Były dyrektor departamentu jednego z ogólnopolskich banków usłyszał zarzuty prokuratorskie dotyczące oszustwa na szkodę klientów. Według śledczych, mężczyzna miał przyczynić się do utraty przez klientów ponad 8,8 mln zł, oferując im fundusze inwestycyjne, które w rzeczywistości funkcjonowały jak piramida finansowa. Grozi mu do 10 lat więzienia.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
Prokuratura Regionalna w Łodzi przedstawiła byłemu dyrektorowi departamentu jednego z banków działającego na terenie całego kraju zarzut oszustwa na szkodę klientów.
Jak ustalili śledczy, mężczyzna nadzorował sprzedaż certyfikatów dwóch funduszy inwestycyjnych. Klienci byli przekonani, że inwestują w bezpieczne i rentowne produkty finansowe.
Chodzi o sprzedaż przez placówki bankowe funduszy inwestycyjnych, które w rzeczywistości nosiły cechy tzw. piramidy finansowej.
"Mimo ciążącego na banku obowiązku informacyjnego, nie przekazał prowadzącym sprzedaż pracownikom danych, że żaden z funduszy nie prowadził inwestycji, które dawałyby możliwość dokonania zwrotu zainwestowanych przez klientów pieniędzy z własnych dochodów. Było to możliwe jedynie ze środków pozyskiwanych ze sprzedaży kolejnych certyfikatów. Tak więc de facto oferowane fundusze nosiły cechy tzw. piramidy finansowej" - wyjaśnił rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania.
Dodatkowo podejrzany miał zataić fakt, że bank nie przeprowadził własnej analizy działalności inwestycyjnej funduszy, opierając się wyłącznie na informacjach od emitenta certyfikatów.
W efekcie osoby zainteresowane lokowaniem pieniędzy otrzymywały nieprawdziwe informacje o bezpieczeństwie i rentowności inwestycji.
W rzeczywistości środki klientów nie były inwestowane w sposób zapewniający zyski, a wypłaty dla inwestorów były możliwe tylko dzięki sprzedaży kolejnych certyfikatów.
W wyniku pogorszenia sytuacji finansowej fundusze zostały zlikwidowane w 2024 roku. Klienci banku stracili połowę zainwestowanych środków, a łączna kwota strat przekroczyła 8,8 mln zł.
Byłemu dyrektorowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi.


