Najnowsze doniesienia amerykańskiego wywiadu, ujawnione przez CNN, wskazują, że Iran w ostatnich tygodniach prowadzi intensywne działania militarne na wyspie Chark, przygotowując się na ewentualny atak ze strony Stanów Zjednoczonych. Wyspa ma kluczowe znaczenie dla eksportu ropy naftowej.
- Wyspa Chark to kluczowe miejsce dla eksportu irańskiej ropy naftowej.
- Iran wzmacnia tam swoje siły wojskowe, instalując miny i systemy obrony przeciwlotniczej.
- Amerykańscy eksperci ostrzegają przed wysokimi stratami w przypadku desantu na tak dobrze zabezpieczoną wyspę.
- Irańscy dowódcy nie wykluczają użycia amerykańskich żołnierzy jako zakładników w razie konfliktu, co miałoby służyć jako karta przetargowa.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Wyspa Chark, choć niewielka, to prawdziwa brama do irańskiego eksportu ropy naftowej - to właśnie stąd wypływa większość surowca. Według informacji przekazanych przez CNN, w ostatnich tygodniach Iran przerzucał na wyspę dodatkowy personel wojskowy, rozstawiał miny przeciwpiechotne i przeciwpancerne, a także wzmacniał obronę przeciwlotniczą, instalując nowe, przenośne zestawy pocisków.
Amerykańscy urzędnicy i eksperci wojskowi nie mają wątpliwości - operacja desantowa na tak przygotowaną wyspę byłaby niezwykle ryzykowna i mogłaby zakończyć się dużą liczbą ofiar po stronie sił amerykańskich. Wyspa została otoczona wielowarstwową obroną, a linia brzegowa - potencjalne miejsce lądowania - naszpikowana minami.
Irańczycy są sprytni i bezwzględni. Zrobią wszystko, by zadać jak największe straty siłom amerykańskim, zarówno na morzu, jak i na lądzie - podkreśla emerytowany admirał James Stavridis, były naczelny dowódca Sił Sojuszniczych NATO.
W irańskich mediach i kręgach politycznych coraz częściej pojawiają się głosy, że ewentualny atak USA to nie tylko zagrożenie, ale i szansa dla Teheranu. Analitycy ostrzegają, że Iran może próbować uprowadzać amerykańskich żołnierzy, by wykorzystać ich jako kartę przetargową. Mohsen Rezai, były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej już wcześniej sugerował, że pojmanie żołnierzy USA i żądanie za nich okupu może być skuteczną strategią.
Hossein Kanani Mogaddam, inny były dowódca Korpusu, posunął się jeszcze dalej, twierdząc, że amerykańska operacja lądowa "zmieniłaby sytuację na polu bitwy na korzyść Iranu". Według niego, zabijanie lub porywanie amerykańskich żołnierzy mogłoby doprowadzić do tak dużych strat, że Stany Zjednoczone szybko pożałowałyby swojej decyzji o interwencji.
Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf otwarcie ostrzega, że jakakolwiek agresja - zwłaszcza przy wsparciu sąsiednich państw - spotka się z bezwzględną odpowiedzią. W razie ataku cała infrastruktura kraju, z którego wyszłyby siły inwazyjne, stałaby się celem nieustannych, pozbawionych ograniczeń ataków - cytuje CNN słowa irańskiego polityka.
Sytuacja na wyspie Chark budzi niepokój także wśród arabskich państw Zatoki Perskiej. Według CNN, kraje te są zdecydowanie przeciwne atakowi na wyspę, obawiając się destabilizacji regionu i jeszcze większego wzrostu cen ropy.
Eksperci wskazują na możliwe alternatywy dla bezpośredniej interwencji zbrojnej. Admirał Stavridis sugeruje, że skutecznym narzędziem nacisku na Iran mogłaby być morska blokada wyspy Chark, która uniemożliwiłaby eksport ropy bez konieczności wysyłania wojsk na ląd. Taki ruch mógłby jednak wywołać reakcję łańcuchową na światowych rynkach energetycznych, prowadząc do gwałtownego wzrostu cen surowca i kolejnych napięć politycznych.


