Wojna w Ukrainie weszła w nową fazę - informuje Instytut Studiów nad Wojną. Z analiz wynika, że w coraz lepszej sytuacji są siły ukraińskie, bowiem tempo rosyjskich postępów spada, straty Kremla przewyższają zdolności rekrutacyjne, a Kijów po raz pierwszy od trzech lat odzyskuje więcej terytorium niż traci. "Uważam, że najbliższe sześć do dziewięciu miesięcy będzie punktem zwrotnym" - mówi gen. Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego, jednej z najbardziej szanowanych ukraińskich jednostek.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Instytut Studiów nad Wojną (ISW), amerykański think tank z siedzibą w Waszyngtonie, pisze, że - wbrew powszechnej opinii - wojna w Ukrainie daleka jest od impasu. Siły ukraińskie wykazują się większą innowacyjnością niż Rosjanie - zarówno w zakresie technologii wojskowych, jak i ich praktycznego zastosowania, co może pomóc w przełamaniu wojny pozycyjnej.
Analitycy w najnowszym raporcie podkreślają to, o czym mówi się już od dłuższego czasu - że tempo rosyjskich postępów podczas wiosenno-letniej ofensywy gwałtownie spada, straty przewyższają zdolności rekrutacyjne, a Ukraina po raz pierwszy od 2023 roku odzyskuje więcej terytorium niż traci.
ISW zwraca uwagę, że Ukraińcy w ostatnim czasie wykorzystują sprzęt zmechanizowany w działaniach taktycznych w sposób, który jeszcze rok temu był niemożliwy. Zaznaczono jednak, że ani Rosja, ani Ukraina nie są jeszcze w stanie przeprowadzić zakrojonych na szeroką skalę manewrów operacyjnych.
Reuters też zauważa, że siły ukraińskie coraz mocniej naciskają na froncie, próbując odzyskać inicjatywę. Uważam, że najbliższe sześć do dziewięciu miesięcy będzie punktem zwrotnym - mówi w rozmowie z agencją Reutera gen. Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego, jednej z najbardziej szanowanych ukraińskich jednostek. Precyzując, myślę, że najbliższe sześć miesięcy będzie najbardziej krytyczne - dodaje.
Według wojskowego rosyjska armia jest wyczerpana i niezdolna do dokonywania większych przełomów. Twierdzi, że jeśli Ukraina zdoła przez kilka miesięcy utrzymać presję, może przejąć inicjatywę na froncie i zmusić Rosję do rezygnacji z planów zajęcia pozostałej części obwodu donieckiego.
Kontrola nad obwodem donieckim pozostaje główną przeszkodą w rozmowach pokojowych, prowadzonych za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych. Rosja domaga się całego Donbasu, podczas gdy siły ukraińskie nie zamierzają wycofywać się z terenów, których Moskwa nie zdołała zdobyć.
Musimy określić kierunki, w których możemy poprawić nasze pozycje, zdobyć strategiczne punkty, a następnie rozmawiać z Rosjanami z pozycji siły, nie słabości, o prawdziwie trwałym rozejmie - podkreśla dowódca 3. Korpusu Armijnego, który po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku stanął na czele oddziałów ochotniczych, tworząc batalion "Azow". Z wojskowego punktu widzenia jest to realistyczne - zaznacza.
Rosjanie od dłuższego czasu bazowali na niewielkich grupach infiltracyjnych, które przenikały na tyły ukraińskich linii obronnych, korzystając z chaosu w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy. To się jednak zmieniło, bowiem - jak zauważa ISW - "planowanie operacyjne ukraińskiego dowództwa dojrzewa", a kampania uderzeń Sił Zbrojnych Ukrainy na średnim dystansie zmusza Rosjan do odsuwania logistyki dalej od linii frontu, co z kolei utrudnia zaopatrywanie piechoty odpowiedzialnej za takie działania.
ISW przypomina, że od końca ubiegłego roku siły ukraińskie prowadzą spójną kampanię tłumienia i niszczenia rosyjskiej obrony powietrznej, co pozwala kształtować pole walki. Wiosną tego roku Ukraińcy dodatkowo zintensyfikowali uderzenia na średnim dystansie, osłabiając w ten sposób rosyjską logistykę.
W uderzeniach za linią frontu prym wiedzie m.in. 1. Korpus "Azow", atakując rosyjskie trasy logistyczne coraz głębiej na południu obwodów donieckiego i zaporoskiego. W ostatnim czasie w sieci pojawiło się mnóstwo nagrań z dronów, na których widać ataki na pojazdy wojskowe na trasach Donieck-Mariupol oraz Taganrog-Mariupol-Czonhar.


