Norylsk to jedno z najbardziej niezwykłych, a zarazem przerażających miast na świecie. Położone na północy Syberii, w Kraju Krasnojarskim, zaledwie 300 kilometrów od Oceanu Arktycznego, jest jednym z najdalej wysuniętych na północ dużych miast globu. Od Moskwy dzieli je ponad 2 tysiące kilometrów, a od reszty świata – nieprzebyta tundra, śnieżne burze i… zakaz wstępu dla obcokrajowców.

  • Norylsk to miasto w Rosji, założone na początku XX wieku, znane głównie dzięki ogromnym złożom niklu, miedzi, kobaltu i platyny odkrytym w latach 30.
  • To miejsce jest praktycznie niedostępne - nie ma dróg lądowych, a dostęp mają tylko wybrane osoby z zezwoleniem, co czyni je miastem zamkniętym.
  • Warunki życia są ekstremalne - mroźne zimy, długie noce polarne i ciągły smog sprawiają, że średnia długość życia jest znacznie niższa niż w reszcie Rosji.
  • Mimo trudności, mieszkańcy pozostają tam głównie ze względu na pracę.
  • Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak informuje National Geographic, Norylsk liczy około 180 tysięcy mieszkańców i powstał na początku XX wieku jako osada badawcza. Jednak jego prawdziwa historia zaczęła się w latach 30., kiedy sowiecka władza odkryła tu gigantyczne złoża niklu, miedzi, kobaltu i platyny. To właśnie te bogactwa naturalne stały się przekleństwem Norylska.

Wyspa w morzu tundry

Dla większości Rosjan Norylsk jest miejscem niemal mitycznym - zamkniętym, niedostępnym, otoczonym aurą tajemnicy. Do miasta nie prowadzą żadne drogi lądowe. Jedyna trasa wiedzie do oddalonej o 100 kilometrów Dudinki, portu nad Jenisejem i lotniska. Kolej? Owszem, ale wyłącznie towarowa. Dla zwykłego śmiertelnika pozostaje tylko samolot - i to pod warunkiem uzyskania specjalnego zezwolenia od Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Norylsk funkcjonuje bowiem jako miasto zamknięte.

Jak podkreśla National Geographic, w latach 90. XX wieku organizowano tu wycieczki turystyczne, ale dziś dostęp mają jedynie wybrani. Głównie pracownicy z krajów byłego ZSRR - Kazachstanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu - oraz nieliczni Rosjanie. Dla reszty świat Norylsk pozostaje białą plamą na mapie.

Przemysłowy kolos i jego ciemna strona

Dlaczego rosyjskie władze tak skrupulatnie strzegą tego miejsca? Odpowiedź jest prosta: przemysł. Norylsk to serce rosyjskiego górnictwa i hutnictwa metali nieżelaznych. Kombinat Nornikiel - największy na świecie zakład wytopu metali ciężkich - każdego roku produkuje pół miliona ton niklu i tyle samo miedzi. To tutaj, jak podaje National Geographic, powstaje aż 2 poc. rosyjskiego PKB.

Ale cena tego sukcesu jest ogromna. Z kominów fabryk nieustannie wydobywa się gęsty, toksyczny dym. Roczna emisja dwutlenku siarki sięga 2 milionów ton. Norylsk odpowiada za 1 proc. całkowitej światowej emisji dwutlenku węgla - to szokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mowa o jednym, odizolowanym mieście.

Życie w smogu i mrozie

Panorama Norylska jest przygnębiająca. Szare, socjalistyczne blokowiska, opuszczone ruiny, labirynty rur ciągnące się nad ziemią - wszystko to tonie w wiecznym półmroku i smogu. Widoczność bywa tu ograniczona do zaledwie 15 metrów, a powietrze ma metaliczny posmak i ostry zapach siarki. Jak podaje National Geographic, śnieg, który pada przez 270 dni w roku, często przybiera czarną barwę.

Zima trwa tu niemal cały rok. Temperatury spadają do minus 40, a rekordowo nawet do minus 53,1 stopnia Celsjusza. Przez 44 dni nie wschodzi słońce - to czas nocy polarnej, kiedy miasto pogrąża się w całkowitym mroku. Lato? To zaledwie kilka tygodni z temperaturami nieprzekraczającymi kilkunastu stopni.

Zdrowie za cenę pracy

Jak żyje się w takich warunkach? Statystyki są bezlitosne. Średnia długość życia mieszkańców Norylska jest o 10 lat krótsza niż w reszcie Rosji. To tu notuje się najwięcej zachorowań na nowotwory i choroby układu oddechowego. Według danych Federalnej Służby Statystyki Państwowej, Norylsk to najbardziej zanieczyszczone miasto w Rosji.

Dlaczego więc ludzie tu zostają? Odpowiedź jest prozaiczna - praca. Bezrobocie jest tu niskie, a zarobki wyższe niż w innych częściach kraju. Około 75 proc. mieszkańców pracuje w przemyśle górniczo-hutniczym. Jednak niemal wszystkie firmy należą do jednego giganta - Nornikielu. Zwolnienie z pracy oznacza często konieczność wyjazdu z miasta, bo alternatyw po prostu nie ma.

Miasto zbudowane na ludzkim cierpieniu

Historia Norylska to także historia niewyobrażalnego cierpienia. W latach 30. XX wieku, gdy rozpoczęła się masowa eksploatacja złóż, do miasta zaczęto zwozić więźniów politycznych i kryminalnych. To oni - w nieludzkich warunkach, bez odzieży ochronnej, często gołymi rękami - budowali domy, drogi i fabryki. Według oficjalnych danych w łagrach Norylska zginęło pół miliona ludzi, choć rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa.

Do dziś na tzw. Norylskiej Golgocie stoją pomniki upamiętniające Rosjan, Żydów, Polaków i przedstawicieli innych narodów, którzy oddali życie w tym arktycznym piekle. Jeden z nich - tory wyłożone krzyżami prowadzącymi do nieba - poświęcony jest polskim ofiarom.

Dla Europejczyków Norylsk to miejsce niemal nierealne - miasto, w którym życie toczy się w rytmie fabrycznych syren, a codziennością są toksyczne chmury, wieczna zmarzlina i wszechobecna szarość. Mimo to, jak zauważa National Geographic, mieszkańcy starają się uczynić swoje życie bardziej znośnym. Każdego lata organizują społeczne akcje sprzątania, malują ławki, czyszczą tynki. Jednak to tylko raczej kropla w morzu potrzeb.