Podczas gdy konflikt w Iranie paraliżuje światowe rynki energii, Władimir Putin inkasuje co najmniej 760 mln dolarów dziennie - informuje brytyjski "The Telegraph". Dzięki gwałtownym wzrostom cen ropy oraz kontrowersyjnym zwolnieniom z sankcji wprowadzonym przez administrację Donalda Trumpa, dochody Rosji z eksportu surowców mogą w tym roku wzrosnąć nawet o 188 proc. względem prognoz sprzed wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Putin już pochwalił się dzisiaj, że gospodarka "utrzyma stabilność". Tymczasem Bloomberg donosi, że administracja Trumpa przewiduje dalsze podwyżki cen ropy.
- Ceny ropy osiągają rekordowe poziomy.
- Rosyjskie surowce, dotąd sprzedawane po zaniżonych kwotach, dziś sprzedawane są za gigantyczne pieniądze.
- Rosyjska gospodarka dostała potężny zastrzyk gotówki i dzięki wojnie na Bliskim Wschodzie, może dalej myśleć o podboju Ukrainy.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Amerykański sekretarz skarbu, Scott Bessent, oszacował, że Rosja może zyskać do dwóch miliardów dolarów dodatkowych wpływów ze sprzedaży ropy naftowej dzięki złagodzeniu restrykcji. Sankcje zostały tymczasowo zawieszone przez USA, by ustabilizować ceny surowców na globalnych rynkach.
Jak przyznawał Bessent, taka kwota nie jest zbyt wielka. Niestety, wygląda na to, że pomylił się w obliczeniach.
Według przywołanego przez "The Telegraph" raportu Instytutu Kyiv School of Economics (KSE), wpływy Kremla ze sprzedaży ropy i gazu mają w tym miesiącu wzrosnąć dwukrotnie - z 12 mld do blisko 24 mld dolarów. Nawet w optymistycznym scenariuszu, zakładającym zakończenie walk w Iranie jeszcze w kwietniu, Rosja może liczyć na roczne przychody rzędu 218,5 mld dolarów. To o ponad 60 proc. więcej, niż gdyby na Bliskim Wschodzie panował pokój.
Jeśli jednak konflikt potrwa pół roku, rosyjskie zyski mogą sięgnąć astronomicznej kwoty 386,5 mld dolarów. Władimir Putin już teraz instruuje krajowe koncerny energetyczne, by wykorzystały tę nadwyżkę do spłaty zadłużenia wobec krajowych banków, co ma wzmocnić wewnętrzną stabilność rosyjskiej gospodarki.
Jak donosi rosyjska agencja państwowa TASS, prezydent Rosji powiedział, że trwają prace we współpracy ze środowiskiem biznesowym w celu wspierania wzrostu gospodarczego. Pomimo obiektywnych trudności i ograniczeń wprowadzonych przeciwko naszemu krajowi, udaje nam się utrzymać stabilność makroekonomiczną oraz osiągnąć stabilną i przewidywalną dynamikę inflacji i bezrobocia - przekazał Władimir Putin na kongresie Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców.
Tymczasem, jak donosi agencja Bloomberga, administracja Donalda Trumpa analizuje potencjalne skutki gospodarcze wzrostu cen ropy do 200 dolarów za baryłkę. Takie modelowanie jest standardową procedurą w okresach napięć i nie stanowi prognozy, lecz ma na celu przygotowanie administracji na różne scenariusze.
Rzecznik Białego Domu, Kush Desai, zaznaczył, że choć administracja ocenia różne scenariusze, nie przewiduje, że cena ropy osiągnie 200 dolarów za baryłkę.
Bloomberg zauważa, że nawet niższa cena, wynosząca 170 dolarów za baryłkę, może prowadzić do wzrostu inflacji w USA i Europie oraz spowolnienia wzrostu gospodarczego. W USA już teraz zauważalny jest wzrost cen detalicznych benzyny o 30 proc.
Głównym motorem wzrostów dochodów Kremla jest blokada cieśniny Ormuz przez Iran, co wywołało turbulencje na globalnym rynku. Cena ropy typu Brent skoczyła o 38 proc., osiągając poziom około 100 dolarów za baryłkę. Sytuacja Rosji jest jednak jeszcze lepsza - cena rosyjskiej ropy Urals wzrosła aż o 72 proc.
Paradoksalnie, do poprawy kondycji finansowej Kremla przyczyniła się decyzja USA. Waszyngton wydał tymczasowe licencje pozwalające państwom trzecim na zakup rosyjskiej ropy znajdującej się już w transporcie. Decyzja ta, mająca w teorii stabilizować ceny światowe, w praktyce zdjęła z rosyjskiego surowca odium ryzyka.
"To katastrofa. Ta decyzja nie wpłynie na ceny światowe, ponieważ rosyjska ropa i tak trafiała na rynek. Powoduje jedynie, że Rosja otrzymuje znacznie więcej pieniędzy za każdą baryłkę, co wkłada gotówkę prosto do kieszeni naszych wrogów" - skomentował w rozmowie z "The Telegraph" Simon Johnson (brytyjsko-amerykański ekonomista), laureat Nagrody Nobla i były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Do niedawna Rosja, by ominąć restrykcje, musiała oferować swój surowiec z ogromnym upustem. Dane KSE wskazują jednak, że "rosyjska zniżka" praktycznie przeszła do historii.
Zwolnienia z sankcji stały się dla rynków jasnym sygnałem, że egzekwowanie ograniczeń wobec Moskwy słabnie. W efekcie Rosja nie tylko sprzedaje więcej surowców, ale robi to po cenach rynkowych, co pozwala Kremlowi na gromadzenie środków, które mogą zostać wykorzystane do dalszego finansowania działań zbrojnych, a zatem odraczają możliwość zakończenia wojny w Ukrainie.


