacza, że kluczowe są odpowiednie przygotowanie, umiejętność używania raków i czekana oraz realistyczna ocena warunków, bo rosnąca liczba turystów w górach przekłada się także na większą liczbę wypadków.

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.