Przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim rozpoczął się proces w sprawie gigantycznego oszustwa na szkodę Elektrowni Bełchatów. Zamiast innowacyjnego preparatu do odsiarczania spalin, zakład otrzymał ponad milion litrów zwykłej wody z kranu z dodatkiem niewielkiej ilości chloru i kwasu fosforowego. Straty przekraczają 21 milionów złotych.
- Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. 46-letnia prezes zarządu spółki z województwa zachodniopomorskiego i jej 56-letni mąż. Prowadząca śledztwo Prokuratura Regionalna w Łodzi zarzuciła małżonkom kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i oszustwa na szkodę należącej do PGE GiEK Elektrowni Bełchatów w kwocie ponad 21 mln zł oraz pranie brudnych pieniędzy.
Firma miała sprzedawać elektrowni płyn, który miał zapobiegać zarastaniu absorberów. Okazało się, że była to zwykła woda z chlorem, a elektrownia zapłaciła za nią prawie 15 mln zł. Łącznie zostało oskarżonych 12 osób, z czego osiem dobrowolnie poddało się karze - powiedziała przed rozpoczęciem pierwszej rozprawy prok. Beata Jońca-Pięta z Prokuratury Regionalnej w Łodzi.
W procesie, który rozpoczął się dzisiaj, sądzone są cztery osoby, które nie poddały się dobrowolnie karze. To prezes firmy i jej mąż oraz dwóch byłych pracowników elektrowni.
Prowadzący sprawę sędzia Rafał Nalepa wyłączył w całości jej jawność na wniosek obrońców. Wyjaśnił, że sprawa dotyczy obiektu o charakterze strategicznym, ważnym dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dodał, że w trakcie procesu z uwagi na treść zarzutów, nie da się uniknąć ujawnienia technicznych szczegółów funkcjonowania elektrowni będącej głównym dostawcą energii w Polsce.
W śledztwie zebrano materiał dowodowy w 118 tomach akt. Są to przede wszystkim zeznania, dokumenty źródłowe oraz specjalistyczne opinie i ekspertyzy, w tym badanie właściwości biologicznych i fizykochemicznych sprzedawanej elektrowni substancji.
Zarówno oskarżona, jak i jej mąż ukrywali się i prokuratura poszukiwała ich Europejskim Nakazem Aresztowania. Oboje zostali zatrzymani w Hiszpanii.
Według prokuratury wprowadzili oni władze elektrowni w błąd przy wykorzystaniu poświadczających nieprawdę dokumentów. Proceder trwał kilka lat. Pokrzywdzonej spółce sprzedano w sumie ponad 1 mln litrów wody kranowej z dodatkiem niewielkiej ilości chloru i kwasu fosforowego. Płyn dostarczany do elektrowni miał być innowacyjnym, biologicznym, rzekomo opatentowanym preparatem do minimalizowania wytrącania się osadów w absorberze instalacji odsiarczania spalin. Umowa z dostawcą pozbawiała kupującego możliwości przeprowadzenia własnych badań właściwości płynu.
W śledztwie ustalono także, że kobieta oskarżona o kierowanie grupą przestępczą proponując m.in. Elektrowni Bełchatów produkty chemiczne swojej firmy, czy występując na konferencjach branżowych, prezentowała się jako wysokiej klasy chemik, podając przy tym nieprawdziwe informacje, że ukończyła prestiżowy moskiewski uniwersytet. W rzeczywistości nie była ona absolwentką żadnej szkoły o profilu chemicznym, a ma wykształcenie podstawowe.
W spółce zarządzanej przez 46-latkę miało dochodzić też do fałszowania prowadzonych przez firmę zewnętrzną badań, dotyczących rzekomej skuteczności substancji sprzedawanej elektrowni. Dlatego aktem oskarżenia objęte zostały też trzy jej byłe pracownice.
Pozostali oskarżeni to byli pracownicy elektrowni, pełniący funkcje kierownicze, którym prokuratura zarzuciła wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także "podstawieni" prezesi spółek kontrolowanych przez małżonków. Usłyszeli oni zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Ich działania w procederze polegały m.in. na wystawianiu i wprowadzaniu do obrotu faktur, bez pokrycia w rzeczywistości.


