Do sądu trafił akt oskarżenia ws. ubiegłorocznej tragedii w Łebieńskiej Hucie na Pomorzu. Marcin R. wjechał tam samochodem w grupę chłopców wracających z boiska. Był pod wpływem alkoholu i narkotyków. W wypadku zginął 10-latek, a trzej chłopcy zostali ranni.

34-letni Marcin R. odpowie za 4 przestępstwa - m.in. spowodowania po pijanemu i pod wpływem substancji psychotropowej wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenie pomocy. Kolejne zarzuty dotyczą dwukrotnego prowadzenia samochodu mimo wcześniejszego skazania m.in. za jazdę w stanie nietrzeźwości oraz pod wpływem substancji psychotropowej. Warto podkreślić, że 34-latek nigdy nie miał prawa jazdy. 

Marcinowi R. grozi do 20 lat więzienia. Czeka na proces w areszcie. 

Jak doszło do tragedii w Łebieńskiej Hucie?

Tragiczny wypadek w Łebieńskiej Hucie miał miejsce 7 października 2025 r. po godz. 19.30 na ul. Kartuskiej. Chłopcy w wieku od 10 do 16 lat wracali z boiska do domów. Jeden szedł pieszo, a pozostali jechali na rowerach. Cała czwórka poruszała się piaszczystym poboczem drogi. 

W grupę chłopców z dużą prędkością wjechał osobowy Opel, za kierownicą którego siedział Marcin R. 

Po przejechaniu kilkunastu metrów oskarżony zatrzymał prowadzony przez siebie pojazd, z którego wyszedł i udał się w kierunku leżącego na jezdni jednego z pokrzywdzonych. Po chwili wrócił do samochodu i odjechał - relacjonuje Mariusz Duszyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. 

Na miejscu wypadku zmarł najmłodszy z chłopców - 10-latek. Pozostali - 12-latek, 13-latek i 16-latek - z poważnymi obrażeniami trafili do szpitali. Jeden z nich stracił nogę.