Wakacyjny nastrój, pakowanie walizek i... żart, który okazał się wyjątkowo kosztowny. Dwójka podróżnych zamiast na plażę trafiła w ręce straży granicznej, a ich urlopowe plany legły w gruzach. Wszystko przez niewinny – ich zdaniem – żart o bombie w bagażu na jednym z warszawskich lotnisk.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Do obu incydentów doszło podczas rutynowych pytań zadawanych przez personel naziemny. 39-letni mężczyzna wybierający się na urlop do Bułgarii oświadczył, że w jego walizce znajduje się bomba.
Kilka godzin później 73-letnia kobieta lecąca do Tunezji poszła o krok dalej i zadeklarowała, że ma w bagażu aż dwie bomby. Oboje tłumaczyli później, że to tylko żart, który miał rozluźnić atmosferę.
Niestety, służby lotniskowe nie mają poczucia humoru, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Jak przekazała mjr SG Dagmara Bielec, rzecznik prasowy Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej, w obu przypadkach natychmiast zainterweniowali pirotechnicy.
Pasażerowie zostali odizolowani od reszty podróżnych, a ich bagaże dokładnie sprawdzono. Na szczęście nie znaleziono żadnych niebezpiecznych przedmiotów.
Na tym jednak nie skończyły się konsekwencje. Zarówno 39-latek, jak i 73-latka zostali ukarani mandatami karnymi. Co więcej, decyzją przewoźników nie zostali dopuszczeni do lotu.


